Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "X-Men Geneza Wolverine" - Undercik

RECENZJA FILMU "X-MEN GENEZA WOLVERINE"

Wielkim fanem Wolverine'a nigdy nie byłem. Sam w sobie jest zjadliwy, ale to, że występuje w takiej ilości tytułów mocno mnie irytuje. Ok, jest to podyktowane popularnością Logana oraz chęcią zysku Marvela. Dlatego prędzej czy później można było się spodziewać się filmu o solowych występach mutanta. Tak oto otrzymaliśmy "X-Men Geneza Wolverine". Dobra, to teraz ktoś pewnie zada pytanie: "To po co poszedłeś do kina?". No cóż, na pewno jednym z pretekstów byłą darmowa wejściówka, ale kierowały mną także inne powody. Jakby nie patrzeć jest to ekranizacja komiksu, tak więc wypadałoby zobaczyć jak tym razem został wykonany film inspirowany komiksem. Miałem sporo nadziei po zeszłorocznym bardzo dobrym Iron Manie i dobrym Hulku. Jak wypadł "X-Men Geneza Wolverine"? Zacznę od tego, że wielkim znawcą kina nie jestem. Dla mnie film mniej więcej dzieli się na trzy kategorie: rewelacyjny, zwykły i tandeta. Recenzowanemu filmowi najbliżej jest do tej drugiej opcji.

Film rozpoczął się od sceny w większości znanej z zajawek. Pisałem już kiedyś na forum, że dzieciak biegnący z pazurami, chcący zaatakować napastnika, wygląda śmiesznie. Ten okrzyk, bieg "na pałę", ręce przed siebie sprawił, że stwierdziłem, że jeśli dalsza część, jeśli chodzi o grę aktorską, wygląda właśnie tak, to film po prostu będzie kiczowaty. Na szczęście zaraz po krótkim wyrywku z dzieciństwa Wolverine'a zaczął się jak dla mnie najlepszy moment filmu. Pokaz Logana i Victora w trakcie trwania różnych wojen wypadł znakomicie. Wraz z pojawiającymi się nazwiskami aktorów efekt okazał się piorunujący. Chwilowe zatrzymania scen, tak jak w Matrixie - tak powinno to wyglądać. Jednak od razu pojawia się wada, tak jak początek, tak i dalsza cześć filmu jest nierówna. Od rewelacyjnych scen po te denne. Raz jest coś ciekawego, raz wieje nudą. Jedno jednak można przyznać - efekty specjalne trzymał się na jednym, wysokim poziomie.

Jak wypadła gra aktorska? Różnie. Genialnie postać Victora oddał Liev Schreiber. Gesty, zachowanie, wygląd - wykapany Sabretooth. Kto jeszcze dobrze wypadł? Reynolds (Deadpool). Co prawda wiele do zagrania nie miał, ale jego występ był bardzo dobry. Dwójka aktorów mająca za sobą występy w serialu "LOST" - czyli Dominic Monghan (Beak) oraz Kevin Durand (Blob), zagrała na normalnym poziomie, bez jakiś fajerwerków, ale tak jak Reynolds wiele okazji do tego nie mieli. Bez błysku zagrała reszta ekipy z pierwszych scen filmu, czyli Will.I.Am (Wraith) i Daniel Henney (Agent Zero). Pewnie zaraz padnie pytanie: "A jak zagrał Jackman?". Nie bójcie się, już śpieszę z odpowidzią. Hugh (Wolverine) jak i Dany Huston (Stryker) mieli wiele okazji, aby popisać się swoją grą. Nie wykorzystali jej jednak wcale. Zagrali poprawnie, z małymi przebłyskami i kilkoma kaszanami. Cieszę się natomiast z występu Taylor'a Kitsch'a. Można było się obawiać, że nie sprosta on wyzwaniu. Wielu widziało w tej roli Josha Holloway'a. [W sumie, gdyby zagrał to mielibyśmy mini "LOST" w filmie]. Dla mnie Taylor spisał się rewelacyjnie, wyczuł postać mutanta i pokazał, że decyzja o jego występie byłą słuszna. Rozwieje także od razu wątpliwości niektórych forumowiczów. W pewnym momencie zaczęła się dyskusja, jakoby w filmie Gambit był homo. Nic z tych rzeczy, ja tego nie odczułem, a i nic w filmie nie było o tym mowy. Lynn Collins (Silver Fox) zagrała słabo, pojawiła się tylko po to, aby skleić wątki. Resztę obsady, taką jak Cyclops, czy Emma, pominę. 

Powrócę do fabuły. Przyjemnie oglądało się dwa różne rozwoje postaci Wolverine'a i Sabretootha. Ich konflikt wyglądał naturalnie. Sceny walk w filmie wyszły bardzo dobrze, slow motion, wybuchy itd. na dużym ekranie wyglądały rewelacyjnie [To dla tych, co oglądali Workprint i odebrali sobie przyjemność popatrzenia na efekty specjalne]. Wade odbijający mieczem pociski, Agent Zero wymieniający magazynki, Wolverine korzystający z pazurów, wysuwające się paznokcie Sabretootha, rozświetlanie całego cyrku przez Beaka, teleportacje Wraitha, wyczynianie cudów z kartami Gambita i masywność Bloba. Dla tego warto był iść do kina. Jednak efekty to nie wszystko. Czasami fabuła obrażała umysł widza. Na przykład sposób w jaki Logan zapomniał o przeszłości i pewność, co do tego Strykera. Tak sobie wypadło umieszczenie niektórych postaci (Emma, Xavier). Oczywiście, jak w tego typu filmach, znalazło się kilka śmiesznych scen. Nie był one wymuszone, a i ludzi na sali to śmieszyło, w tym także mnie.

Scena po napisach. Ponoć ma być kilka wersji. Na moim seansie zobaczyłem dwie i nie były one żadną rewelacją. Miałem nadzieję na końcówkę w stylu "Iron Mana", czy też "X-Men 3". Może tak jest, ale na innej wersji filmu. (Teraz czekam, aż reszta wycieknie do sieci).

Jak wypadło tłumaczenie? Jest lepiej niż w przypadku słynnego już TIRa z "X-Men 3". Co prawda kilka wpadek by się znalazło, ale jakoś nie zdenerowały mnie. 

Podsumowując. "X-Men Geneza Wolverine" jest solidnym kinem akcji, nie można go nazwać ambitnym, ale po seansie nie będziecie mieli wrażenia straty czasu. Skąd się wzieły w takim razie krytyczne wypowiedzi fanów po workprincie? Zapewne nie było tam efektów specjalnych, które naprawdę podciągają ocenę filmu. Czy warto iść? Jeśli jesteś fanem Rosomaka - tak, jeśli fanem komiksu - tak, jeśli wogóle nie interesujesz się komiksem - tak. Osoby, które nie znają historii Logana nie będą się czuć zagubione. "X-Men Geneza Wolverine" to dobre, ale nie rewelacyjne kino akcji. Dlatego, jeśli masz trochę wolnego czasu, możesz iść śmiało. A co jeśli jesteś zajęty i nie masz czasu? Są dwie opcje albo weź się za to, że a nuż będziesz miał wolny czas, albo po prostu daruj sobie seans - są ważniejsze i ciekawsze rzeczy.

Dominik "Undercik" Nowicki
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.