Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z lutego 2019

avalonpulse0.png


Podsumowanie lutowych premier.


Immortal Hulk #13

Misiael
: Najnowsze numery tej serii strasznie psują to, co udało się wypracować poprzednim. Wcześniej fabuła oscylowała na samej krawędzi tajemnicy, intrygowała i niepokoiła. Cały ten story arc z przebywaniem w Piekle wyrzucił to wszystko na śmietnik w zamian oferując tylko masę metafizycznego bełkotu i campowe efekciarstwo. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem tak mocno rozczarowany jakimś świetnie zapowiadającym się (i przez pewien czas zwyczajnie dobrym) komiksem, który nagle, bez żadnego ostrzeżenia wpada w twórczą dolinę. 

Plus, ja wiem, że to komiks i świat wygląda inaczej od naszego, ale... jakim cudem Bruce Banner znalazł funkcjonującą budkę telefoniczną w 2019 roku? 

Conan the Barbarian #3

Misiael:
to było fajne! Aaron zdecydowanie dobrze się czuje w tym uniwersum, widać, że je zna i potrafi umiejętnie wprowadzić do niego świeże i oryginalne historie, które jednocześnie nie są antytezą tego, co robił Howard.

Uncanny X-Men #11 

Krzycer: Nigdy nie zrozumiem, czemu Marvel postanowił zacząć wydawać tę serię UXM od "Disassembled". To tutaj, w numerze 11, tak naprawdę zaczyna się to nowe otwarcie u mutantów. 

I wiecie co? Jaram się. I to tak, że nie pamiętam, kiedy ostatnio jarałem się głównym tytułem o X-Men. Już tu pisałem - ten nowy status quo mutantów nie jest taki zupełnie nowy, bo "X-Men przestali istnieć, źle się dzieje dla mutantów" to wyjściowy pomysł animacji "Wolverine and the X-Men". 

I bardzo dobrze. To jest świetny punkt wyjścia. Pytanie, co autor dalej z nim zrobi. Ten numer najpierw oferuje to, czego się spodziewałem (historia Cyclopsa), potem daje sympatyczne uzupełnienie / lustrzane odbicie (historia Logana), a w końcu podbija stawkę, dodając dziwne tło (historia Blindfold). W tej trzeciej ewidentnie widać Rosenberga z "Dead Souls" i "Multiple Mana" - ale to dobrze, podszycie głównej historii takim niedopowiedzianym poczuciem czegoś niewytłumaczalnego bardzo dobrze jej służy. 

Tak mi się podobał ten numer, że nawet nie narzekam ani na Larrocę, ani na użyźnianie nowego status quo truchłami zepchniętych na bok młodych mutantów (choć to drugie wciąż jest przykre). 

Czekam na więcej.

Age of X-Man: Marvelous X-Men #1 

Krzycer: Dostajemy rozwinięcie kwestii "zakazu miłości" w tej rzeczywistości. I tutaj - kiedy wchodzą kwestie "indywidualizmu ponad wszystko" - zaczyna to nabierać nieco sensu. (Otwierające zeszyt kadry, na których widzimy, że każdy X-Man mieszka w swoim osobnym domku, to świetna scena). To w końcu świat X-Mana, który nie tylko sam powstał w laboratorium, ale i ma za sobą bardzo dziwne związki. Jestem w stanie uwierzyć, że mógłby dojść do wniosku, że świat byłby lepszy bez takich komplikacji. 

(Choć to prowadzi prosto do konkluzji, że to całe Age of X-Man to jakiś jego kryzysik wywołany tym, że Danielle Moonstar go rzuciła :P ). 

Pozostaję zaintrygowany. 

X-23 #9 

Krzycer:
Mariko Tamaki nigdy się nie spieszy, co? Napisała jak dotąd dziewięć zeszytów tej serii, a to chyba już drugi albo i trzeci, w którym dzieje się bardzo, bardzo niewiele. A jednocześnie jest w tym sporo uroku i dobrze się to czyta - Gabby przymilająca się do cyborgini, aż ta zmienia strony (przynajmniej pozornie?) - super.

