Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "X-Men: Pierwsza Klasa" - Zakrza

Film "X-Men: Pierwsza klasa" miał być powrotem serii o mutantach Marvela do wysokiego poziomu, jaki prezentowała przed mniej udanymi: "X-Men: Ostatni Bastion" oraz "X-Men Geneza: Wolverine". Pomóc w tym miał powrót Bryana Singera (producent) oraz Matthew Vaughn (reżyser), znany z ciepło przyjętego przez fanów "Kick-Ass" - adaptacji innego komiksu Marvela. Czy to się udało?

Recenzja filmu "X-Men: Pierwsza Klasa" - Zakrza


Film "X-Men: Pierwsza klasa" miał być powrotem serii o mutantach Marvela do wysokiego poziomu, jaki prezentowała przed mniej udanymi: "X-Men: Ostatni Bastion" oraz "X-Men Geneza: Wolverine". Pomóc w tym miał powrót Bryana Singera (producent) oraz Matthew Vaughn (reżyser), znany z ciepło przyjętego przez fanów "Kick-Ass" - adaptacji innego komiksu Marvela. Czy to się udało?

Niemal od pierwszych chwil dostajemy wciągający film akcji, który ani przez chwilę nie pozwala się nudzić, opowiadając historię zmierzającą do największego w historii konfliktu - III wojny światowej. Umieszczenie mutantów w czasach zimnej wojny okazało się strzałem w dziesiątkę. Jest ono doskonale uzasadnione nie tylko tym, że to prequel, ale też działaniami podejmowanymi przez Hellfire Club, które nie byłyby możliwe w innym okresie. Również dzięki tym, a nie innym czasom, zgrabnie wpleciona zostaje historia najjaśniejszej gwiazdy filmu - Erika.
X-men-First-Class1-200x130.jpgW całej fabule nie doszukałem się żadnych dziur logicznych, a o jej dobrym poprowadzeniu świadczą sceny pomiędzy kolejnymi kadrami pełnymi akcji, kiedy poznajemy relacje w drużynie, czy trening przyszłych X-Men. Co do relacji, to tę pomiędzy Charlesem a Erikiem należy uznać za jeden z minusów filmu. Co prawda nazywają siebie przyjaciółmi, a młody Xavier próbuje nawet nim być, ale trudno uwierzyć że Erik uważa Charlesa za przyjaciela. Jedynym powodem, dla którego wstąpił on do drużyny, jest zemsta na Shawie, a nie jakiekolwiek uczucia do świeżo upieczonego profesora. Zresztą, w pewnym momencie pada stwierdzenie dające do zrozumienia, że główna akcja filmu trwa około cztery tygodnie. Czy da się w tak krótkim czasie zbudować przyjaźń? Moim zdaniem nie. Do minusów zaliczyć należy także zgrzyty w chronologii całej serii, w większości mało istotnych, ale i jednym poważnym w finale.
Są jednak też miłe nawiązania do poprzednich filmów, dzięki którym dowiadujemy się, skąd Magento posiada swój hełm, dlaczego Mystique zdecydowała się żyć w swojej naturalnej postaci, kto zbudował Blackbirda, jak powstały pseudonimy bohaterów, a także nazwa X-Men. Zobaczymy też kilka znanych już nam postaci. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak poznanie motywacji Charlesa i Erika. Produkcja znakomicie i wiarygodnie odpowiada na pytanie, dlaczego są oni od siebie tak różni i co ich definiuje. Pozytywem jest też brak nachalnego i żenującego humoru, jakim raczą nas kolejne megaprodukcje. Sceny mające rozbawić widza stoją w "Pierwszej klasie" na wysokim poziomie.

xmen_first_class3b.jpgPostacie to również bardzo mocny punkt najnowszego obrazu o mutantach. Oprócz wspomnianego już Magneto, najlepiej prezentuje się Sebastian Shaw. Bałem się trochę, że nadmiar bohaterów może zaszkodzić filmowi, ale na szczęście tak się nie stało. Każdy z bohaterów ma swoją chwilę i nawet jeśli na ekranie pojawia się stosunkowo krótko, jak Darwin czy Angel, to ma do odegrania istotną rolę.
Bohaterowie nie byliby tak wyjątkowi, gdyby nie aktorzy ich grający. Sporo się mówiło, że Profesor X nie będzie tym samym, jakiego znamy z poprzednich filmów, tymczasem to Michael Fassbender stworzył własną kreację Magneto, dzięki czemu nie musiał mierzyć się z legendarnym Ianem McKellenem. Jego Erik jest bardziej żywiołowy i rozgniewany niż starsza wersja tej postaci. Nie znaczy to jednak, że jego działania są nieuporządkowane, a on sam nie potrafi zaprezentować innych uczuć. Pochwalić należy też Kevina Bacona, który wspaniale wcielił się w rolę chłodnego manipulatora dążącego za wszelką cenę do swojego, z góry ustalonego celu.
Najsłabszym aktorskim ogniwem okazał się James McAvoy. Co prawda, zagrał lepiej niż w "Wanted", ale położenie ręki na czole w każdym przypadku używania mocy było zabiegiem raczej żenującym.
Reszta aktorów spisała się więcej niż przyzwoicie, biorąc pod uwagę, że dla wielu z nich to pierwsza tak poważna produkcja. Jedyną postacią drugoplanową, która mi się nie podobała, był Riptide z absurdalną zdolnością wytwarzania małych trąb powietrznych. Jego rolę z pewnością mógł przejąć jakiś inny, ciekawszy wróg.

x-men-first-class1.jpgPozytywnie zaskoczyła mnie muzyka. Jest miła dla ucha, wszechobecna, zróżnicowana, przywodząca na myśl inne filmy z serii czy zwiastuny. Przede wszystkim jednak doskonale pasuje do akcji, dzięki czemu tworzy unikalny klimat. To między innymi dzięki muzyce przeniesienie się w lata 60. poprzedniego stulecia jest tak wiarygodne, ale na uwagę zasługuje też odwzorowanie strojów, fryzur czy wnętrz tamtej epoki. Wracając do strojów, to dostaliśmy też miłe nawiązanie do pierwszych komiksów "X-Men", gdzie grupa występowała w żółtych uniformach.

Niemile zaskoczyły mnie z kolei efekty specjalne. Stały na średnim, a momentami wręcz słabym poziomie. Szczególnie widać to w scenach lotu Banshee'ego, a także przy strzałach Angel.

Odpowiedź na pytanie ze wstępu może być tylko jedna: tak! Seria wraca do świetnej formy. Gdyby tylko w końcówce nie znalazło się kilka niepotrzebnych momentów, McAvoy nieco się wysilił, a film stał na takim poziomie technicznym, jak większość produkcji o superbohaterach, mielibyśmy nie tylko najlepszy film o mutantach, ale także jeden z najlepszych filmów na podstawie komiksów. Mimo wszystko, "X-Men: Pierwsza klasa" to pozycja obowiązkowa dla każdego sympatyka filmów komiksowych, czy po prostu akcji. Warto.

Zakrza
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.