Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "The Avengers" - Loganek

Joss Whedon może spać spokojnie. Nie dość, że stworzył świetny film, który przyniesie mu sławę, to przypomniał jak powinny i mogą wyglądać adaptacje komiksów – ostatnie dzieła Marvel Studios do najlepszych nie należały. Jedyne zagrożenie może poczuć ze strony Christophera Nolana i nowej odsłony przygód Mrocznego Rycerza.
avengerslogo2.png

Recenzja filmu "The Avengers"


"Potrzebują impulsu" - Nick Fury

Przez wiele lat w Hollywood krążyły plotki o ekranizacji przygód grupy superbohaterów. Wiele projektów zostało skasowanych – wśród nielicznych na ekrany przeniesiono przygody X-Men, ale nigdy do tej pory nie poprzedzono takiego filmu całą serią indywidualnych produkcji, "prowadzących" do jednego dzieła, łączącego wszystkie postacie. Marvel przez cztery lata przygotowywał widzów do spektaklu jakim jest "The Avengers" Jossa Whedona. Studio "opowiedziało" wcześniej historie Iron Mana, Hulka (drugi raz), Thora i Kapitana Ameryki, by w 2012 roku ukazać losy najpotężniejszych ziemskich bohaterów.

Rok po wydarzeniach ukazanych w filmie "Thor", z tajnej bazy S.H.I.E.L.D. zostaje skradziony potężny artefakt – Tesserakt, który ma pomóc Lokiemu (brat Thora) sprowadzić na Ziemię armię Chitauri i zniewolić ludzkość. Jednak dopóki Nick Fury ma ostatnie sprawne oko - tak się nie stanie. Dowódca Tarczy zbiera więc grupę superbohaterów, która zanim pokona wroga, musi znaleźć nić porozumienia i zacząć działać wspólnie.

avengers4_res.jpg

Do tej pory Whedon reżyserował odcinki takich seriali jak "Firefly" (2002-2003), "Anioł ciemności" / "Angel" (1999-2004) czy  "Buffy: Postrach wampirów" / "Buffy, the Vampire Slayer" (1997-2003). "The Avengers" nie jest jednak jego kinowym debiutem, bowiem w 2005 roku stworzył "Serenity" - kinową kontynuację serialu "Firefly". Kierowanie filmem, którego budżet wyniósł ponad 200 milionów dolarów i zadowolenie rzeszy fanów komiksu to bardzo trudne zadanie, ale po kolei.

Co najważniejsze, twórcom udało się zachować zasadę "złotego środka" i mimo, iż plakat może sugerować inaczej - Tony Stark nie jest centralną postacią filmu, bo każdy z bohaterów jest tak samo ważny. Historia idealnie ukazuje każdego herosa więc nikt nie może powiedzieć, że jego ulubieniec został pominięty i nie oddano mu należytego miejsca na ekranie. W tym tkwi też siła Avengers - każdy członek grupy jest indywidualistą i dlatego widzowie/czytelnicy bez problemu znajdą swojego wyidealizowanego odpowiednika.

Trudno omówić film o superbohaterach bez poruszenia kwestii wizualnych. Tym razem specjaliści z Industrial Light & Magic, WETA Digital i kilku mniejszych firm przeszli samych siebie. "The Avengers" to najlepiej wyglądająca adaptacja komiksu i długo nią pozostanie. A w połączeniu ze znakomitym jasnym i czytelnym montażem tworzą piękne widowisko. Nawet przez chwilę widz nie będzie się zastanawiał: "Co właściwie się stało?". Szkoda tylko, że ścieżka dźwiękowa nie zawiera bardziej charakterystycznych kompozycji (na rynek trafiły dwie płyty – ścieżka dźwiękowa i zestaw piosenek z pierwszym od 15 lat utworem grupy Soundgarden).

