Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "X-Men: Pierwsza Klasa" - Sc0agar4k

Te niecałe dwie godziny filmu przeleciały nie wiadomo kiedy. Od pierwszej do ostatniej sceny oglądałem film z wielkim zainteresowaniem. Moje obawy okazały się niepotrzebne i nieuzasadnione. "X-Men: First Class" to jedna z lepszych ekranizacji komiksów Marvela, a śmiało można by rzecz, że na pewno najlepsza jeśli chodzi o mutantów.

Recenzja filmu "X-Men: Pierwsza Klasa" - Sc0agar4k


Multikino 51 w Poznaniu, godzina 13.40. Na sali nie więcej jak dziesięć osób. Zaopatrzony w dużą ilość popcornu i coli zajmuję miejsce w ostatnim rzędzie, dokładnie na środku ekranu. Już za chwilę rozpocznie się seans filmu, na który czekałem od pierwszej zapowiedzi. Filmu, który im bardziej zbliżał się do swojej premiery, tym większe wzbudzał emocje (niekoniecznie wyłącznie pozytywne). Kilka minut po czternastej gasną światła. Rozpoczyna się "X-Men: Pierwsza Klasa".


173549097.jpgZacznę może nietypowo i wspomnę o takich pozornie nieznaczących rzeczach (nazwijmy je technicznych), które poprawiały lub nie psuły przyjemności z oglądania. Przede wszystkim Magneto to Eric Lehnsherr lub jak kto woli Eric Lehnsherr to Magneto. Zamęt jaki w komiksach wprowadził ostatni origin Mistrza Magnetyzmu tutaj na szczęście nie występuje. Drugą rzeczą o której chciałbym to "wielonarodowość". Obecnie nie często spotyka się filmy, w których każdy naród porozumiewa się własnym językiem. A tutaj naziści mówią po niemiecku, sowieci po rosyjsku, nawet w Argentynie usłyszymy hiszpański. To dodaje filmowi wiarygodności. Ostatnią rzeczą jest polskie tłumaczenie. Dużych błędów nie dostrzegłem, a co najważniejsze, nikt nie próbował tłumaczyć na siłę pseudonimów bohaterów. Za to wielki plus. A teraz przejdźmy do konkretów.


Film  w głównej mierze opowiada o losach Charlesa Xaviera i Erica Lehnsherra (choć dużo więcej dowiadujemy się o tym drugim), dlatego też pierwsza scena ukazuje obóz koncentracyjny w Polsce. Przeżyłem tu swoiste deja vu, bowiem scena była identyczna jak w pierwszej części ekranizacji przygód X-Men. Jej rozwinięcie natomiast to już coś, czego się nie spodziewałem. Podobne zaskoczenie sprawili mi twórcy, gdy pierwszy raz zobaczyłem na ekranie Charlesa i Raven. Byłem tą sceną rozbawiony. A może to zasługa ucharakteryzowanej Morgan Lily, grającej młodą Mystique i jej uśmiechu? W każdym bądź razie, był to dopiero początek filmu.


Główna oś wydarzeń dzieje się podczas "kryzysu kubańskiego". Umiejscowienie ich w tym okresie to był strzał w dziesiątkę. Nie wiem czy był to cel zamierzony czy też nie, ale pierwszy numer Uncanny X-Men ukazał się niecały rok po tym wydarzeniu. Czyżby taki niepisany hołd?


Cały film jest przeplatany zarówno wartką akcją (poczynając od próby ataku Magneto na łódź podwodną, a kończąc na walce finałowej w pobliżu Kuby), jak i niewymuszonym humorem (tutaj prym wiedzie wymyślanie sobie pseudonimów przez młodych mutantów oraz scena, w której Charles i Eric spotykają w barze Logana). Wiele razy uśmiechałem się zarówno pod nosem, jak i na głos.


W dzisiejszym czasach nie ma filmu akcji, który nie opierałby się na efektach specjalnych. Tutaj nie jest inaczej. Robią niesamowite wrażenie. Jednak zarówno ich wykonanie, jak i rola jest w pełni uzasadniona i nie ma tu scen, w których byłyby wciśnięte na siłę. Jednym słowem są wykorzystane poprawnie.


747581254.jpgNawet najlepsze efekty specjalne, ciekawa i wciągająca fabuła nie pomogą w odbiorze filmu, gdy zapomni się o odpowiednim doborze aktorów. Na szczęście tutaj nie ma o tym mowy. Trójka głównych bohaterów (Xavier, Magneto i Sebastian Shaw) zostali obsadzeni przez aktorów (odpowiednio James McAvoy, Michael Fassbender, Kevin Bacon), którzy wyśmienicie wywiązali się ze swoich ról. Szczególnie ta ostatnia dwójka. Ich wspólne sceny to były perełki w całym filmie. Zasadniczo nie można się przyczepić do nikogo z obsady. Wszyscy zagrali tak jak należało. Każda postać miała swoje mniejsze lub większe momenty, przez co nikt nie został pominięty i mógł się wykazać. Warto wspomnieć również o relacjach między poszczególnymi bohaterami. Niektóre zaskakiwały (np. Charles traktujący Raven jak młodszą siostrę), inne wzbudzały uśmiech na twarzy (nieśmiałość McCoya wobec Raven). To również one, a może przede wszystkim, stanowią o sile Pierwszej Klasy.


Te niecałe dwie godziny filmu przeleciały nie wiadomo kiedy. Od pierwszej do ostatniej sceny oglądałem film z wielkim zainteresowaniem. Moje obawy okazały się niepotrzebne i nieuzasadnione. "X-Men: First Class" to jedna z lepszych ekranizacji komiksów Marvela, a śmiało można by rzecz, że na pewno najlepsza jeśli chodzi o mutantów. Pozytywne zaskoczenie roku? Póki co, jak najbardziej. Polecam każdemu, kto jeszcze nie miał okazji oglądać.

 

Sc0agar4k

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.