Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "The Hulk" - Bullet

Są filmy, o których człowiek stara się usilnie zapomnieć. Pogrzebać w mrokach nie pamięci. Są filmy, których nawet światowej sławy reżyser nie uratuje, choćby miał do dyspozycji oscarowych aktorów. Są filmy, w których ambitne treści psychologiczno-egzystencjalne po prostu się nie sprawdzają. Takim obrazem jest właśnie "The Hulk" w reżyserii Anga Lee.

RECENZA FILMU THE HULK


Są filmy, o których człowiek stara się usilnie zapomnieć. Pogrzebać w mrokach niepamięci. Są filmy, których nawet światowej sławy reżyser nie uratuje, choćby miał do dyspozycji oscarowych aktorów. Są filmy w których ambitne treści psychologiczno-egzystencjalne po prostu się nie sprawdzają. Takim obrazem jest właśnie "The Hulk" w reżyserii Anga Lee.

 

Ang Lee, reżyser ambitnych filmów, zdobywca Oskara za "Tajemnicę Brokeback Mountain" (2005) oraz Złotego Globu za obraz "Przyczajony tygrys, ukryty smok" (2000). Twórca wszechstronny i utalentowany. Ale i jemu zdarzają się potknięcia. Jednym z nich jest "The Hulk".


Głównym grzechem filmu jest scenariusz. Nie pasuje do klimatu, jaki znamy z kart komiksów o zielonym goliacie, jest po prostu zbyt psychologiczny i pseudopoważny. Akcji w filmie jest na tyle mało, że obraz zwyczajnie nuży. Elementy akcji sprowadzają się do ryku Hulka i olbrzymich gamma skoków, no i walki ze… zmutowanymi pudlami, wojskiem oraz ojcem Bannera, który w finałowym starciu zmienia się w … człowieka burzę? Pana pogodynkę? Sam nie wiem, mimo, że oglądałem film dwa razy. Sama postać Hulka wygląda raczej jak zielony nadmuchiwany potworek z bajek dla dzieci, a nie jak potwór, którego znamy. Ot, taki zielony troglodyta. Przyjazny entuzjasta siłowni spod osiedlowej budki z piwem.


Współczuję aktorom grającym w tej produkcji. Eric Bana gra zgodnie z przykazaniem scenariusza, czyli "cześć, jestem Bruce Banner i mam straszliwe kompleksy na punkcie mego ojca" (w tej roli Nick Nolte). Ogólnie mówiąc, Bana zostaje cały czas w cieniu swojego zielonego alter ego, grając cały czas wystraszonego i zagubionego Bannera. Eric Bana to świetny aktor, ale odniosłem wrażenie, że w miarę rozwoju akcji był zmęczony odgrywaną postacią. Nawet fenomenalny Nick Nolte, grający psychopatycznego ojca Bruce’a, zostaje zastąpiony w ostatniej scenie przez bezsensowną mieszankę efektów specjalnych i cała koncepcja postaci legła w gruzach. Co do ukochanej Bruce'a - Betty Ross - co tu dużo pisać, boska Jennifer Connelly starała się jak mogła, ale po prostu postać Betty Ross jest zbyt komiksowa i nie pasuje do aktorki tej klasy. Co się tyczy gen. Thunderbolta Rossa odgrywanego przez Sama Elliota, to nie zapisał się on w mojej pamięci jako dziarski wojak, równie dobrze film mógłby się obyć bez postaci generała. Reszta aktorów po prostu jest, podobnie jak muzyka, która też pewnie jest, ale szybko przestałem ją słyszeć, a co dopiero pamiętać...


Słowem podsumowania, "The Hulk" z 2003 roku jest filmem tak nijakim, że wolałbym o nim nie pamiętać, bo nawet efekty specjalne w tym filmie są… niespecjalne i sztuczne. Po prostu Ang Lee nie czuje się najlepiej w komiksowych klimatach.

 

Autor: Bullet

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.