W celu urozmaicenia, kostium każdej z postaci został w jakiś sposób poddany ewolucji w stosunku do tego co nosiła we własnym filmie. Główna zmiana to strój Kapitana Ameryki i (niestety) na gorsze. Twórcy mogli pozostać bliżej oryginału kinowego, bo Chris Evans wygląda bardzo kanciasto i sztucznie. Najgorzej prezentuje się jego głowa, która przykryta maską wydaje się być pożyczona z innego ciała. Jednak największe novum w filmie dotyczy postaci Bruce'a Bannera. Do tej pory w postać genialnego naukowca, który mógłby się Wam nie spodobać, gdy robi się zły, wcielili się Eric Bana oraz Edward Norton. Nową wersją został Mark Ruffalo i trzeba przyznać, że znakomicie oddał podwójną osobowość Bannera. Możliwe, że nawet tak dobrze, iż Marvel ponownie nakręci film o przygodach zielonoskórego potwora. Tak jak Nicolas Cage, również Ruffalo wciela się w swoje alter ego za pomocą technologii motion capture. Jedynie dawny odtwórca Hulka – Lou Ferrigno podkłada głos, a właściwie ryki pod bestię.

Zaskakujące jest, jak znakomicie oddano nawiązywanie się relacji między bohaterami, którzy w przyszłości będą tworzyć swoistą superbohaterską rodzinę. Pomagają w tym świetne dialogi, które  - na szczęście - nie wydają się sztuczne. A humor zawarty w filmie ani przez moment nie zbliża się nawet do hasła "prostacki". Na tle słownych potyczek jak zwykle ponad przeciętną wybija się Robert Downey Jr., który przez cały film wygląda jakby zamiast ciężko harować, bawił się w najlepsze.

Warto jednak zaznaczyć, że w całej tej wspaniałości jest pewien mankament. Przez cały film nie sposób wyzbyć się uczucia déja vu i to nie pod względem fabularnym. Mianowicie, widzieliśmy już te wszystkie postacie w innych produkcjach i nie są one niczym nowym – znajomość "drogi do Avengers" jest przydatna. Zwykłe czepialstwo zmusza też do wytknięcia, że w kilku momentach efekty nagle drastycznie tracą na jakości, ale są to dosłownie ułamki sekund. A czysta złośliwość radzi omijać seanse z dubbingiem (kto wpadł na ten pomysł?), nawet jeśli macie małe dzieci, a nie tylko nimi jesteście w środku.

avengers2_res.jpg

Dodatkowo nie sposób odnieść wrażenia, że finał opowieści przypomina momentami "Transformers 3 "/ "Transformers: Dark of the Moon" (2011), a także "Dzień Niepodległości" / "Independence Day" (1996). I coś w tym jest, ponieważ nawet producent – Kevin Feige – porównuje "The Avengers" do filmu o zabawkach Hasbro, choć pod względem odjazdowości. Oczywiście w żaden sposób nie psuje to odbioru dzieła Whedona. Co lepsze, efekt trójwymiarowości – gotowy film poddano konwersji – wreszcie nie zawodzi i jest należycie wykonany. Natomiast aby tradycji stało się zadość, twórcy umieścili po napisach końcowych dodatkową scenę sugerującą z kim przyjdzie się zmierzyć bohaterom w kontynuacji filmu.

Joss Whedon może spać spokojnie. Nie dość, że stworzył świetny film, który przyniesie mu sławę, to przypomniał jak powinny i mogą wyglądać adaptacje komiksów – ostatnie dzieła Marvel Studios do najlepszych nie należały. Jedyne zagrożenie może poczuć ze strony Christophera Nolana i nowej odsłony przygód Mrocznego Rycerza. Chyba, że studio DC Comics zdecyduje się na ekranizację Ligi sprawiedliwości / Justice Legaue. Avengers najlepszym filmem o komiksowych korzeniach? Nie, ale na pewno to ścisła czołówka.

Autor: Loganek
Korekta: Morganka
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.