Avalon » Publicystyka » Artykuł

Ed Piskor, hip-hop i mutanci


Takich jak Ed Piskor jest wśród Was pewnie wielu. Jeżeli tu zaglądacie, to na pewno czytacie w miarę regularnie komiksy, a kto jest z Avalonem od początku, pewnie nabliżej mu jest do X-Men. Na pewno część z Was uwielbia też hip-hop. Tak samo było właśnie z Edem, w przypadku którego fascynacja kulturą komiksu i hip-hopu narodziła się już w młodym wieku, wzajemnie się przeplatając. Jednak od Eda różni nas "tylko" to, że nie postanowiliśmy zaangażować się w dwa projekty, które miały opowiedzieć w skondesowany sposób historię kolejno narodzin hip-hopu i początków X-Men. 

Piskor dorastał w Pittsburgu, w biednej dzielnicy, gdzie niełatwo było wiązać koniec z końcem. Dorastając czytał oczywiście komiksy Marvela, zanurzając się w świat mutantów pod wodzą Chrisa Claremonta (jak sam twierzi, jego ulubiony okres to moment gdy Claremont pisał, Silvestri rysował a Dan Green tuszował, a seria ukazywała się co dwa tygodnie). Dość szybko jednak w jego ręce wpadły komiksy Harvey'a Pekara i Roberta Crumba, przeniósł więc swoje zainteresowania na komiks niezależny. Mimo dodatkowego wielkiego zamiłowania do hip-hopu, swoją ścieżkę zawodową postanowił związać właśnie z historiami obrazkowymi. Po liceum trafił do Kubert School, szkoły dla komiksowych artystów, jednak po roku z niej zrezygnował. Choć nie żałuje czasu tam spędzonego, stwierdził, że skończenie jej byłoby zmarnowaniem czasu, nie chciał bowiem być kolejnym wyrobnikiem dla wielkiej dwójki tworzącym 20 stron komiksu miesięcznie, w stylu, który niewiele różniłby się od jego kolegów. Ed wolał pracować wolniej, ale mogąc całkowicie poświęcić się dopracowaniu komiksów. Spróbował więc czegoś innego.

Droga Piskora skrzyżowała się z losami Harvey'a Pekara, którego komiksy za młodu wywarły na niego spory wpływ. Wraz z twórcą stworzył kilka komiksów, jednocześnie pracując nad własnym materiałem. Jednym z takich projektów była właśnie Hip Hop Genealogia, która przyniosła mu największą sławę.

Piskor chciał opowiedzieć o wszystkim, co z kulturą hip-hopu jest związane. Mamy tu więc rap, taniec, graffiti, DJing. Artysta postanowił sobie jasne zadanie: stworzy historię hip-hopu od samych jego podstaw, pisząc jednak tylko o tych wydarzeniach, które jest w stanie potwierdzić u wielu źródeł. Niejeden raper ma tendencję do zwiększania swojej roli w rozwoju gatunku i kultury, tym trudniej było znaleźć w tym wszystkim rzetelne informacje. Na Piskora do tej pory nie zlała się fala krytyki, a wręcz przeciwnie, jego dzieło zyskało spore uznanie w środowisku. 


Hip-Hop Genealogia jest projektem ambitnym, które wymaga od czytelnika większego zaangażowania w lekturę, która za szybko się nie skończy. Nie dlatego, że jest to komiks nieprzystępny, wręcz przeciwnie. Chcąc jednak w pełni czerpać satysfakcję z lektury, warto posłuchać utworów towarzyszących kolejnym stronom, widząc jak hip-hop się rodzi i ewoluuje. Takie pełne doznanie to świetne rozwiązanie zarówno dla osób już znających ten temat, jak i dla osób całkiem z hip-hopem nieobeznanych.

Faktem jest, że kto już wie więcej, ten z wyłapywania pojedynczych nawiązań, znajomych twarzy, słów i wersów będzie czerpał więcej satysfakcji. Piskor stara się bowiem jak najlepiej, by nic mu nie umknęło i by opowiedzieć spójną historię. Sporym więc wyzwaniem dla tłumaczy musiało być przełożenie tekstu na język polski, by album był przystępny dla rodzimego czytelnika. Zdecydowano się na tłumaczenie całości, nie mamy tu masy przypisów wyjaśniających znaczenie danych wersów - przy tak bogatym w nawiązania komiksie, mogłoby być z tym ciężko. O wiele lepszym rozwiązaniem jest tutaj zapoznanie się z dyskografią, która zapewnia pełniejszy odbiór.

Po wydaniu czterech tomów Hip-Hop Genealogii (nie wiadomo, czy i kiedy pojawią się kolejne - w Polsce dostępne są pierwsze dwa nakładem Timofa i to na ich podstawie opieram swoje wrażenia z lektury), Piskor trafił do Marvela. Pewnego dnia stwierdził na Twitterze, że chętnie by coś dla nich stworzył i niewiele później odezwał się do niego Axel Alonso, wtedy redaktor naczelny wydawnictwa. Piskor zaproponował, że przedstawi początki X-Men, pierwsze 8000 stron (280 numerów) na łamach 300 stron. Alonso chciał, by ten spróbował zmniejszyć tę liczbę do 240 i Ed przystał na warunki Domu Pomysłów. Całość miała być wydawana w formie trzech dwuczęściowych miniserii: Grand Design, Grand Design: Second Genesis i Grand Design: X-Tinction. Pierwsze dwa numery pojawiły się na przełomie 2017 i 2018 roku, kolejne dwa końcem 2018, a dwa finałowe czekają na swoją premierę w maju/czerwcu tego roku.