Runaways #18

Misiael:
bez zmian, to po prostu bardzo dobry komiks umiejętnie rozwijający postacie na bazie tego, robili z nimi poprzednicy Rowell, budowanie owych konfliktów i ciągnięcie starych. Scenarzystka potrafi naprawdę dobrze poustawiać wydarzenia w taki sposób, by się uzupełniały i nie odwracały od siebie nawzajem uwagi i odpala kolejne bomby w strategicznych momentach. Autentycznie interesuje mnie w jaki sposób rozegra się sytuacja z Alexem i czy nowy dodatek do drużyny zagości w niej na dłużej - póki co jedynie to drugie budzi moją większą obawę, bo Rowell usunęła z obsady Xavin(a) i Klarę, dodała kota (który nic nie robi) i teraz Gibsa (który dobrze rokuje, ale na razie nic więcej). 

Savage Sword of Conan #1

Misiael:
to było złe. O ile Aaron w równoległej serii pokazał, że czuje postać Conana i potrafi umiejętnie nawigować przez uniwersum Howarda jednocześnie pogłębiając je, oddając mu sprawiedliwość i unikając rasistowskich motywów, o tyle Duggan póki co pokazuje tylko, że kompletnie tego nie potrafi. Conan w jego interpretacji to narwany prymityw, skłonny do przemocy i okrucieństwa - zupełnie różny od niesamowicie charyzmatycznego, obdarzonego nonszalanckim poczuciem humoru Conana z oryginalnych opowiadań. Jasne, przyciśnięty do ściany Cymmeryjczyk potrafił zdobyć się na dość okrutne czyny, ale to, co wyprawia w tym komiksie... bardzo mi zgrzyta. Szczególnie jego brak zainteresowania losem innych niewolników - opowiadania pokazywały, że Conan jest dość uczulony na niesprawiedliwe cierpienie innych ludzi. 

Następna uwaga będzie raczej subiektywna, ale gryzą mnie stroje piratów, wyraźnie wzorowane na popkulturowym wizerunku osiemnastowiecznych piratów - kompletnie nie pasują do kanonicznie przedpotopowego świata Conana, którego estetyka oparta jest raczej na prehistorycznych (zmiksowanych ze średniowiecznymi) klimatach. 

Konfunduje mnie też miejsce akcji tego zeszytu. Kim właściwie są piraci, którzy pochwycili Conana? Piractwem parali się przedstawiciele większości nacji, ale akcja wyraźnie rozgrywa się na otwartym morzu, więc ograniczając się tylko do nacji zamieszkujących nabrzeża to zostają nam głównie Kuszyci (czarnoskórzy), a oni byli czarnoskórzy. Najprawdopodobniejszymi kandydatami są Zingarczycy, ale w komiksie jest mowa o Stygijskim targu niewolników. Gdzie oni do cholery odpłynęli? Zingarę i Stygię dzieli Argos i Shem, w którym niewolnictwo również jest praktykowane. Niewolnicy, których nałapali są w większości biali - żeby było śmieszniej Suty, towarzysz niedoli Conana, jest najwyraźniej z Khitaju, który leży zupełnie po drugiej stronie kontynentu, a malunki na twarzy nadzorcy niewolników sugerują Pikta, jeszcze skądinąd. Jeśli to Zingarczycy buszujący na nabrzeżach Czarnych Królestw (na tyle blisko Stygii, by była ich głównym punktem zbytu) to schwytani niewolnicy byliby w zdecydowanej większości czarni... WTF?

Shatterstar #5 

Krzycer: Bardzo porządna rzecz do samego końca. Tak, część narracji jest mocno przestrzelona i pozoruje głębię i wątki, których w komiksie nie było. Ale to wciąż była zaskakująco introspektywna historia, która była zainteresowana eksplorowaniem Shatterstara, a nie samym szatkowaniem podwójnymi mieczami. 

Wciąż wolałbym pięć zeszytów sitcomu o kamienicy pełnej lokatorów z innych wymiarów, ale to też było dobre. 

Mr & Mrs X #8 

Krzycer: No, wreszcie. Pobawiliśmy się Mojoświatem i różnymi wersjami postaci, a w drugiej połowie tego zeszytu wreszcie zaczyna się fabuła. Która jednocześnie usprawiedliwia część poprzedniej zabawy - wielokrotne rozegranie śmierci Gambita okazuje się istotnym elementem fabuły. I dobrze. 

