Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu - Spider-Man: Far From Home



tekst zawiera spoilery z filmu Spider-Man: Far From Home

Chociaż Spider-Man bez wątpienia jest moim ulubionym komiksowym bohaterem, na film Spider-Man: Daleko od domu nie czekałem z jakimś wielkim, niemożliwym do rozładowania napięciem. Wydaje mi się, że dużą rolę odegrał tutaj fakt, że film jest stosunkowo krótko wypuszczony po Avengers: Endgame, co było największym wydarzeniem w dziejach filmowego uniwersum Marvela. Po Endgame mimo wszystko napięcie lekko wzrosło - w końcu chyba każdy był ciekawy, jak świat będzie wyglądał po bohaterskiej śmierci Tony’ego Starka i pokonaniu Thanosa. Ważne było także to, że Spider-Man zamykał trzecią fazę uniwersum. Co się jednak okazało, film wypada zupełnie inaczej niż mogłem się tego spodziewać na podstawie wcześniejszego nastawienia. I bardzo dobrze, że jest zupełnie inny, ponieważ moim zdaniem tylko na tym zyskuje. 

Rozpoczynamy od zabawnego motywu wprowadzającego. Bardzo podobało mi się takie otwarcie, bo przyzwyczajeni do „poważnych” filmów o zagrożeniach rodem z kosmosu wskakujemy od razu do szkolnych realiów. Szkolna prezentacja wyglądająca... ubogo pokazuje nam, jak wygląda świat po wydarzeniach z Endgame. Do samych konsekwencji blipnięcia (tak został nazwany powrót połowy życia we wszechświecie wymazanej wcześniej przez Thanosa) film odnosi się jeszcze kilka razy, jednak są to raczej zdawkowe nawiązania poszczególnych postaci. W tym miejscu zdarzają się głosy krytyki mówiące, że MCU lubi odwracać uwagę od następstw głównych wydarzeń fabularnych. Mi jednak wystarczają w tym wypadku w zupełności luźne nawiązania- koniec końców to film o Spider-Manie, w którym nie ma miejsca na roztrząsanie losów świata. To co dostajemy w tym większym kontekście jest moim zdaniem zupełnie zadowalające, czyli przede wszystkim wątek chłopaka, który przed snapem był małym dzieckiem, a blipnięciu, powrocie wymazanych ludzi, nastolatkiem. 

Film opiera się na motywie wycieczki szkolnej. Idealny wybór, zwłaszcza na wakacje. Fabuła osadzona w różnych miejscach (przy okazji bardzo klasycznych i malowniczych, posiadających swój klimat - to także dobrze wpływa na odbiór filmu) nadaje całości dobrej dynamiki. I choć przyjemnie ogląda się Spider-Mana działającego w różnych lokacjach, to jednak zdecydowanie najlepiej z motywu wycieczki korzystają wątki obyczajowe. Bo wiecie, Peter jest nastolatkiem. Wycieczki szkolne w popkulturze zwykle kojarzą się z jakimś nastoletnim romansem. I tak jest też w tym wypadku. Można powiedzieć, że film serwuje nam lekką dziurę fabularną w postaci zainteresowania Petera MJ (z wzajemnością). W poprzednim filmie nic nie wydawało się wskazywać na to, że ta dwójka jest sobą w jakikolwiek sposób zainteresowana. W filmie startujemy z sytuacji, w której Peter zdecydowanie chce powiedzieć MJ, że ta mu się podoba. W żadnym stopniu mnie to nie razi- wszyscy wiedzieliśmy że to się tak skończy, więc nikt nie powinien na tym ucierpieć. Zresztą zabierałoby to czas poświęcony na mistrzowskie podchody Petera! Chociażby fragment, w którym Peter chce usiąść na wycieczce obok MJ. To było takie prawdziwe! I jak to w takich sytuacjach bywa, wszystko poszło nie tak. Chyba nie tylko ja doskonale wiem jak wtedy musiał czuć się Peter. W innych sytuacjach- jego mimika twarzy, zdenerwowanie… Totalnie to wszystko kupuję, właśnie tak zachowuje się zauroczony nastolatek. I wreszcie najważniejsze- kiedy jesteś na wycieczce szkolnej i obok gdzieś jest TA dziewczyna, to tak naprawdę miejsca, które będziecie zwiedzać schodzą na drugie pole. Spider-Man: Daleko od domu - robisz to dobrze!

