Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja książki - Saga Mrocznej Phoenix

Gdy dotarły do mnie wieści o książkowych adaptacjach komiksów Marvela, byłem do nich nastawiony sceptycznie. Zadawałem sobie proste pytanie: "Po co?”. Dobrze, mamy ekranizacje komiksów, ale wydawały mi się bardziej naturalne. W końcu komiks to  także sztuka plastyczna a film i serial pozwalają ożywić bohaterów rysowanych na kartach komiksów. Jednak z jakością tych ekranizacji bywa różnie. Sama „Saga Mrocznej Phoenix” ostatnio ponownie trafiła na ekrany. Może jednak klasyczne komiksowe dzieło i chyba najbardziej znaną historię o X-Men, można ciekawie i godnie zinterpretować za pomocą samego tekstu? Dodać coś nowego do wrażeń z przeżywania przygód znanych nam już herosów?

O co chodzi, nie trzeba chyba nikomu zaznajomionemu z komiksowym oryginałem mówić. Jean Grey zostaje w pewnym krytycznym momencie opanowana przez pradawną, potężną, kosmiczną  istotę zwaną Phoenix, objawiającą się w postaci ognistego ptaka. Potężna telepatka musi sobie radzić z emocjami wzbudzanymi przez tę istotę jak i z konsekwencjami czynów, które popełnia. Komiksowy oryginał był dramatem, najmocniejszą historią o Jean, dodając powagi historiom o herosach  w kolorowych trykotach. I trzeba przyznać, że w zasadzie Stuart Moore dobrze oddaje intencje Claremonta, reinterpretując jego historię. Nie jest to do trywialna książeczka wypełniona bijatykami. Moore powadzi czytelnika przez stany psychiczne Jean i rozterki bohaterów zaskoczonych przemianą swojej koleżanki. Ale bez obaw! Walki jest równie dużo, co na kartach komiksu, na pewno nie da się nudzić!

Problem w tym, że książka ta jest strasznie nierówna. Autor dobrze np. wgłębia się w stany emocjonalne postaci, jednak nie robi tego w równomierny sposób. Jedne postaci poznajemy bardziej od drugich, nie we wszystkich emocje Moore zgłębia się po równo. Niemniej same charaktery danych bohaterów są oddane bardzo dobrze i odpowiadają oryginałowi. Niezależnie czy chodzi o X-Men, Shi'Ar, czy Hellfire Club. Bardzo dobrze za to prezentują się opisy mocy, choć znów nierówno np. opis fazowania Kitty Pryde to mistrzostwo, pozwalający lepiej niż komiks poznać stan jakiego doznaje Kitty podczas używania swoich zdolności. 

Moore nie trzyma się sztywno oryginału choć kluczowe zdarzenia są oddane niemal jak kalka ze stron komiksów. Czasami brakuje jakiejś postaci, niektóre sceny zostały zmienione czy skrócone. Niemniej nie wykorzystał kluczowego zagadnienia jak dla mnie dla całej tej historii. Mianowicie winy samej Jean za to, co robiła będąc opanowaną przez Phoenix. Praktycznie nie jest to w ogóle dyskutowane poza rozmowami między X-Men, a w ogóle podczas osądzania przez Shi'Ar. A przecież niezrównoważoną psychicznie osobę osądza się inaczej, niż kogoś kto posiada pełnię władz umysłowych. Tu mamy telepatkę opanowaną przez istotę znaną z mitologii Shi'Ar. Moore mógł pięknie wykorzystać stronnice na takie rozważania, budując więcej napięcia i wątpliwości. Niestety nie zrobił tego.

Poza tym autor próbował uwspółcześnić tę historię. Uważam ten zabieg za zupełnie zbędny. Wiemy, że „Saga” z książki dzieje się „teraz” tylko dlatego, że bohaterowie mają tablety czy smartfony. A przecież technologie bohaterów Marvela zawsze wyprzedzały te „cywilne”. Poduszkowce Hellfire, czy statki Shi'ar wyprzedzały technologiczne czasy z komiksu jak i wszystkie współczesne smartfony razem wzięte. Nic to nie wnosi do opisywanych wydarzeń. Co więcej sam autor zapędził się w kozi róg z tym uwspółcześnianiem. Mianowicie Colossus nadal używa zwrotu „tawariszcz” w stosunku do swoich kolegów i koleżanek z drużyny. Więc albo autor myśli, że na wschodzie bez zmian, albo Colossus jest zatwardziałym komunistą mimo że przyjechał z putinowskiej Rosji. Duże niedopatrzenie.

Mam jeszcze uwagi odnośnie przekładu, mam wrażenie, że momentami mógłby być lepszy. Dodatkowo niepotrzebnie w tekście odmienia się „X-Men” przez przypadki, zwłaszcza, że wplątuje się tam jeszcze „X-Manem”. Również zbędny zabieg, ale ogólnie tekst czytało mi się się przyjemnie i sprawnie.

Mam więc bardzo mieszane uczucia. Jeśli ktoś nie zna oryginału i waha się między komiksowym pierwowzorem a książką niechaj weźmie komiks. Jeśli ktoś szuka rozrywkowego czytadła może sobie kupić. Jeśli ktoś jest maniakiem X-Men to kupując nie traci, a uzupełni rzeczywiście wrażenia o książkowe obcowanie ze swoimi ulubionymi bohaterami. Niemniej nie sądzę, aby ta książka cokolwiek dodawała do Uniwersum. Szkoda, że nie ukazała się z ćwierć wieku temu, gdy czytanie komiksów było w Polsce zdecydowanie mnie popularne. Pomogłaby ona sceptykom przywyknąć i zapoznać się z przygodami, które tak kochamy. Jednak teraz uważam ją za pozycję jedynie dla fanów.

Damian "Big Y" Jabłoński

Saga Mrocznej Phoenix
autor: Stuart Moore
na podstawie powieści graficznej autorstwa Chrisa Claremonta, Dave'a Cockruma i Johna Byrne'a
liczba stron: 410
cena z okładki: 39,99 zł 


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.