Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Hawkeye tom 2 Troje

Moja recenzja pierwszego tomu Hawkeye’a była bardzo pozytywna. Nie spodziewałem się, że historia Hawkeye’a będzie potrafiła mnie tak wciągnąć, aż miło się zaskoczyłem. Pozostawiony na ostatniej stronie quasi-cliffhanger narobił mi ochoty na tom drugi, na który musieliśmy trochę poczekać. Kiedy już dostałem go w swoje ręce i przeczytałem, musiałem stwierdzić, że jest niestety trochę gorzej. Nie chcę być źle zrozumiany - w dalszym ciągu jest bardzo dobrze, ale po prostu drugiej części brakuje już tej świeżości. Wiele elementów stara się powtarzać motywy wcześniejszych, z różnym skutkiem. Na szczęście dostajemy też wątki, które świetnie wpływają na całości, więc koniec końców bawić powiniśmy się świetnie. 

Na starcie nie mogę pochwalić grafiki, której autorem jest Ramon Perez. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że jest to autor rysunków w poprzednim tomie. W tym jednak jest znacznie słabiej, przez co odbiór jest po prostu gorszy. Jak możemy się domyśleć (po tym co zostało przedstawione w poprzednim tomie), akcja rozgrywa się w kilku liniach czasowych. Każda z nich ma swoją własną szatę graficzną. Teraźniejszość jest mocno średnia. Jest to powiedzmy taka bazowa szata graficzna. Niestety autor nie porwał mnie nią, jest dla mnie zdecydowanie za bardzo „niechlujna”. Rozumiem, że w innych konwencjach może sprawdzić się doskonale, lecz po prostu nie pasuje mi do opowieści superbohaterskiej. Jeżeli chodzi o wątek przyszłości- jest jeszcze gorzej. To coś pomiędzy teraźniejszością a przeszłością (zwłaszcza jeżeli chodzi o miks kolorystyki, chociaż to już do Pereza nie należało). Zdecydowanie mnie to nie kupuje i w zasadzie czytając komiks chciałem by te wątki jak najszybciej zostały zakończone, by nie musieć patrzeć na te rysunki. Najlepiej prezentuje się przeszłość, która wyraźnie nawiązuje do stylizacji przeszłości z poprzedniego numeru. W moim odczuciu jest trochę gorzej, jednak da się to przeżyć, więc nie narzekajmy aż tak bardzo. 

Jak już wspomniałem, numer podzielony jest na trzy linie czasowe, które są ze sobą w jakiś sposób powiązane. Musimy zacząć od przyszłości, która nawiązuje do zakończenia poprzedniego tomu. Dzieci z poprzedniej części znowu stanowią zagrożenie z uwagi na swoje duże moce. Różne szemrane typy są zinteresowane wykorzystaniem ich jako broni, więc Kate razem z Clintem musi stawić im czoła. Rodzi się z tego mała przygoda, w której jesteśmy świadkami rozdrapywania ran z przeszłości. Widać, że bohaterowie nie przerobili problemów, które były pomiędzy nimi. Wydaje się, że najbardziej cierpi na tym Clint, lecz po chwili refleksji zobaczymy, że to co się stało z Kate na dłuższą metę też nie jest dobre. To po prostu dwie osoby, które źle wybrały i muszą zmierzyć się z tego konsekwencjami. 

W linii przeszłości poznajemy historię z dzieciństwa Kate Bishop. Ten wątek szczerze mówiąc wydał mi się najciekawszy. Jesteśmy świadkami tego jak małe dziecko dowiaduje się o swoich rodzicach czegoś, czego nie powinno się dowiedzieć. Mała Kate jest samotna, a przy tym wpatrzona w rodziców jak w obrazek. Po poznaniu prawdy na ich temat będzie musiała stawić czoło swoim wyobrażeniom. Historia pokzuje nam, że czasami trzeba stanąć naprzeciwko swojej wizji świata i wyjść ze „strefy komfortu” (jakkolwiek by to sformułowanie coachingowo nie brzmiało). 

Historia z teraźniejszości łączy się natomaist z przyszłością. Bohaterowie dostają drugą szansę i mogą zmienić swoje wcześniejsze decyzje. Będzie wymagało to przyznania się do błędów i zrewidowania swoich wcześniejszych stanowisk. W tej części dostajemy brawurową akcję, w której nasi bohaterowie stają pośrodku walki dwóch zwalczających się frakcji, zawiązując przy tym niespodziewany sojusz z bohaterem, którego mogliśmy poznać w poprzednim tomie. 

W tomie dostajemy bardzo dużo fajnych rzeczy. Jakkolwiek może sama fabuła nie jest mocno zaskakująca i wciągająca, to prezentuje nam kilka bardzo fajnych postaw, które w dosyć ciekawy sposób posuwają nam nasze postacie do przodu. Na plus na pewno można zaliczyć relację Clinta ze swoim bratem (którą teraz możemy obserwować z innej perspektywy niż w poprzednim tomie). Także rozbudowanie profilu osobowościowego Kate Bishop jest dobrym posunięciem. Jej wątki z przeszłości pokazują, że postać ta jest skomplikowana. Fajnie czyta się też o jej życiu w teraźniejszości, kiedy możemy zobaczyć jej bardzo ludzkie oblicze. Umiejętnie został wykorzystany też element dzieci z poprzedniego tomu. Końcówka stanowi dobre zwieńczenie tego wszystkiego, o czym mówiłem w dwóch recenzjach.

Podsumowując, tom czyta się naprawdę nieźle (i szybko). Jak na tyle stron, mamy naprawdę mało tekstu, przy czym ma to pozwolić rozbrzmieć akcji. Jak już wspomniałem, w oglądaniu tej akcji rysunki nie pomogą nam zbytnio, ale tak czy inaczej powinniśmy być zadowoleni. Nie spodziewałem się, że tak prosta historia da mi pole do tylu refleksji. Wszystko to działa na korzyść tomu, o którym na dobrą sprawę nie da się za wiele powiedzieć, żeby nie spoilować. Na pewno postaci są rozwijane, wątki z poprzedniego tomu kontynuowane i generlanie czytelnik czuje się spełniony. Co będzie potem? Wygląda na to, że skoncentrujemy się na postaci Kate. I ja na to czekam, zwłaszcza po lekturze drugiego tomu Hawkeye’a!

Krzysiek "Sobb" Sobieraj

Hawkeye. Troje. Tom 2
Scenarzysta: Jeff Lemire
Ilustrator: Ramon Pérez
Tłumacz: Marceli Szpak
Liczba stron: 132
Cena z okładki: 39,99 zł


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.