Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - House of X #1

Czasami człowiek siada do recenzji i ma problem, żeby ją napisać nie dlatego, że nic mu nie przychodzi do głowy, ale dlatego, że przychodzi za dużo. Gdy taki wir myśli atakuje, najlepiej trzymać się podstaw. 

„House of X” #1 to otwarcie z dawna zapowiadanej epoki Jonathana Hickmana w komiksach o X-Men. Ten znany ze snucia długich, szczegółowo zaplanowanych historii w paroletnich runach w „Fantastic Four”, „Secret Warriors” czy „Avengers” i „New Avengers” scenarzysta nie ukrywał, że zależy mu na tym, by X-Men ponownie stali się najpopularniejszą supergrupą Marvela. A wydawnictwo reklamowało jego plany jako „najważniejsze wydarzenie w historii X-Men od czasów Granta Morrisona”. 

Wreszcie przyszedł dzień premiery i rozglądając się po recenzjach można by pomyśleć, że to najlepszy komiks w historii medium, który już zrewolucjonizował mutantów. Tymczasem – to tylko początek, a właściwie wstęp do początku – w końcu dopiero po sześciu zeszytach „House of X” i kolejnych sześciu „Powers of X” ukaże się pierwszy numer „X-Men” Hickmana. 

Ale jest to szalenie intrygujący wstęp do początku. Komiks pokazuje rzeczywistość, w której już dokonała się dramatyczna zmiana w stosunku do wydarzeń pokazywanych jeszcze tydzień wcześniej – mutanci ponownie są przyszłością, a nie wymierającym gatunkiem, Charles Xavier założył kraj mutantów, wykorzystując do tego Krakoę, a jej dary – cudowne bioinżynierowane lekarstwa – są wystarczająco wartościowe, by kupić jego inicjatywie przychylność wielu ludzi. 

Oczywiście wszystko ma tu co najmniej drugie dno. Nigdy nie widzimy Xaviera bez przenośnego Cerebro na głowie, zasłaniającego mu twarz (i upodabniającego go do Makera). Leki Krakoy mogą być koniem trojańskim. Na stronach komiksu widzimy zmartwychwstałych X-Men, nie dostajemy wyjaśnienia, jak do tego doszło – ale otwierająca numer scena wygląda tak, jakby Xavier dosłownie hodował mutantów przy pomocy Krakoy. 

Co jest prawdą? Nie wiadomo. Nie ma tu bezstronnego wszechwiedzącego narratora, który by nas poprowadził i rzucił nieco światła na to, co widzimy. Z przedstawionych w komiksie postaci najbardziej typowo zachowuje się Magneto, występujący tu w roli ambasadora narodu mutantów, przez dobre pół numeru zastraszający ludzkich wysłanników. Większość pozostałych mutantów wydaje się wyobcowana, nieludzka – ale może to nie jest wskazówka, że nie są naprawdę sobą, może to zabieg scenarzysty, który ma nam pokazać mutantów z perspektywy zwykłych ludzi? 

Co jest prawdą? Nie wiadomo. Ten komiks jest napisany w stylu „mystery box” (tajemniczego pudełka) – prezentuje zagadki, przedstawia dziwne wydarzenia, każąc się zastanawiać nad ich prawdziwym znaczeniem. Termin „mystery box” nabrał popularności po premierze (a zwłaszcza finale) serialu „Zagubieni”, gdzie kolejne tajemnice były głównym chwytem mającym przyciągać widzów do telewizorów. Ale w przeciwieństwie do scenarzystów „Zagubionych” Jonathan Hickman udowodnił już wielokrotnie, że przystępując do pisania wie, co będzie w środku tajemniczego pudełka. Wszystko jest zaplanowane. 

I to widać. Akcja „House of X” #1 kilkakrotnie przerywana jest stronami z infografikami, wyjaśniającymi pewne aspekty świata, sugerującymi skalę historii i aspekty, które przemyślał Hickman. Mamy informacje o bioinżynieryjnych produktach Krakoy, filozofię i strukturę nowej organizacji, która będzie zwalczać mutantów, opisaną mapę Krakoy i nową definicję tego, czym są mutanci klasy omega. 

Zresztą infografiki również podkreślają niepokojący charakter komiksu, zwłaszcza gdy mutanci omega są określeni jako „najważniejszy zasób naturalny narodu mutantów”. 

Zatem – co jest prawdą? Czy w ogóle na łamach tego komiksu obserwujemy X-Men, czy raczej realizację skomplikowanego planu jakiegoś szwarccharakteru? Czy Xavier jest Xavierem? Czy wyhodował sobie nowych X-Men? Nie wiadomo. Ale Hickman podsyca wszystkie te wątpliwości w bardzo intrygujący sposób. W czym znakomicie wspiera go Pepe Larraz, umiejętnie podkreślając dwuznaczność pewnych scen i fantastycznie budując napięcie w innych (np. gdy przyjazna rozmowa Cyclopsa z Fantastyczną Czwórką błyskawicznie zamienia się w chwilę, gdy nie wiadomo, czy za moment nie dojdzie do walki). Ten komiks nie byłby nawet w połowie tak nastrojowy i niepokojący, gdyby nie Larraz. 

Co jest prawdą? Nie wiem. Ale bardzo chętnie się przekonam, do czego i was zachęcam. Ale nie dajmy się ponieść hurraoptymizmowi – być może za parę lat faktycznie będziemy wspominać ten numer jako początek nowej Złotej Ery komiksów o X-Men. 

Ale na razie to dopiero wstęp do początku. 

Krzysiek „Krzycer” Ceran 

PS Dla zainteresowanych – Chris Eddleman i Robert Secundas stworzyli fantastyczne przypisy do tego komiksu, wyłapując mnóstwo ciekawych znaczeń i sugestii. Artykuł (po angielsku) znajdziecie tutaj.

House of X #1
Scenariusz: Jonathan Hickman 
Rysunki: Pepe Larraz 
Kolory: Marte Gracia 

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 

A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.