Avalon » Publicystyka » Artykuł

It's Morphin Time #11 GO GO Power Rangers cz. 3 Color Swap



Tekst zawiera spoilery z serii GO GO Power Rangers #13-16 Power Rangers: Back to School

Shattered Grid wciąż rozbrzmiewa echem w głównej serii Mighty Morphin Power Rangers od BOOM! Studios, tymczasem w GO GO piątka naszych bohaterów wolna jest od wciąż okrytych tajemnicą zmian jakie nastąpiły po ponownym poskładaniu rzeczywistości do kupy.  Nie oznacza to jednak, że będziemy się tutaj nudzić. W czasie, kiedy w głównej serii rozgrywały się dramatyczne wydarzenia z Beyond the Grid, tutaj naszym bohaterom przychodzi się zmierzyć z pozornie nieco bardziej kameralnym zagrożeniem. Przed nami cztery zeszyty pełnych miksowania kolorowych strojów. Kwintesencja Power Rangers, czyli lata dziewięćdziesiąte w pigułce. Zanim przejdziemy do omówienia tych paru zeszytów, dorzucimy do puli jeszcze jeden i zgodnie z obietnicą zabierzemy was z powrotem do szkoły.

Saban's Go Go Power Rangers: Back To School to swego rodzaju annual, napisany przez Marguerite Bennett, scenarzystę Beyond the Grid, a rysowany wspólnymi siłami przez kilku rysowników, z których każdy wziął pod skrzydła jednego nastolatka. Nasi bohaterowie po wakacjach spotykają się przed szkołą u Zordona i opowiadają o tym jak spędzali wolny czas. Na pierwszy ogień idzie Jason, który pomagał w szkole dla niepełnosprawnej młodzieży. W jego wspomnienia bohaterowie posługują się językiem migowym, co udaje się w interesujący sposób pokazać w komiksie. Jest to ciepłe wspomnienie o ulubionym dinozaurze jednej z uczennic. Kolejnym z opowiadających jest Zack, który wakacje spędził pomagając przy pewnej kampanii, w której walkę z tonami papierów potraktował jak starcie Power rangers z kolejnym groźnym przeciwnikiem. Trini ryzykując własne życie pomagała pewnemu zagubionemu w górach koniu, a Billy zaprzyjaźnił się z pewną muzułmańską nastolatką. Kimberly z kolei była superbohaterką w tajemnicy przed mamą. Wszystkie te krótkie historyjki przepełnione są tym, czym Power Rangers są u podstawy. Są kolorową opowieścią o przyjaźni i akceptacji zarówno innych, jak i samych siebie. Opowiadają o poświęceniu i walce do samego końca. Finał tego zeszytu wysyła nas na pierwsze starcie po wakacjach z potworem Rity, z którym Megazord rozprawia się po kolorowym starciu.



Wracając do głównej serii, od #13 zeszytu u boku scenarzysty Ryana Parrotta występować będzie w niej nowa rysowniczka Eleonora Carlini, która odbiega nieznacznie stylem od poprzednika, ale pod względem stylistycznym jestem bardzo pozytywnie zaskoczony.

Pierwsze strony to ponownie, do czego przyzwyczaiła nas seria GO GO, retrospekcje, tym razem datowane na siedem lat przed pierwszym atakiem Rity. Skupiają się one na postaci Zacka, który obija dzieciaki piłką podczas gry w zbijaka, aż do chwili, w której na scenie pojawia się dobrze nam znany z poprzednich zeszytów Matt.

Kolejne strony to klasyka Power Rangers, zresztą nawet potwór, z którym walczą nasi ulubieńcy przewijał się kilka razy w oryginalnym serialu. Rangersi gromią kolejny pomiot Rity, jej sługusy próbują wytłumaczyć jej co się stało, przerzucając miedzy sobą winę. Można powiedzieć, że ta scena to klasyk gatunku, ale komiks przyzwyczajał nas od dawna, że skutecznie i umiejętnie łamie schemat serialu, dodając całej opowieści głębszego wyrazu. Tak jest i tym razem, choć póki co dostajemy tylko zagadkowe zapewnienie Rity i ampułkę pełną czerwonego płynu.

Również kolejnych kilka stron jest tym, co GO GO odróżnia od głównej serii. Skupiamy się tutaj na wewnętrznych przeżyciach bohaterów i na ich relacjach z rodzicami. W tle cały czas majaczy nam też rozkwitające, niezdarne nastoletnie uczucie. Sielankę, bo chyba tak można określić ten stan rzeczy, przerywa przybycie Rity, wraz z jej monstrualną świtą. Wiemy tylko, że planuje ona otworzyć jakieś drzwi.

