Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Staruszek Logan tom 4 Ostatni ronin

Logan co prawda odrobinkę się zestarzał, ale to wcale nie oznacza, że przeszedł na emeryturę i postanowił lenić się gdzieś w Kanadzie czy gdziekolwiek indziej. Nie, nie. Jak wiemy z poprzedniego tomu, nasz stary Rosomak wciąż ma pazura i nosa. No i pakuje się w kolejne kłopoty. Tym razem nie jest inaczej.

Po tym, co widzieliśmy w tomie „Na granicy”, wiemy, że Logan nie spocznie, dopóki nie poradzi sobie z Lady Deathstrike, która dość mocno zalazła mu za skórę. A jak wiemy, Staruszek – dostając od losu kolejną szansę – nie zamierza spocząć na laurach, tylko zrobi wszystko aby scenariusz z jego przeszłości nigdy nie wydarzył się w świecie, do którego trafił. Więc łatwo się domyślić, że nie odpuści Yuriko. I dlatego rusza jej tropem... by w końcu trafić do Japonii. Niestety, nie śledziłem do tej pory perypetii Wolverine'a z Ziemi 616 i nie wiem o nim zbyt wiele. Ale celowo zrobiłem szybki risercz i doszedłem do wniosku, że jest on powiązany z Krajem Kwitnącej Wiśni. Wychodzi na to, że Lemire sięga do pewnego istotnego elementu w mitologii Logana. Odnoszę wrażenie, że Japonia jest dla Rosomaka tym, czym dla Spider-Mana poruszanie wątku śmierci Gwen Stacy, jak śmierć rodziny dla Punishera. Sięganie po tak kluczowe momenty musi być ostrożne i wyważone, jeden zły ruch może wszystko popsuć. A przynajmniej tak to odbieram. Może inaczej bym to odbierał, gdybym dokładniej wiedział, co łączy Logana z Japonią i jak przebiegały jego przygody w tym kraju. Niestety, moja nieznajomość perypetii Broni X mi to nieco uniemożliwia. Ale na szczęście lektura tego komiksu nie wymaga wcale znajomości przeszłości Logana z Ziemi 616.

No właśnie, musimy mieć na uwadze to, że mamy do czynienia nie z Loganem, którego dobrze znamy tylko z Loganem z alternatywnej przyszłości. Ten Logan również brnie do przodu z uporem czołgu, jednak należy pamiętać, że jego czynnik regeneracyjny nie działa już tak jak kiedyś. Czy to go powstrzyma przed dorwaniem Lady Deathstrike? Oczywiście, że nie. Ale tu muszę podkreślić, że ten Logan nie wpada gdzie popadnie w dzikim szale z pazurami na wierzchu, nie sieka i nie dźga wszystkiego, a potem szuka kogoś jeszcze żywego żeby zadać mu kilka pytań. O nie. Ten Logan – którego przeszłość odcisnęła na nim nie lada piętno – zachowuje się inaczej. Doświadczenia i uczucia z minionych lat wpłynęły na sposób działania naszego bohatera. Lemire nieco uczłowieczył Rosomaka, pokazał, że może on myśleć z rozwagą – mniejszą lub większą – i planować swoje działania z niewielkim wyprzedzeniem. Co prawda, geniuszem strategii to on nie jest, ale jednak próbuje myśleć, zamiast atakować wszystko i wszystkich w dzikim szale. Szczególnie dobrze to widać w retrospekcjach z przeszłości, które przeplatają się z teraźniejszą przygodą. Scenarzysta w ten sposób chce pokazać, jaka jest różnica między obecnym Staruszkiem, a Staruszkiem z przeszłości.

I tak oto Logan podążając tropem Lady Deathstrike trafia na członków Zakonu Milczących Mnichów. I tu, przynajmniej moim zdaniem, Lemire trochę nie ma nic nam do zaoferowania. Owszem, wpasowuje się w to, co stworzył Mark Millar jednak tym razem nie zaskakuje. Stając przed członkami Zakonu – teraz i w przeszłość – Logan musi wysunąć pazury i stanąć do boju. I tu mamy jedynie akcję, szlachtowanie i zabijanie. Członkowie tajemniczego ugrupowania stają się mięsem armatnim. Jedynie Sohei i jego mistrz – młody mutant – wydają się mieć nieco oleju w głowie. Czy podzielą los swoich odpowiedników z przeszłości Staruszka Logana? A może czeka ich coś zupełnie innego?

Obawiam się, że scenarzyście o wiele lepiej szło pisanie o przeszłości Logana niż teraźniejszości. Wydarzenia z postapokaliptycznej Ziemi, w której władzę przejęli złoczyńcy były dla mnie ciekawsze, niż polowanie na Lady Deathstrike. Podróż Logana u boku ukochanej Maureen jest ciekawsza, nieco bardziej emocjonalna. Staruszek bowiem nie walczy dla siebie, nie pokonuje całej tej drogi dla siebie. Robi to dla kobiety u swego boku. To dla jej bezpieczeństwa wysuwa pazury. Powiedzmy sobie szczerze, seria o Staruszku Loganu nie jest – przynajmniej póki co – równie kultowa jak historia stworzona przez duet Millar / McNiven, jednak jest to przyjemna i lekka lektura dla fanów Wolverine'a.

Na pewno mocną stroną tego tomu są ilustracje Andrea Sorrentino. Bez wątpienia jego prace są realistyczne, wszystko wygląda po prostu bardzo ładnie i to bez znaczenia czy patrzymy na zajmujące dwie strony pejzaże czy malutkie kadry. No po prostu super. Również dobór kolorów w odpowiednich miejscach robi robotę. Pod względem wizualnym, komiks oczywiście jest na bardzo wysokim poziomie. A to bez wątpienia jest plusem.

Dobra, może fabularnie Lemire mnie nieco rozczarował ale nie było w końcu tak źle. Logan od pierwszego tomu jest w drodze, po kolei i stopniowo realizuje kolejne etapy swojej podróży. Kto wie, co go może czekać na samym końcu? Na pewno z czasem się dowiemy. Scenariusz nie najlepszy, ale całość bez wątpienia ratują obłędne ilustracje. Dla fanów Sorrentino komiks ten jest gratką. Czytając ten komiks bawiłem się dobrze, ale jestem przekonany, że zawsze mogłoby być lepiej. Niemniej jednak, zachęcam do lektury.

Dengar

Staruszek Logan tom 4. Ostatni ronin
Scenarzysta: Jeff Lemire
Ilustrator: Andrea Sorrentino
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
Liczba stron: 108
Cena z okładki: 39,99 zł

Komiks został wydany nakładem wydawnictwa Egmont

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.