Age of X-Man: NextGen #1 

Krzycer: Cały czas tak się cieszę, że mamy młodych na pierwszym planie, że trochę nie pozwala mi to obiektywnie spojrzeć na komiksy, w których występują. Ale o ile w wypadku "Disassembled" przesłaniało mi to liczne wady tamtej historii, tak w wypadku "NextGen" mamy do czynienia z czymś, co jest po prostu dobre. 

A przynajmniej ciekawe i intrygujące. Spojrzenie na "utopię" z perspektywy młodych, w pełni zaangażowanych w jej budowę. Szczególnie akcja policji wymazującej pamięć nieprawomyślnych robi w takim ujęciu wrażenie. Ale też końcówka jest świetna, bo zamienia pociesznego Globa w wyjątkowo niepokojącą postać. 

Motyw z jego "fanfikiem", który tak naprawdę opisuje wydarzenia z oryginalnego świata też jest ciekawy (choć to może być tylko zaznaczenie, że Glob po prostu pamięta wszystko, co w sumie byłoby mniej ciekawym rozwiązaniem). 

Kurczę. X-komiksy zaczynają ten rok bardzo dobrze. A przynajmniej - obiecująco. "Mr & Mrs X" jest bardzo dobre od pół roku, "X-Force" zaczęło się bardzo przyjemnie, "Uncanny" od ostatniego zeszytu zrobiło się ciekawe, "Age of X-Man" jest dużo dziwniejsze (i ciekawsze) niż zapowiedzi sugerowały - o ile "Uncanny" i "AoX" utrzymają ten poziom, zapowiada się bardzo dobre pierwsze półrocze. A potem zobaczymy.

Dead Man Logan #4 

Krzycer: Wyjątkowo spokojny numer jak na Brissona. Pewnie dorzucił utarczkę Miss Sinister z Crossbonesem i mordowanie ludzi w szpitalu, bo palce go świerzbiły jak skończył pisać numer z samym gadaniem. 

A to dobre gadanie jest - wszystko co prawda służy tylko przepchnięciu fabuły z pierwszego aktu do drugiego, w którym Mysterio niechętnie pomaga bohaterom, ale wypada to całkiem zgrabnie. Do tego mamy przypomnienie, jakie są stawki dla Logana (monolog Cecillii o Regeniksie), tak jakby ktoś zapomniał, jaki jest tytuł tej serii. 

W tym momencie nie jestem pewien, czy sojusz Miss S z Sin jest wciąż wiarygodny, ale nie jest to na tyle istotne, żebym miał się tym teraz przejmować. Zobaczymy, do czego to doprowadzi. 

Tymczasem - dobrze jest. Zaskakująco dobrze. 

Return of Wolverine #5 

Krzycer: A tu z kolei mamy żenadę. Znaczy, jest tu parę dobrych scen, ale podstawy tej historii są tragiczne. X-Men zebrali bęcki i zapomnieli o sprawie, o Persefonie i wskrzeszonym Loganie? Serio? Byłem gotów zaakceptować to, że się wycofują po tym, jak Logan ich w bzdurny sposób pokonał, ale to, że to był koniec ich zaangażowania w tę historię jest żałosne. 

Ale tutaj nawet podstawy prowadzenia fabuły leżą i kwiczą. Plan Persefony - zagrożenie dla świata - poznajemy dopiero w tym numerze. To powinna być stawka tej historii, żeby tu było jakiekolwiek napięcie, trzeba było to wprowadzić najpóźniej w trzecim numerze. A tak - mamy wyłożony plan, a na następnej stronie plan zostaje zniweczony. Ja pierniczę. 