Odwlekając nieuniknione starcie dostajemy też krótką scenę z Mattem, który konsekwentnie ignoruje przyjaciela i byłą dziewczynę.

Starcie, poprzedzone świetną stroną poświęconą przemianie, skupia się przede wszystkim na Ricie, która odprawia rytuał i otwiera tajemnicze drzwi prowadzące w nieznane. Znikając za nimi pozostawia wszystko w rękach Goldara, pozostałym obiecuje konsekwencje kiedy wróci (co z kolei prowadzi do zabawnego nieporozumienia). W ślad za nią ogromny, rozbudowany Putty zostaje wrzucony w bramę przez dwóch wojowników, których w ostatnich chwili łapie i znika z nimi, podobnie z resztą jak same drzwi.

Ostatnie strony prezentują zagubionych w innej rzeczywistości Jasona i Trini, który nie wiedzą gdzie i jak się stąd wydostać. Na dokładkę zamienili się kolorami strojów i ich mocami. Nim jednak przyjdzie rozwiązać im i tę zagadkę, napada ich stado bestii z tego świata.

  

Wspomnienia rzucają nas sześć lat w przeszłość do chwili, w której Jason zainteresował się karate. Widać tutaj, że nie jest on krystalicznie dobry, ma jednocześnie prawo do zagubienia i strachu. To ostatnie uczucie jest mu dla kontrastu teraz obce, kiedy ucieka w żółtym trykocie przed stadem stworów.

Nie stanowią one wyzwania dla dwójki wojowników, którzy próbują znaleźć wyjście z trudnej sytuacji. Są daleko od domu, komunikator milczy, a choć ich towarzysze na pewno ich szukają, to jak znaleźć dwie osoby w całym wszechświecie, jeszcze pod warunkiem, że szuka się akurat w odpowiednim?

W centrum dowodzenia rozpoczynają się poszukiwania, połączone z omówieniem dalszej strategii na wypadek konieczności walki. Billy jako jedyny zdaje się w pełni rozumieć, że bez jakichkolwiek danych znalezienie przyjaciół jest niemożliwe.

Rita w tym czasie odwiedza królową Adriyel, wojowniczą przywódczynie humanoidalnego, gadziego ludu zamieszkującego ten świat. Po krótkiej wymianie uprzejmości Repulsa przechodzi do powodu swojego przybycia. Nie chce władzy nam tym miejscem, ani też jego zniszczenia. Żąda jedynie przysługi. Na jej zamku dzieje się w tym czasie coś zaskakująco ciekawego. Baboo odwiedza swoich towarzyszy w samotności i zdaje się prowadzić intrygę, albo testować lojalność pozostałych. Na pewno warto śledzić jego dalsze kroki.

Kim i Zack starają się zatuszować nieobecność przyjaciół, zdaje się, że pomaga im w tym tajemnicza postać, która bierze na barki część ich obowiązków. Samych zaginionych widzimy już na kolejnej stronie w kuli komunikacyjnej, sama rozmowa nie trwa długo, a Trini i Jason zaraz po niej, wciąż bez gwarancji powrotu do domu, zostają napadnięci przez spory oddział wojowników królowej Adriyel. W trakcie potyczki bohaterowie odkrywają, że mogą czytać w swoich myślach. Walka kończy się ich ucieczką z pola bitwy.

Pozostali bohaterowie próbują radzić sobie na swój sposób z całą sytuacją, dodatkowo Kim boryka się ze stratą chłopaka, umawiając się przez to na randkę z Skullem. Mina i radość chłopaka wypadają naturalnie z resztą jak cała ta sytuacja. Choć komiks nabrał bardzo fantastycznego tonu, miesza ze sobą Power Rangers, science fiction czy nawet fantastykę, to wciąż znajduje miejsce na szkolne perypetie bohaterów.

Rita w towarzystwie królowej i jej armii docierają do świątyni Repulsa, w której czarownica planuje znaleźć coś co położy kres Power Rangers. Mam nadzieje, że będzie to coś naprawdę wyjątkowego, bo ostatnio bywało z tymi zakończeniami Power Rangers różnie.

Zeszyt #15 zaczyna się od wspomnień Trini sprzed trzech lat, dotyczą one wyścigu z samolotem, ale zdaje się, że ich jedynym przesłaniem jest podkreślenie, że Trini jest fajna. Dywersja Jasona przyniosła zamierzony skutek i wraz z czerwoną przyjaciółką mogą oni teraz śledzić wojowników wprost do samej Rity. Bohaterowie proszą się cały czas wzajemnie o wyjście ze swoich głów, cały czas są atakowani losowymi myślami, to imię psa, to głód, to, że Trini podkochuje się w Jasonie.