Film porusza też wątek wyboru Petera pomiędzy życiem Spider-Mana i życiem nastolatka. Już pod koniec pierwszej części byliśmy świadkami tego, że Peter od bycia bohaterem na pełen etat woli być przyjaznym Spider-Manem z sąsiedztwa, jednocześnie posiadając życie osobiste. Taki wybór sprawia jednak, że często będzie musiał rezygnować ze swoich prywatnych interesów na rzecz interesów innych osób. Komu jak komu, ale nastolatkowi chyba najbardziej sprawi to problem. Spider-Man: Daleko od domu doskonale pokazuje tą zależność. W komiksach ten wątek przejawiał się bardzo często. Poświęcenie tak dużej uwagi temu aspektowi w filmie jest bardzo dobrym zagraniem, zwłaszcza że rzeczy, z których musi zrezygnować Peter są dla niego bardzo ważne. 

Bardzo przypadł mi też do gustu nowy przeciwnik - Mysterio. Zacznijmy może od wątku spekulacji jeszcze sprzed premiery - czy jest dobrym bohaterem czy też złym? Twórcy filmu próbowali nas oszukać, jakby Quentin Beck był przybyszem z innej rzeczywistości. Czy to się udało? Niekoniecznie. Wiadomo przecież, że Mysterio to jeden z najbardziej rozpoznawalnych wrogów Spider-Mana i do tego mistrz iluzji. Z drugiej strony, to jest MCU - tu w zasadzie może zdarzyć się wszystko. Mysterio przykładowo mógłby zaczynać jako dobra postać, a skończyć jako złoczyńca (niekoniecznie w tym samym filmie). Rozwiązanie to jednak mi bardzo nie pasowało i przyjąłem, że tak się nie stanie. Zresztą, MCU potrafi zaskoczyć, ale chyba studio nie miałoby na tyle jaj, by tak namieszać. 

Co do samej postaci - bardzo dobrze się zaprezentowała. Podoba mi się fakt, że Mysterio to nie osoba, a zespół. Osoby w gruncie rzeczy pokrzywdzone przez wielkie korporacje (z udziałem Tony'ego Starka).  Idealne rozwiązanie, szczególnie że gdyby te wszystkie sztuczki pochodziły od jednej osoby, mogłoby to być lekko naciągane. Chociaż nie brakuje mu wad, model oparty na wyreżyserowanych iluzjach także bardzo dobrze wypada. Owszem, wydaje się lekko nielogiczny (zwłaszcza, że Mysterio nie mógł przewidzieć jak zachowa się Spider-Man), ale co z tego? Z drugiej strony da się ten fakt wytłumaczyć tym, że model Mysterio generowany jest na bieżąco w oparciu o stworzony wcześniej model. Pewnie część osób to kupi. Jedna rzecz budzi moje wątpliwości- czy naprawdę wszyscy przeciwnicy Spider-Mana będą musieli mieć na pieńku ze Starkiem? Dwa razy pod rząd to moim zdaniem lekko za dużo.


Jake Gyllenhaal jako Beck wypada nad wyraz dobrze. Nie brakuje mu charyzmy, widać jego umiejętności aktorskie. Załapuje pewną chemię z Hollandem, co też wychodzi duetowi Beck/Parker na plus. Zwłaszcza podoba mi się to rozdwojenie w jego charakterze- z jednej strony jest skoncentrowanym na zysku człowiekiem, z drugiej strony w dalszym ciągu chętnie pozostałby „w porządku gościem”. Oczywiście nie udaje mu się to, jak to już bywa w przypadku tego typu ludzi. 

No i oczywiście iluzje. Świetny pokaz możliwości technicznej, bardzo ładne obrazy i autentyczne przedstawienie mętliku w głowie, który musiał mieć Peter podczas uczestnictwa w nich. Pod względem wizualnym jestem pod wielkim wrażeniem. 