Żeby nie było - parę scen jest udanych, niektóre ładnie wyszły Nivenowi (choć mam wrażenie, że ten inker do niego nie pasuje). Kolory gdy włącza się awaryjne oświetlenie są świetne. Ogólny pomysł na Persefonę ma potencjał - nie mówię o wielkim planie budowania nowego świata tylko po prostu o złoczyni z mocą wskrzeszania. X-Men - a zwłaszcza Logan - mają dużo szkieletów w szafie. Tylko ten pomysł w tej serii kompletnie nie został wykorzystany, starcie z Dakenem ma miejsce, zanim Logan odzsyskał wspomnienia, więc nie ma żadnego ładunku emocjonalnego. Ale ktoś z większą inwencją będzie mógł fajnie wykorzystać Persefonę w przyszłości. 
(Choć "X-Men walczą ze wskrzeszonymi przeciwnikami/sojusznikami" było już grane w "X-Force" Kyle i Yosta, szczególnie w "Necroshy"). 

Podsumowując - ranyboskie jak to bardzo nie wyszło. 

Age of X-Man: Amazing Nightcrawler #1 

Krzycer: Spoko. Cały numer poświęcony nakreślaniu sytuacji i coś, co wywróci status quo na koniec. Standard, ale bardzo ładnie zrealizowany. Może trochę za dużo miejsca poświęcono na otwierającą zeszyt scenę akcji, zwłaszcza że to wszystko pic na wodę. Ale poza tym - bardzo ok. 

Choć redakcja mogła dopilnować, żeby Nightcrawler kręcił tu ten sam film, co w "Age of X-Man: Alpha". (Chociaż... wydarzenia z tego zeszytu niekoniecznie toczą się w tym samym czasie, co reszta eventu). Ale przede wszystkim - u Thompsona i Nadlera ta wersja Nightcrawlera ma zdecydowanie silniejszy niemiecki akcent niż oryginał, a tymczasem w tym zeszycie Kurt w ogóle nie ma fonetycznego akcentu. Detal, ale ktoś mógł tego dopilnować i głupio, że tego nie zrobiono. 

Uncanny X-Men #12 

Krzycer: W przeciwieństwie do poprzedniego zeszytu, ten zupełnie dla mnie nie wybrzmiał. No, może nie "zupełnie", ale kurczę - włam do więzienia, uwalnianie dawno niewidzianych znajomych, odkrywanie strasznych sekretów rządowej agencji - to są samograje... które tu nie bardzo działają. Obwiniam głównie Larrocę - uważam, że kompletnie położył m.in. sceny bojowego szału Havoka i śmierci Strong Guya. Zwłaszcza tę drugą - dialogi sugerują, że mamy do czynienia z heroicznym poświęceniem, że Guido rzucił się, żeby osłonić resztę przed eksplozją, ale... na rysunkach tego w ogóle nie ma. 

Ale też fabularnie nie działa dla mnie to, że w tym zeszycie przyjmujemy perspektywę Cyclopsa. To znaczy - podobnie jak on, my, czytelnicy, nie mieliśmy pojęcia, że jest takie jedno więzienie gdzie siedzi pół tuzina X-Men. Moim zdaniem byłoby lepiej, gdybyśmy zobaczyli je w tym lub poprzednim zeszycie, a włam nastąpił dopiero za dwa-trzy numery. 

To dałoby również czas, żeby pomału wprowadzić tu inne informacje, które wyjaśniają, co te wszystkie postaci tak właściwie tu robią. Jasne, ja akurat przeczytałem "Astonishing X-Men" i "New Mutants: Dead Souls" Rosenberga i mogę sobie dopowiedzieć, jak sytuacja z końcówek obu tych historii przekłada się na to, co widzimy tutaj, ale w momencie gdy "Uncanny" ma być flagowcem i zakładamy, że po ten tytuł sięgną ludzie, którzy olali tamte historie, przydałby się tu szerszy kontekst. 

(Osobną kwestią jest to, że Logan wie o tym więzieniu. Ok, nie wiedział o eksperymentach - ale wiedział, że jego przyjaciele są więzieni i miał na to wywalone?) 

Podsumowując - to nie jest całkowicie zły numer. Jako tako spełnia swoje zadanie. Ale poprzedni był świetną petardą, a ten jest po prostu źle zrealizowany. Już wymiana Larroci na kogoś, kto do cholery narysowałby to tak, żebyśmy widzieli to, co naprawdę się dzieje, zdziałałaby cuda dla tego zeszytu. 