Grand Design to początki X-Men i era oryginalnej piątki, która kończy się na Giant-Size X-Men #1, gdzie wprowadzony zostaje nowy zespół, zaczynając erę Chrisa Claremonta. X-Tinction z kolei zabierze nas tuż przed rozdzieleniem się zespołu na drużynę Niebieską i Złotą, a tym samym pojawienie się obok Uncanny X-Men bezprzymiotnikowej serii  X-Men


X-Men: Grand Design to eksperyment, podobnie jak Hip-Hop Genealogia, który próbuje opowiedzieć spójną scenariuszowo i artystycznie historię na bazie wspomnianych 280 numerów, które jak wiadomo oryginalnie tworzone były przez różnych twórców, o różnych stylach. Był to powód, dla którego i tu Piskor napotkał pewne przeszkody. Choć jak sam twierdzi, nie musiał obawiać się o to, że Profesor X zadzwoni do niego o 3 w nocy pytając, czemu nie uwzględnił go w jakimś wydarzeniu, a Storm nakrzyczy na niego, że miała na sobie coś innego w danym momencie, to jednak problem leżał w innym miejscu. Jak wiadomo, zmiany scenarzystów czy decyzje edytorów potrafią mocno wpłynąć na rozwój komiksowych historii. Gdy autor nie ma pełnej kontroli i swobody, wszystko może z miesiąca na miesiąc się zawalić. Jako przykład Piskor podaje wątek małżeństwa Scotta Summersa i Madelyne Pryor. Cyclops bez żądnego wytłumaczenia porzuca żonę i dziecko, gdy tylko Jean Grey wraca zza grobu, a wszystko dlatego, że jeden z edytorów postanowił znów zebrać razem oryginalny zespół. 

Piskor próbuje załatać lukę w tych historiach, ujednolicając je i zespalając, jednocześnie próbując na swój sposób zachować specyficzny dla każdego z twórców styl. Pozwala sobie wprowadzić pewne zmiany, by historia była spójna, dzięki czemu całość prezentuje się tak, jakby rzeczywiście ktoś te kilkadziesiąt lat historii drużyny z góry tak dobrze zaplanował. To projekt ambitny, który nie wymaga od czytelnika równie dużego zaangażowania jak w przypadku historii hip-hopu, ale na pewno osoba znająca losy mutantów będzie mogła dodatkowo odkryć zmiany i uproszczenia, o jakie pokusił się Piskor. Jak zareagują na korekty, jakich się podjął? Jak nie mam zastrzeżeń. 

Zarówno w przypadku Hip-Hop Genealogii jak i X-Men: Grand Design, Piskor odpowiada za cały proces twórczy. Nie tylko pisze i rysuje, ale też tuszuje, koloruje i zajmuje się liternictwem. Dzięki temu jest w stanie w pełni przelać na papier swoją własną wizję całej historii, idąc na kompromisy jedynie sam ze sobą. Widać to także przy samej formie wydania - przy Hip-Hop Genealogii Piskor miał określone warunki i jedynie Fantagraphics było gotowe je spełnić, stąd też to oni odpowiadają za oryginalne wydanie. Widać, że i Timof musiał się na nie zgodzić. Graficznie Piskor (tak jak zresztą chciał, gdy odchodził ze szkoły Kuberta) dzięki temu mocno się wyróżnia. Ma ciekawy styl, który do tego podkręcony zostaje przez celowe postarzenie wyglądu stron i samej okładki. 

Piskor mówi, że chciałby zobaczyć więcej takich projektów jak X-Men: Grand Design, gdzie twórca ma w pełni odpowiedzialność za całokształt historii i strony graficznej.  Nie ważne, czy w Marvelu czy DC. Chce, by ktoś podjął się wyzwania i by mógł się z kim zmierzyć, bo póki co nie znalazł nikogo, kto w podobnym stylu podchodziłby do pracy nad komiksem i kto mógłby go motywować do próbowania czegoś innego, rzucając mu wyzwania. Bo jaki kolejny projekt mógłby wyjść spod ręki Piskora? Myślę, że na pewno nas zaskoczy jakąś zapowiedzią.


Czy życzenie Piskora się spełni? Nie jestem pewny. Wielka Dwójka nastawiona jest na maszynową produkcję i serie, które wymagają więcej nakładu pracy, a przez to dłuższy jest cały proces tworzenia i wydawania, nie są dla nich priorytetem. Jeżeli raz na jakiś czas coś takiego się trafi, to super, ale na pewno sami od siebie póki co nie planują nic podobnego - a szkoda. Piskor pokazał, że da się Marvel przekonać do swoich warunków - ale jak wielu innych twórców miałoby tę możliwość?

Jeżeli w jakiś sposób jeszcze nie słyszeliście o żadnym z tych dwóch projektów, warto zwrócić na nie uwagę. Dla fanów hip-hopu i X-Men, to pozycje obowiązkowe, a kto chce poznać lepiej oba te światy, ma tu najlepszą okazję do odkrycia ich początków w przystępny sposób, by móc dalej je eksplorować. Ed Piskor to artysta, które z pewnością warto śledzić i z przyjemnością poznam jego starsze dzieła. Mam też nadzieję, że ktoś z polskich wydawców pokusi się o wydanie Grand Design, skoro historia hip-hopu trafiła na nasz rynek.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Hip-Hop Genealogia tom 1
autor: Ed Piskor
wydawca Timof Comics
cena z okładki: 69 zł
liczba stron: 112

Hip-Hop Genealogia tom 2
autor: Ed Piskor
wydawca Timof Comics
cena z okładki: 69 zł
liczba stron: 112

autor: Ed Piskor
cena z okładki: 116 zł (cena w ATOM Comics)
liczba stron: 120

autor: Ed Piskor
cena z okładki: 116 zł (cena w ATOM Comics)
liczba stron: 128


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.