Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Incredible Hulk" - Nadia

RECENZJA FILMU INCREDIBLE HULK

Nigdy nie byłam przesadną fanką "Hulka", ot, wiedziałam, że istnieje i specjalnie nic ponadto. Nawet do kina poszłam "z obowiązku", a nie faktycznie zainteresowania. Od pierwszej chwili jednak film pozytywnie mnie zaskoczył, a potem było już tylko lepiej, ale po kolei. Już w trakcie napisów początkowych poznajemy historię napromieniowania promieniami Gamma, ucieczki Bannera i działania ścigających go wojskowych, by od razy przenieść się w parę lat do przodu do brazylijskich faweli, gdzie pracując jako niewykwalifikowana siła robocza Bruce ćwiczy techniki medytacyjne, które mają mu pomóc w opanowaniu gniewu w sytuacji ekstremalnej oraz szuka antidotum na swoją "przypadłość". Na skutek drobnego, nieszczęśliwego wypadku, ścigający go generał Ross dowiaduje się o miejscu kryjówki i natychmiast wysyła wojsko, w tym także owładniętego ambicją, urodzonego żołnierza Blonsky'ego...

Porównania do niedawno powstałego "Iron Mana" narzucają się same i moim zdaniem "Incredible Hulk" jest filmem lepszym nie tylko od niego, ale także (dotychczas niedoścignionego w moim prywatnym rankingu filmów Marvela) X2. Dlaczego tak jest? Chyba po pierwsze dlatego, że scenariusz jest świetnie napisany; nie jest zabawny na siłę (dużo mniej elementów komediowych, niż w Iron Manie i trudno się dziwić, w końcu to nie historia zadowolonego z życia playboya), postacie są wiarygodnie rozpisane psychologicznie, a walki i tzw. wartka akcja jest dobrze wkomponowana i nieprzytłaczająca struktury filmu.

Aktorstwo jest na najwyższym poziomie. Edward Norton (który przyznaję, trochę uśmierzał mój sceptycyzm co do filmu) to klasa sama w sobie i jak dla mnie jest wymarzonym Brucem Bannerem (no i jeśli ktoś chce namówić na pójście do kina koleżankę, która nie przepada za komiksami, niech wspomni, że Norton wyjątkowo często pokazany jest bez koszulki). Bardziej niepokoiła mnie Liv Tyler w roli Betty Ross, która ma trochę mało "naukowy" wygląd. Niesłusznie. Liv wygląda przez cały film mniej "hollywoodzko" (co nie znaczy, że nierównie ładnie) i gra na odpowiednim poziomie. Wiliam Hurt w roli generała Rossa wygląda jak archetyp złego wojskowego i wprost wydaje się stworzony do tej roli. Jedyna uwaga do Tima Rotha, nie lubię złych, których choć trochę nie mogę polubić, a jego Blonsky'ego miałam ochotę tylko szachować. Choć z drugiej strony granie odrzucającego typa wyszło mu świetnie.

Na koniec pozostawiam sprawy techniczne: muzyka była niezła, choć wiodący motyw kojarzył mi się z Jamesem Bondem (a konkretnie z "Die another day"); efekty specjalne były świetne - mimo całego swego komiksowego wyglądu, Hulk został umiejętnie przeniesiony na ekran i wyglądał naturalnie. No i zdjęcia: także były perfekcyjne; najbardziej zapadały w pamięć brazylijskie slumsy, ale rozwalany Nowy Jork (o dziwo, nie jak zwykle w takich filmach Manhattan, ale Harlem) wyglądał ciekawie.

Reasumując: film świetny i polecam każdemu. Boję się trochę, że Polsce, jak większość filmów na kanwie komiksu, przejdzie trochę niezauważony, ale o wyniki w USA już jestem całkowicie spokojna. W filmie mamy scenę, z której bardzo łatwo zrobić przejście do Incredible Hulka 2 i mam nadzieję, że dwójka powstanie, i to oby jak najszybciej.

Nadia
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.