Avalon » Publicystyka » Artykuł

Age of X-Man - podsumowanie eventu

W ciągu ostatnich dwóch tygodni nastąpiło nowe otwarcie w komiksach o X-Men, które rozpoczęło się wraz z dwoma miniseriami Jonathana Hickmana. Dopiero co obiecywano nam takie otwarcie wraz ze startem nowej serii „Uncanny X-Men”, które jednak okazało się tylko zapychaczem, który miał nas czymś zająć do startu serii Hickmana.

I ponieważ redakcji chyba specjalnie na nim nie zależało, dostaliśmy najbardziej niecodzienny event od lat.

Wszystko zaczęło się od pierwszych dziesięciu zeszytów „Uncanny X-Men”, czyli historii „Disassembled”, wprowadzającej na scenę i przypominającej przynajmniej część postaci odgrywających potem istotne role w evencie – Nate’a Greya, Legiona, Bishopa, Apocalypse’a czy grupkę młodszych mutantów (Rockslide’a, Anole’a, Armor i Globa). Niestety, jako prolog do eventu „Disassembled” było nieco przydługie, zwłaszcza że naprawdę istotne było tylko kilka zeszytów skupiających się na postaci samego Nate’a.

Na koniec „Disassembled” Nate użył swoich mocy – połączonych z mocami Legiona – doprowadzając do zniknięcia prawie wszystkich X-Men z powierzchni Ziemi.

„Age of X-Man: Alpha” wprowadzał nas do nowego świata, świata, w którym wszyscy ludzie są mutantami, nie ma konfliktów, a X-Men pełnią głównie symboliczną rolę, czasami pomagając podczas katastrof naturalnych. Ale ta idylla jest możliwa – a przynajmniej wszyscy to wierzą – tylko dzięki wyrzeczeniu się więzi z innymi ludźmi, czy to rodzinnych, czy romantycznych. Nowi mutanci pochodzą z laboratoriów klonujących, a tajna policja – Wydział X – karze nieprawomyślnych telepatycznym wymazaniem wspomnień. Recydywiści zostają uprowadzeni do tajnego więzienia, a wspomnienia o nich są usuwane ich znajomym.

Poza sugestywnym nakreśleniem ram tego świata mamy tu też wprowadzenie do fabuły, widzimy, jakie role pełnią w tym świecie nasi bohaterowie. Mamy też nielegalny romans między Jean Grey i Bishoperm, przez który ten ostatni trafia do więzienia – a wspomnienie o nim zostaje wymazane wszystkim X-Men.




Po zeszycie wprowadzającym fabuła była kontynuowana w sześciu miniseriach:

Age of X-Man: The Marvelous X-Men

Była to eksploracja postaci i tego, jak podchodzą do świata, w którym się znaleźli (oczywiście, z uwagi na telepatyczną manipulację byli przekonani, że to jedyny świat, jaki kiedykolwiek znali). Widzieliśmy też, że ich prawdziwe wspomnienia raz na jakiś czas dają o sobie znać, ale będący członkiem drużyny X-Man pilnuje ich i na bieżąco łata niedociągnięcia. Najciekawszym motywem było pytanie o pacyfizm, który deklarowali bohaterowie i o to, czy ów pacyfizm wymusza na nich bierność w obliczu zagrożenia.

Jeśli miałbym wskazać jakieś wady tej miniserii, to niestety główną jest to, że eksploracja postaci i ich moralności nie została powiązana z żadną akcją. Tu się prawie nic nie działo. 




Age of X-Man: The Amazing Nightcrawler

W świecie X-Mana Kurt jest uwielbianym przez masy aktorem. Jest przy tym świadomy, że zasadniczo kręci propagandowe filmy, ale ponieważ jest przekonany, że żyje w utopii, nie przeszkadza mu propagowanie jej ideałów. Do momentu, gdy nawiązuje romans ze swoją ekranową partnerką – w tej roli Meggan. A chwilę później odwiedza go tajemnicza kobieta (czyt. Mystique) z dokumentami sugerującymi, że ma małą córeczkę, o której istnieniu nie miał pojęcia.

Ta miniseria może zrażać fanów Nightcrawlera tym, że w tej wersji ta postać jest konformistą. Co w sumie jest ciekawą hipotezą – ze względu na swój odmienny wygląd w normalnym świecie Kurt nigdy nie miał opcji, żeby takim konformistą być, ale czy stałby się nim, gdyby to nie stało na przeszkodzie?

Jeśli chodzi o wady – scenarzystka robi coś dziwnego z mocami (i psychiką Meggan), co moim zdaniem nie do końca ma sens. Ale w ramach tej historii – działa.




Age of X-Man: NextGen 

Miniseria o młodych mutantach w akademii przystosowującej do życia w utopijnym społeczeństwie, którzy odkrywają, że cała otaczająca ich rzeczywistość jest kłamstwem, bo Glob Herman pamięta stary świat. 

Bardzo dobra rzecz, nieco paranoiczna atmosfera i chyba najbardziej tradycyjnie dystopiczne zakończenie z całego eventu.




Age of X-Man: The X-Tremists

Miniseria o Wydziale X. Który jest absurdalnie mały (cała obsada mieści się do minivana). Początkowo wydaje się, że historia będzie opowiadać o tym, jakie są granice tego, do czego posuną się bohaterowie telepatycznie przymuszeni do bycia bezpieką, ale ten wątek szybko zostaje zapomniany. Pozostałe wątki to powoli kwitnący romans Bloba i Psylocke oraz reakcje bohaterów, którzy odzyskują swoje prawdziwe wspomnienia. Zasadniczo… ot, tak.

