Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Monstressa tom 4 Wybranka

Niegdyś piękne portowe miasto Pontus popada w chaos po ataku Królowych Krwi i próbie ucieczki Starego Boga. Sojusz Dworów Świtu i Zmierzchu przypieczętowują zaślubiny Miecza Wschodu i Baronowej. Tymczasem Maika Półwilk desperacko próbuje doścignąć porywaczy lisiczki Kippy. Jednak zrządzeniem losu pierwsza dociera do ich zleceniodawcy - charyzmatycznego Lorda Doktora.

Zanim zacznę rozpisywać się o fabule chciałbym zwrócić uwagę na mój prawdopodobnie największy problem. I to nie tylko z tym tomem ale całym wydaniem wybitnej serii Sany Takedy i Majorie Liu na Polskim rynku. Co to do kurzej łapki jest Monstressa? Tytuł oryginału to “Monstress”, żeńska wersja słowa “monster” oznaczającego potwora. Poprawną formą byłoby więc “Potworzyca” albo jeszcze lepiej “Potworność”. I uprzedzam, nie mówię tego żeby się wymądrzać czy dokopywać tłumaczce. Uważam, że Paulina Braiter zrobiła kawał dobrej roboty w tłumaczeniu tej serii. W tej recenzji zrobiłem zapewne więcej błędów niż ona nie tylko w tym tomie ale w całym cyklu. Do jej pracy nic nie mam i wręcz nie śmiałbym mieć. Czepiam się tego dlatego, że wybór takiej a nie innej nazwy pachnie mi decyzją nie tłumacza, a kogoś z góry. Kogoś, kto uznał, że czytelnicy są za głupi aby domyślić się o jaki komiks chodzi. A nawet w takim wypadku o wiele lepsze było słowo “monstrum”, które jest wielokrotnie używane w samym komiksie.

Wspominałem, że to mój największy problem z tym komiksem, zapewne zdradzając moją ogólną opinię o tej serii. Uważam ją za absolutnie genialną. Czytałem w swoim życiu sporo fantasy, zarówno w formie komiksowej jak i literackiej. Jednak Monstressa zmusiła mnie to stawienia czoła własnej ignorancji. Jeśli bowiem jest pozycja w tym gatunku równie unikalna, jest mi ona nieznana. Najbliższym chyba tytułem do którego można ją porównywać jest Córka Żelaznego Smoka autorstwa Michaela Swanwicka. Podobnie jak Maika, Jane jest nastolatką której decyzje są kształtowane przez tragiczną przeszłość i wciąż żywą traumę. Obydwie również zawierają nietrwały sojusz z przerażająco nienaturalną istotą. Wreszcie dwa światy łączy jak gładko przenikają się w nich to co fantastyczne oraz technologia. Nawet wyjątkowo naukowe podejście do tego co nadnaturalne wydaje się podobne w obydwu światach.

Bardzo popularnym obiektem porównań jest też Berserk Kentarou Miury. I można dostrzec jeśli nie podobieństwa to paralele między tytułami. Japońska manga osadzona w świecie inspirowanym średniowieczną Europą z jednej strony. Amerykański komiks dziejący się w fantastycznej wersji Azji z drugiej. Protagoniści obydwu nie mogliby być bardziej odmienni na pierwszy rzut oka. A jednak oboje łączy nie tylko utracona ręka czy kryjące się w nich potworne stworzenie. Ale też silny, nieuznający kompromisów charakter, który zostawia za nimi szlak zniszczeń i wrogów.

Obydwa porównania są jednak niedoskonałe. Najważniejsza różnica tkwi w kwestii tego jak podchodzą do roli naszych bohaterów na kosmicznej szachownicy. Jane i Melanchton są, koniec końców, jedynie kukiełkami sił o wiele potężniejszych, niż którekolwiek z nich. A ich próby buntu są nie tylko skazane na porażkę, co wręcz szkodzą w pierwszej kolejności im samym. Guts jest pionkiem który buntuje się przeciwko swej roli. I o dziwo udaje mu się nie raz i nie dwa wyrwać swoje życie z łap przeznaczenia niczym Nietzscheański nadczłowiek. Jeśli Maika jest figurą to jedną z najważniejszych. Plany i intrygi wokół złapania jej były snute na setki lat przed jej narodzinami.Silnym motywem całej historii jest czy pozostanie tylko obiektem gry silniejszych sił. Czy też zdoła zostać graczem decydującym o własnym losie? W tym tomie to wszystko komplikuje wejście na scenę nowej strony - Dworu Krwi. Oraz jego pełnego sekretów przywódcy, wspomnianego już Lorda Doktora. Jego powiązania z Maiką i Zinem rzucają zupełnie nowe światło na obydwie postacie, każąc kwestionować na ile są tymi dobrymi. To z miejsca nadaje jego postaci wagi. Jak może być inaczej, gdy samo pojawienie się gościa zmusza do ponownego osądu wszystkiego co do tej pory wiedzieliśmy.