Jedna rzecz. Jedna rzecz bardzo irytuje mnie w wątku Mysterio i w zasadzie określiłbym to jako jedyny rażący mnie element filmu. Chodzi mi oczywiście o tę okropną ekspozycję, którą widzimy w barze zaraz po tym jak Mysterio przechwytuje EDITH. Żeby nie było niedomówień - scena zrealizowana jest bardzo ładnie. Muzyka jest świetnie dobrana do nastroju i słów, a sama ekspozycja przybiera formę toastu, co ma w jakiś sposób ją uwiarygodnić. Problem polega na tym, że nie. Nie uwiarygadnia. Nawet najbardziej rozbudowane toasty nie skracają nam historii wznoszących je osób. Już nawet forma flashbacku wypadła by tutaj lepiej. 

W Spider-Man: Far from home dobrą robotę robią także postaci poboczne. Ned dostał chyba więcej czasu niż w pierwszej części i wątek jego romansu jest po prostu genialny. Sama postać jest w dalszym ciągu świetna, odbicie typowego nerda z liceum, który na dodatek spotyka dziewczynę. Dobrze, że taki element znalazł się w filmie. Mamy też Brada - typowego mięśniaka odbijającego dziewczynę głównemu bohaterowi. W obliczu jego zachowania przez cały film (i faktu, że w zasadzie jest konkurentem Petera), porażka którą odnosi jest niesamowicie satysfakcjonująca. No i nie zapominajmy o Flashu Thompsonie. W dalszym ciągu jest niemiły dla Petera. Nie ośmiesza go tak jak w pierwszej części, ale przyjaciółmi raczej szybko nie zostaną. I w tym miejscu twórcy zrobili dobry zabieg w postaci rozwinięcia jego charakteru- okazuje się, że rodzice Flasha nie mają dla niego czasu, co prawdopodobnie ma wielkie znaczenie dla jego zachowania. Nienachalny, choć trafny komentarz społeczny. 

O MJ napisałem już trochę wcześniej, lecz trzeba zwrócić na jedną rzecz uwagę - to najlepsza filmowa partnerka Spider-Mana. Mieliśmy Kirsten Dunst, której do prawdziwej MJ brakowało dosyć dużo (co bardzo mnie dziwi, skoro w tym samym okresie mieliśmy bardzo silną MJ pisaną przez Straczynskiego oraz bardzo przebojową, ale przede wszystkim przyjemną MJ pisaną przez Bendisa- materiałów do inspiracji nie brakowało). Potem była Gwen Stacy grana przez Emmę Stone, do której mam niewysłowioną sympatię i zawsze chętnie ją zobaczę na ekranie, jednak w kontekście filmów The Amazing Spider-Man nie grało to tak dobrze jak powinno. No i mamy wreszcie Michelle Jones - postać, która jest świetną adaptacją Mary Jane, chociaż w ogóle Mary Jane nie jest. Jest zadziorna, jest bojowa i ma w sobie coś zagadkowego. Akcenty położone są na inne elementy osobowości, te zaś są przekształcone, ale MJ wykreowana jest na postać, która będzie bardzo dobrze spełniać wszystkie role, jakie pełni Mary Jane. Jednej rzeczy mi tylko brakowało- „Go get them, Tiger”. Albo chociaż „Go get them, Looser").