Dzięki Zackowi Billy wpada na zagadkowy dla nas jak na razie pomysł, Kim wybiera się na randkę z Skullem, a Rita przekracza progi najeżonej śmiertelnymi pułapkami świątyni. Podczas gdy ta ostatnia walczyć będzie u boku wojowników Adriyel z zastępami, które sama uprzednio przygotowała, na czele z generałem sprzed dziesięciu tysięcy lat, Kim dostanie ważną lekcję życia i niespodziewanego kosza. Dowiemy się też nieco o przeszłości Trini, co rozjaśni ideę retrospekcji z tego numeru.

  

Również knowania Baboo dostaną swoich pięć minut, kiedy niemal spotka się z ostrzem Goldara próbując mącić mu w głowie.

Najważniejszych scen komiks ma jednak dwie. Pierwszą z nich jest wyznanie Jasona przed Trini problemów ze zdrowiem ojca, co prowadzi do otwarcia się żółtego wojownika i pocałunku, którego nikt się nie spodziewał, ale na który wszyscy czekaliśmy. Dobra, był na okładce komiksu, ale zupełnie nie o to chodzi. Drugą z niespodzianek jest to po co Rita przybyła do świątyni i muszę przyznać, że to też bardzo oczywiste, ale nie tak oczywiste do przewidzenia. Przy stole w głównej Sali świątyni, na tronie zasiada szkielet. Szkielet, który w kościstej dłoni ściska monetę mocy. Smoczą monetę mocy. Wspomnienia pokazują nam dzień, w którym Rita pierwszy raz położyła łapy na mocy zielonego wojownika. Poznajemy po raz kolejny już dzięki GO GO jej najbardziej bezwzględne i przerażające oblicze pozbawione choćby odrobiny empatii.

Wojownicza królowa Adriyel miała nadzieje dołączyć do Rity w podboju Ziemi, ta ma jednak wobec niej zupełnie inne plany, które nie podobają się władczyni. Osłabia ona czarownice i zamierza odebrać jej siłą monetę mocy, kiedy z odsieczą przybywa czerwona wojowniczka. Nie jest to oczywiście żadna misja ratunkowa, Trini i Jason chcą dowiedzieć się przede wszystkim po co Rita przybyła na tę planetę. Nie jest to też misja samobójcza, bo kawaleria przybywa z odsieczą niemalże od razu w chwili natarcia armii Adriyel na czerwoną wojowniczkę. Przybyli do tego świata Power Rangers również wymieszali się kolorami, przez co dochodzi do kilku świetnych scen. Zack twierdzący, że wygląda fantastycznie w różowym? Jest. Billy walczący z kosmitami przy pomocy topora, który jednocześnie jest potężnym działkiem? Jest. Wojownicy mimo zmiany radzą sobie jak ryby w wodzie w tej sytuacji. Podkreśla to, że to zgrana drużyna i że ten rozdział prawdopodobnie dobiega końca.

Adriyel pokonuje w walce Rite i prawdopodobnie odebrałaby jej moc, gdyby nie interwencja Power Rangers i ich potężnego działa. Mamy tutaj genialny kadr z motywem lidera zespołu i choć wojownicy pokonują królową, to Rita odpiera ich atak i grozi im w swoim stylu. Stylu jaki wyrobiła sobie w GO GO. Jest przerażająca i przytłaczająca w swoich słowach.

Finał zeszytu, który zamyka wątek zmiany kolorów i podróży po monetę mocy, podrzuca nam kilka kolejnych ciekawostek. Cała intryga Baboo miała na celu udowodnienie lojalności jego towarzyszy wobec Rity, która świętuje w pełni zasłużone zwycięstwo. Z szkolnej perspektywy dostajemy Jasona i Trini, którzy chcą żeby cała sytuacja między nimi po prostu rozwinęła się sama, oraz Kimberly, która zostaje słownie zaatakowana przez Bulka, tylko po to, żeby przyznać, że Skull to prawdziwy gentelman. Trini prosi ją o jakiś milion szczegółów.

Na ostatnich stronach widzimy Zacka i Billyego (niewiele było tej dwójki w tej przygodzie), którzy starają się namierzyć osobę odpowiedzialną za pomoc Jasonowi i Trini w wykonywaniu ich prac podczas ich nieobecności. Ku ich przerażeniu to oni zostają namierzeni, a komputer zaczyna do nich mówić. Ostatnia strona prezentuje nam groteskowego robota przypominającego co gorsza przyjaznego Alpha-5.

Ale o tym, jakie zamiary ma ta znajomie wyglądająca postać, dowiecie się w kolejnej odsłonie It's Morphin Time!, gdzie podsumujemy ten etap w serii GO GO Power Rangers.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.