Pojawienie się Dworu Krwi i tak miesza w już skomplikowanym politycznie konflikcie. Doktor dołącza na liście graczy do Federaci, Cumaea oraz Dworów Zmierzchu i Świtu. Polityczne knowania tych frakcji wydają się śmieszne w obliczu powrotu Starych Bogów. A jednak lekceważą to zagrożenie. W sposób który nieodzownie przywodzi na myśl podobną sytuacje w Pieśni Lodu i Ognia George’a R.R. Martina. Jednak Liu i Takeda przedstawiają to w o wiele mniej jednoznacznym świetle. U Martina przepychanki szlacheckich rodów i ich wojny są koniec końców małostkowe, wynikające z ignorancji i egoizmu. W Monstressie biorą w nich udział osoby które wiedzą o zagrożeniu nawet więcej od Maiki. Bezwzględny demagog Lord Doktor, czy będąca zawsze o sześć kroków naprzód Baronowa szczególnie przodują w tej kwestii. Do tego Pradawni zaczęli wykonywać własne ruchy. A nawet istoty jak mityczne Drakule zaczynają mieszać się do wydarzeń. Fakt, że wszystko wydaje się dalej kręcić wokół Maiki, Zina i Kippy każe zastanawiać się kto jest prawdziwym zagrożeniem. I czy nie są nim sami bohaterowie.

Majorie Liu prowadzi doskonale swoją historię. Pokazuje, że zna się na budowaniu fikcyjnych światów o wiele lepiej niż Jonathan Hickman. Którego przecież komiksowy fandom ogłosił niekwestionowanym mistrzem "worldbuildingu". Hickman potrafi wciskać jak wszystko zaplanował kiedy tylko może na durne graficzki. Jego wyczyny nie zaimponują nikomu kto próbował tworzyć własny świat lub obserwował cudzy proces twórczy. Bo nie zrobił on wcale więcej niż większość autorów fantasy i science-fiction. A nawet w niektórych aspektach wykazuje się twórczym lenistwem. Potrafił jedynie przerobić notatki na grafy, którymi mógł przyprawić swoje historie. W porównaniu z nim metoda Liu jest o wiele lepsza. Jej ekspozycje nie narzucają się czytelnikowi. Nie próbują przedstawić historii jako ważniejszą, niż naprawdę jest. O wiele bardziej od nudnych wykresów wolę czytać wykład Czcigodnej Profesor Tam-Tam. Co więcej, Liu jest też lepsza jeśli chodzi o zasiewanie w tych wykładach informacji o nadchodzących sekretach. W tym tomie powraca do nie jednego a dwóch faktów właśnie stamtąd. Jest w tym o wiele więcej subtelności. Hickman, który dosłownie dał nam stronę z listą plotek mających sugerować co nadejdzie, nie może się tu równać. 

Co więcej, Liu o wiele lepiej radzi sobie z zachowaniem równowagi między fabuła a bohaterami. Hickman niestety o wiele za często ignoruje co pasowałoby do jego postaci na rzecz tego co sobie zaplanował. Rzeczy dzieją się w jego komiksach bo autor tak powiedział, nawet jeśli nie mają sensu. Hickman każe mi uwierzyć, że X-Men dopuściliby dawnych wrogów do rządzenia swoim państwem. A nawet pozwolili jednemu z nich mordować dzieci na arenie. I nikt, nawet Wolverine, nie miałby nic przeciwko. Dlaczego? Bo tego wymaga jego fabuła. Zero prób wyjaśnienia tak aby pasowało do charakterów postaci. Jego bohaterowie prędzej czy później tracą wszelką osobowość. Stają się pacynkami którzy mają mówić podniosłe bzdety do zacytowania na Tvtropes. Liu nie ma tego problemu. Cokolwiek się dzieje mam dalej wrażenie, że wynika to z charakterów i przekonań bohaterów. Autorka dołożyła starań aby o nich nie zapomnieć i upewnić się, że dalej są motorem wydarzeń. Boli mnie naprawdę, że Hickman, przereklamowany nudziarz, jest stawiany jako wzorzec dla innych. A tymczasem o wiele lepsza autorka jest pomijania raz za razem. 

Jakkolwiek napisana nie byłaby ta historia, nie miałaby tyle uroku bez cudownych rysunków Sany Takedy. Jej dbałość o detale i przepiękny styl, czerpiący mocno z wpływów mangi oraz jRPG, powołują do życia zarówno to co piękne jak i potworne. Często pozwalając im przenikać się nawzajem. Dzięki jej pracy świat Monstressy jest jedyny w swoim rodzaju. I nieważne jak przerażające dzieją się w nim rzeczy, chcesz go więcej i więcej. W niektóre strony można wpatrywać się bez końca. Krew mnie dlatego zalewa ilekroć przypomnę sobie, jak Marvel zwolnił ją. I sprawił, że wątpiła czy ma szansę kiedykolwiek jeszcze rysować komiksy. Gdyby Liu nie zaoferowała jej współpracy, stracilibyśmy jedną z najlepszych rysowniczek. A tymczasem Marvel radośnie zatrudnia dalej beztalencia jak Greg Land.

Kiedy dostałem czwarty tom do recenzji, zdałem sobir sprawę, że nie jest to tytuł, który można czytać od środka. Wiec zaryzykowałem i kupiłem poprzednie trzy. Nie żałuję. Monstressa to wspaniały komiks. Każda strona dowodzi nie tylko niewiarygodnego kunsztu i talentu autorek. Ale też nieskończonego potencjału jaki drzemie w komiksowym medium.

Demogorgon

Monstressa tom 4 Wybranka

scenariusz: Majorie Liu
rysunki: Sana Takeda 
tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
cena z okładki: 52 zł
liczba stron: 176

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.