W przypadku Spider-Man: Far from home nie możemy pominąć scen po napisach, które -co tu dużo mówić- są mistrzowskie. Zacznijmy od pierwszej. Widzimy w niej Spider-Mana przemieszczającego się pomiędzy wieżowcami Nowego Jorku. Trochę czułem się z tym nieswojo, ale nie wiedziałem dlaczego. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie że to, co było tak ważną częścią trylogii Raimiego, w MCU pojawia się po raz pierwszy. Kiedy sobie to uzmysłowiłem, bawiłem się świetnie oglądając te akrobacje. I bardzo ładnie to wyszło, ale chyba wszyscy wiemy, że nie to jest najważniejsze w tej scenie. Bo chodzi nam przede wszystkim o to, że świat dowiedział się kim jest Spider-Man, tak? No właśnie nie. To też jest dobry element, do niego przejdę za chwilę, ale przecież absolutnie najważniejszym momentem w całym filmie jest powrót J.K. Simmonsa w roli J.Jonah Jamesona. Po krótce podzielę się z wami moimi przeżyciami. Kiedy usłyszałem słowa reportera mówiące, że szokujące wiadomości przedstawi J.J.J. czułem się usatysfakcjonowany (bardzo lubię tę postać, brakowało mi jej w Spider-Manowej części MCU). Kiedy zobaczyłem J.K. Simmonsa odpłynąłem. Wszyscy pamiętamy jego idealną rolę w trylogii Raimiego, jednak naprawdę nie spodziewałem się (mimo, że bardzo tego chciałem), że powróci do niej. Inne, bardziej nowoczesne podejście do postaci dodaje wiarygodności. Na plus też wychodzi to, że Simmons nie powrócił do starej charakteryzacji, bo to w końcu nie było konieczne, a przedstawia nam tę postać jako coś nowego. To był dla mnie tak duży prezent, że Jameson nie musiałby wracać w kolejnych częściach. Jeżeli jednak zdecydują się go użyć po raz kolejny, będę zachwycony. 

No i ten najważniejszy, z pozoru, element - odkryta tożsamość Parkera. Mam nadzieję, że to jakoś odkręcą (chociaż wcale nie muszą), bo na filmowy Peter jest na tyle sympatyczną postacią, że nie chciałbym, żeby wykradano mu jeszcze więcej dzieciństwa. Ale jestem bardzo otwarty na każdą wersję wydarzeń.

Druga scena po napisach jest dla uniwersum jeszcze ważniejsza - ma miejsce w kosmosie, co wydaje się sugerować rozdzielenie filmów Marvela na te mające miejsce właśnie w przestrzeni kosmicznej i na te, które dzieją się na Ziemi. Jak to będzie wyglądało, pokaże czas. Na pewno zapowiada się coś wielkiego. Oprócz tego dowiadujemy się, że na ziemi pozostają uśpieni agenci Kree, co daje nam duże pole do wykorzystania w przyszłości. No i oczywiście plot twist - Nick Fury okazał się skrullem (oczywiście tyczy się to Nicka występującego w tym filmie). Nie powiem - byłem zaskoczony. 

Z rzeczy, o których nie wspomniałem wcześniej, a które zwróciły moją uwagę - gag z Nocnym Szympansem bardzo dobrze wypadł. Dobrze, że powtórzono go kilka razy, bo dzięki temu nabrał jakiejś barwy. Nie przypadło mi do gustu natomiast załatwienie poza kadrem oswojenia się cioci May z faktem, że Peter jest Spider-Manem. W komiksach miało to duże reperkusje (ten wspaniały zeszyt Straczynskiego!), tutaj - zasadniczo żadne. Przypominam, że May jest po traumie związanej ze śmiercią Bena (a Spider-Man: Homecoming wyraźnie sugeruje, że tutaj też ona miała miejsce). Nie powinna podchodzić do tego na tyle lekką ręką, że twórcy uznali scenę rozmowy o tym z Peterem za zbędną. Nawet jeżeli jej podejście zmieniłoby się dopiero po wydarzeniach z Infinity War, ten wątek powinien zostać poruszony.

Podsumowując- Spider-Man: Far from home to świetny film. Aktualnie chyba mój ulubiony o Spider-Manie. Połączenie lekkich elementów z wątkiem wyboru pomiędzy życiem w zgodzie z odpowiedzialnością a życiem nastolatka jest świetnie zbalansowane, dzięki czemu niesamowicie przyswajalne. Osobiście nie mogę doczekać się kolejnego filmu opowiadającego o losach Pająka. Mam nadzieję, że dostanę go jak najszybciej!

Krzysiek "Sobb" Sobieraj

Spider-Man: Far From Home / Spider-Man: Daleko od domu
reżyseria: Jon Watts
scenariusz: Chris McKenna, Eric Sommers
występują: Tom Holland, Samuel L. Jackson, Zendaya, Cobie Smulders, Jon Favreau, J. B. Smoove, Jacob Batalon, Martin Starr, Marisa Tomei, Jake Gyllenhaal 


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.