Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Ultimate Spider-Man tom 6

Na chwilę obecną nadal będę twierdzić, że Brian Michael Bendis pisząc „Ultimate Spider-Mana” odwalił kawał dobrej roboty i że komiksy wchodzące w skład tej serii są bliskie memu sercu i na chwilę obecną, każdy zapewnia mi dobrą rozrywkę. Jak w porównaniu z pięcioma poprzednimi wypada ten tom? Czy scenarzysta utrzymuje podobny poziom czy też raczej zalicza spadek formy? Przekonajmy się sami!

Jak zapewne pamiętacie – albo i nie – świat Ultimate miał być uniwersum, w którym historie klasycznych bohaterów Marvela były opowiadane na nowo z dostosowaniem się bo realiów XXI wieku. I jak zdążyliście zauważyć podczas lektury (komiksu lub moich wypocin), scenarzysta nieco zmienia, modyfikuje, wręcz bawi się postaciami które znamy z kart komiksów ze świata 616. Przykład? Ot, chociażby Venom. Ale co mam na myśli? Zaraz się wszystkiego dowiecie.

Już na początku tego tomu dostajemy mocną i ciekawą historię. Wszystko zaczyna się od ataku Gladiatora na muzeum, w którym oczywiście musi się pojawić Spider-Man. Ranny Peter udaje się po pomoc do doktora Connersa (tak, tak, nie Connorsa), który ma go pozszywać. Co w tym takiego niezwykłego? No niby nic... gdyby nie to, że doktorek ma do dyspozycji próbkę jego krwi. I jak się możecie domyślić, zaczyna ją badać. Później Curt prosi Pająka o zgodę na „gmeranie w jego DNA”. Niestety, projekt Connersa i Bena Reilly'ego (suprise!) wymyka się – i to dosłownie – spod kontroli, by w postaci czerwonego człekokształtnego stwora terroryzować ulice. Wyhodowana z krwi Parkera istota zwiastuje istną rzeź... Tak, tak, to słowo pojawia się tu nie przypadkowo. Czy wiecie o kim mowa? 

Można pomyśleć, ze Bendis nieco sprzeniewierzył się swoim zapewnieniom że nie będzie klonów... no ale i tak, Carnage robi robotę! Mimo, że pojawia się na bardzo krótko. Ale za to zabija kogoś bliskiego i Peter musi się z tym pogodzić. Nie wiem na ile to był świadomy zabieg, ale finał starcia Petera i Carnage'a był bardzo podobny jak finał początku do starej Sagi Klonów z Ziemi 616. Wrzucenie Carnage'a do komina zdaje się być symboliczne, jest niczym wrzucenie Reilly'ego do komina w „Amazing Spider-Man #149”. Carnage jest dla wielu fanów Pająka postacią kultową, epicką i pewnie nie każdemu spodoba się to jak powstał i co potrafi, że nie jest to kosmiczny symbiont związany z Cletusem Kasadym. Który – tak na marginesie – żyje w świecie Ultimate. No i muszę przyznać, końcówka historii wygląda bardzo obiecująco. Można się spodziewać, że życie Pająka się jeszcze skomplikuje. Chociaż historia jest bardzo dobra, to jednak w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko, zupełnie jakby Bendis chciał a nie mógł tego rozciągnąć na jeszcze zeszyt czy dwa i musiał ciąć, ciąć i jeszcze raz ciąć żeby się wyrobić w limicie stron.

Chyba muszę powiedzieć, że niestety ale historia pt. „Carnage” stanowiąca z połowę tego tomu była jego najmocniejszą stroną. Później dostajemy dwu-zeszytową opowieść o tym jak to Peter i Logan zamienili się – wbrew sobie – ciałami i jak kombinują żeby wszystko odkręcić. Jest momentami nawet zabawnie, jest też nijako... ot typowa, cringowa i stereotypowa historia o zamianie ciał. Nic dodać nic ująć. Później jest już ciut lepiej, bowiem na scenę wkracza pewien heros o iście płomiennym temperamencie, który za namową pozostałych członków swojej grupy postanawia – w sumie jakby miał inne wyjście – skończyć liceum. Ludzka Pochodnia, bo o nim mowa, trafia do szkoły Petera i jak można wywnioskować będzie z tego draka. Bo czym innym jest fakt, że nowo poznany uczeń na ognisku staje w płomieniach i nic mu nie jest? Później Peter i MJ idą na randkę, która dosłownie staje się koszmarem. Co się kryje za tym zdaniem? Dowiecie się sami.

Podsumuję. Tom szósty to występy takich postaci jak Ben Reilly, Carnage, Punisher, Lizard, Jean De Wolff, Dr. Strange, Gladiator, Shocker, Wolverine, FF... No jest trochę tego. To na pewno przemawia na korzyść tego tomu. Tak samo jak to, że Bendis umiejętnie lawiruje między akcją a spokojnymi, wręcz intymnymi momentami z życia Petera Parkera. Na pewno jest to kawał solidnego komiksu, który spodoba się fanom. Plusem jest to, że dowiadujemy się czego Flash chciał od Parkera jakieś x numerów temu. Poza tym wszystkim komiks ma klimat, jest humor, są bohaterowie poboczni który żyją swoim życiem i mają swoje problemy. Wątki obyczajowe są bardzo ładnie przedstawione ale to co nas podnieca, czyli akcja, nieco kuleje. Oczywiście nie mówię tu o historii pt. „Carnage” bo ta mi się bardzo podobała. Bendis dość dobrze się spisuje tworząc swój świat, żongluje starymi motywami, pisze dobre i swobodne dialogi, pokazuje nam humor. Jest nieźle, mogłoby być lepiej, ale i tak jest dobrze.

Gorąco polecam fanom Pająka oraz tym, których lektura poprzednich tomów wciągnęła w świat Ultimate. Niecierpliwie czekam na kolejny tom, bo w nim Pająk będzie musiał się zmierzyć z kolejnym Goblinem!

Dengar


Ultimate Spider-Man tom 6

scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Mark Bagley
tłumaczenie: Marek Starosta
liczba stron: 300
cena z okładki: 99,99 zł

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.