Seria dobrze eksploruje postaci, ale fabuła jest tu niemal oparta o logikę snu – pewne wydarzenia zostają zapomniane na ponad pół serii, inne po prostu się dzieją i wszyscy akceptują, że się wydarzyły. W normalnej serii przekreślałoby to dla mnie komiks, ale w alternatywnej rzeczywistości X-Mana – o której wiemy, że jest zmieniana na bieżąco – mogę to jeszcze kupić. Ale nawet jeśli był to celowy zabieg, to zamiast nadać całości onirycznego wydźwięku, fabuła po prostu wydaje się strasznie chaotyczna.




Age of X-Man: Apocalypse and the X-Tracts

W pozbawionym miłości świecie Nate’a Greya jego największy wróg, En Sabah Nur, głosi że wspólnota i romantyczne uczucia są najwyższym dobrem.

Co jest strasznie śmiesznym wykorzystaniem Apocalypse’a. Jego grupa – Light Riders – jest stylizowana na beatników. Nie ma ku temu konkretnego powodu, po prostu tak jest – i całość ma dzięki temu sympatycznie dziwny charakter. Jest też podwójny twist blisko finału – En Sabah Nur jednocześnie kłamie i nie – więc całość jest zakręcona i wciągająca.

A przynajmniej trzy z pięciu numerów takie są – niestety dwa pozostałe wypełnia zbędna i nieciekawa misja poboczna.




Age of X-Man: Prisoner X

Tutaj śledzimy losy Bishopa zamkniętego w więzieniu dla nieprawomyślnych. Z jednej strony to tradycyjna historia o policjancie (w tym wypadku – członku X-Men) otoczonym przez kryminalistów, z których część sam wpakował do więzienia i teraz musi jakoś nawiązać z nimi nić porozumienia. Z drugiej strony – i Bishop, i reszta osadzonych ma przebłyski ze swojego prawdziwego życia. A jakby tego wszystkiego było mało, rzeczywistość w więzieniu zdaje się zmieniać jeszcze częściej niż poza nim, tak jakby jeszcze ktoś poza X-Manem się nią bawił.

Tajemnica na tajemnicy, ale ostatecznie wszystko zostaje wyjaśnione – choć największa zagadka z tej miniserii zostaje rozwiązana dopiero w „Age of X-Man: Omega”.

„Prisoner X” to dla mnie bezapelacyjnie najlepsza miniseria z tego eventu, dlatego cieszę się, że osoba, która ją napisała – Vita Ayala – będzie tworzyć jedną z mutancich serii, które wejdą w skład drugiej fali tytułów po nadchodzącym restarcie.




Na koniec eventu ukazał się zeszyt „Age of X-Man: Omega”, domykający większość wątków, które nie doczekały się rozwiązania w miniseriach. Co jest typową eventową konstrukcją. Tylko w tym wypadku nie bardzo to działa, bo „Age of X-Man” nie było typowym eventem. Nie miało głównego złego, nie miało (istotnych) zazębiających się wątków fabularnych, które ostatecznie zebrałyby wszystkie grupy w jednym miejscu. Ale wszystkie grupy i tak ostatecznie zbierają się w jednym miejscu (poza młodymi z „NextGen”), dość przypadkowo. I to jest moment, w którym w normalnym evencie nastąpiłaby bijatyka, ale w „Age of X-Man” zasadniczo nie ma konfliktu. Wszyscy mają kosę z Nate’em Greyem i następuje wymiana paru ciosów, ale ostatecznie chodzi o różnice filozoficzne, o dyskusję o tym, jak oddziaływać na świat.

Co niestety też nie do końca działa, bo tak do połowy zeszytu część bohaterów wciąż nie odzyskała wspomnień, więc nie ma pełni informacji o wszystkim, co zaszło, przez co ich udział w dyskusji wypada dziwnie.

Niestety, uwypuklają się tu ogólne wady eventu – introspektywne historie o moralności bohaterów zostały wtłoczone w ramy polegającego na bijatykach eventu. Twórcom chwali się to, że nie ulegli tym ramom – choć po drodze znajdzie się parę bijatyk, w tych historiach tak naprawdę nigdy nie chodzi o sceny akcji. Ale w rezultacie wciąż otrzymujemy dość sztucznie wypadający finał.

Poza tym zabrakło mi tego, żeby twórcy trzymali się konkretnych zasad dotyczących tego, w jakich warunkach postaci odzyskują wspomnienia. U niektórych staje się to pod wpływem konkretnego bodźca (np. Jubilee widzi niemowlaka, co przypomina jej o Shogo – a następnie o całej reszcie), inne okazują się naturalnie odporne na telepatyczną manipulację (Glob Herman, do pewnego stopnia Bishop <co zresztą nawiązuje do „Age of Apocalypse”, gdzie jako podróżnik w czasie pamiętał oryginalny bieg wydarzeń>), a jeszcze inne – tak po prostu, bez żadnego powodu.


Więc tak. Nie pasująca do historii konstrukcja eventu, brak klarownego mechanizmu odzyskiwania wspomnień. Ale przede wszystkim – Marvel popełnił błąd, nazywając tę historię „Age of X-Man”. Próbował zagrać na skojarzeniu z „Age of Apocalypse”, ale jeśli ktoś sięgnie po te serie, szukając klasycznego superbohaterskiego mordobicia jak w AoA – strasznie się rozczaruje. Ale warto wykazać się cierpliwością i zapoznać z tymi seriami, bo to jedna z najciekawszych, najbardziej introspektywnych rzeczy z mutantami, jaką Marvel wydał od bardzo dawna.

Krzysiek „Krzycer” Ceran
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.