Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Marvel Comics #1000

Marvel świętuje 80. lecie istnienia wydawnictwa. 31 sierpnia minęło dokładnie tyle lat od premiery Marvel Comics #1, w którym debiutowali m.in. Human Torch i Namor. Seria ta nie przetrwała próby czasu, ale kolejne dziesięciolecia dały nam masę kolejnych postaci i historii, które oczarowały nie tylko Stany Zjednoczone ale i cały świat. Marvel celebrując tę okazję postanowił wydać zeszyt o tytule Marvel Comics #1000 - taki numer miałaby zdaniem redaktorów ta seria, gdyby przetrwała na rynku bez kasacji. Nic dziwnego, że zdecydowano się na ten ruch: Action Comics #1000 i Detective Comics #1000 wydane przez konkurencję okazały się hitami sprzedaży. Różnica jest taka, że te tytuły rzeczywiście taką liczbę numerów osiągnęły, a Marvel... robi swoje.

Czy to co dostaliśmy na kartach Marvel Comics #1000 zasługuje na uwagę? Zapowiedzi sugerowały, że dostaniemy 80 stron stworzonych przez 80 zespołów twórców. Tak naprawdę dostajemy trzy strony więcej, zapowiadające przyszłe wydarzenia (to raczej nie okazja do narzekać), a choć mamy 80 rysowników, to scenarzystów jest dużo mniej, gdyż większość plansz rozplanował Al Ewing, starając się stworzyć w miarę spójną historię na przestrzeni kolejnych stron. I nawet mu się to udaje, tylko w międzyczasie dostajemy także plansze twórców, które w ogóle do tej metahistorii się nie odnoszą - choć daje nam to kilka świetnych plansz (w tym kilka najlepszych w tym zeszycie), to wyczuwalny jest pewien brak spójnego pomysłu na ten zeszyt. 

Problem pogłębia też fakt, że część plansz rzeczywiście rozgrywa się w roku, do którego się odnosi. Część zaś to jedynie luźne powiązania np. rok 1943 i debiut oryginalnej Miss America, to okazja, by pokazać Amerikę Chavez i jej historię - o ile lubię postać i komiksy z nią, tak ta plansza wydaje się być zbędna i odstająca od reszty. Plansza Simonsona o Iron Manie to kolejny przykład zmarnowania okazji na coś ciekawego. Nie pomaga też to, że niektórzy bohaterowie dostają po kilka historii, a niektóre całkowicie się pomija, chociażby brak wzmianki o debiucie Ms. Marvel i jej sukcesie. To samo z Moon Girl czy Ironheart, a zamiast nich jako ważne wydarzenie z roku 2018 podaje się powrót Srebrnego Surfera do roli Heralda Galactusa. Naprawdę? 2017 rok i Stan Lee jako Watcher w GotG vol. 2? Cable powracający w (słabej) serii Cable & the X-Force? Kiepsko, no kiepsko.

Narzekam, choć jest wiele ciekawych plansz: Little Blackagar in Slumberland (wzorowana na Little Nemo in Slumberland historia Black Bolta), Blade Week (tydzień z życia Blade'a), We're Calling Him Ben (Spider-Man sugerujący imię dla uratowanych przez siebie kobiet w ciąży), Big Bounce (zabawna historia o Speedball), Celebration Dinner (spotkanie Young Avengers od oryginalnych twórców), Armor: Dissasembled (Zdarsky "dekonstruujący" Iron Mana) Doom Alone, The Choice (o Srebrnym Surferze w hołdzie Moebiusowi). Do tego historia Ewinga przewijająca się przez część z pozostałych plansz jest intrygująca i ciekawie łączy różne elementy z historii uniwersum, tworząc tajemnicę Black Mask, która kontynuowana będzie w przyszłości... gdzieś indzie.

Może lepiej byłoby zrobić dwa osobne zeszyty? Jeden z tributami artystów, jeden z pomysłem Ewinga? Co ciekawe, Marvel i tak zapowiedział kontynuację w postaci Marvel Comics #1001. Co tam znajdziemy? Zapowiedzi sugerują powtórkę z rozrywki z kolejnymi informacjami na temat Black Mask i kolejne plansze od różnych twórców. Po premierze dowiemy się, czy nie dało się tego podzielić w lepszy sposób, jak sugerowałem.

Czy warto sięgnąć po ten zeszyt? Intryga budowana przez Ewinga jest ciekawa i kto chce wiedzieć, co przyniesie przyszłość i zapewne jeden z kolejnych wielkich eventów, powinien ten zeszyt poznać. Pozostałe plansze poza nadzorem Ewinga bywają świetne (jak wyżej), ale mamy tu też sporo zmarnowanego potencjału. Jak na świętowanie bogatej historii Marvela, wyszło dość ubogo i rozumiem, że Spider-Man, Kapitan Ameryka czy Iron Man to flagowe postaci, ale taki zeszyt powinien celebrować dużo większą różnorodność uniwersum Marvela, pozwalając czytelnikom poznać też innych mniej znanych herosów. Nie jest to kompletna porażka. To w znacznej większości dobrze napisane i narysowane plansze, ale sam oczekiwałem odrobinę więcej i widać tu pewną nieudolność redakcji, nie potrafiącej wykorzystać potencjału świetnych grafików i scenarzystów, by stworzyć coś w pełni satysfakcjonującego i zapadającego w pamięć.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus


Marvel Comics #1000 możecie nabyć w sklepie ATOM Comics

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.