Thor #10 

Krzycer: O kurczę, dawno nie widziałem tak zwodniczej okładki. Świetny numer. Jeden z najlepszych w całym tym runie. 

Wiem, że War of the Realms będzie turbo-crossoverem, które wchłonie prawie wszystkie komiksy na parę miesięcy, ale i tak... czekam. Przynajmniej na oś historii. 

Guardians of the Galaxy #2 

Krzycer: Wciąż intrygujące. Wciąż zapowiada się dobrze. Wciąż czekam, aż coś się zacznie dziać.

Dengar: Jest ciekawie. Thanos pozostaje martwy i ktoś, a dokładniej to Black Order i ich niespodziewana sojuszniczka szukają jego głowy. Ciekawe, co takiego knują, ale na pewno nie będzie to nic dobrego! Peter Quill chleje i robi to co każdy dorosły pijany mężczyzna może zrobić, dzwoni do swojej byłej. Oczywiście jego psychika nie ma się najlepiej, zwłaszcza, że nie tak dawno (Infinity Wars) zginął z ręki Gamory, która teraz jest na celowników innych kosmicznych herosów. Ciekawe, że wszyscy przebywają na pokładzie jednego statku i jakoś teraz Quill interesuje się, kim jest Cosmic Ghost Rider. Peter ewidentnie ma w swoich kosmicznych czterech literach co się stanie z Gamorą, Castle chce ją dorwać – daje mu wolną rękę; Groot chce ją ratować – mówi mu gdzie są drzwi. Wygwizdane! Idąc dalej, największe zaskoczenie ever! Nie spodziewałem się, poważnie! Eros zbiera ekipę mającą uniemożliwić wskrzeszenie Thanosa… i wśród zebranych jest Wriath! Znany nam z Anihilacji: Podboju! Fajnie, że ta postać nie odeszła w zapomnienie na wieki wieków. Powraca również Nebula, która wydaje się być chętna by zabić siostrę. Mówiłem to nie raz, ale powtórzę: Donny Cates umie pisać dobre komiksy!

Venom #11

Krzycer:
Mówiłem już, że Donny Cates pisze dobre komiksy? Nie? No to już napisałem. W tym numerze głównie zwiedzamy umysł Eddiego Brocka, w którym miesza nie, kto inny, jak dobrze nam znany, Knull. A przynajmniej wszystko wizualnie wskazuje na niego. Wspomnienia Brocka są wypaczone, jednak to tylko podsyca moją ciekawość. Teraz nie wiem, co jest prawdą a co nie. Wiem, że Stwórca (nie Bóg, tylko Ultimate Reed Richards) chce rozdzielić Brocka od symbionta, aby zabijając go dowiedzieć się, co go zabija. Cóż za ironia. Ciekawe, że rak trawiący ciało Eddiego zaczął znowu się rozwijać. Czyżby Brock nie był do końca wyleczony? Okazuje się, że symbiot nie do końca był szczery ze swoim nosicielem. No i poznajemy tajemnicę Dylana… No jestem zaintrygowany, dawać mi kolejny zeszyt!!

Friendly Neighborhood Spider-Man #03

Dengar: Ee…, po co ja to w ogóle czytałem? Jakieś czary mary i Under York? Miasto pod Nowym Yorkiem? Ni to alternatywny świat, ni to magia, co to kurde jest? Więcej pomarańczowych ludzi? Blee… zabierzcie to ode mnie!

Age of X-Man: The X-Tremists #1 

Krzycer: Ok, z jednej strony skoro ten zakaz miłości i związków jest taki ważny dla tej rzeczywistości to nic dziwnego, że poświęca mu się tyle miejsca - i że jest tu tajna policja zajmująca się chyba wyłącznie wyłapywaniem mutantów okazujących uczucia. 

Z drugiej strony - czy choć jedna z tych miniserii będzie dotyczyła czegokolwiek innego? (No, na razie wygląda na to, że przynajmniej "NextGen" będzie o czym innym). 

Wątek ciężarnej mutantki jest ciekawą zagwozdką - to taka typowa zahaczka jakiejś opowieści science-ficition, "w świecie, w którym nie rodzą się dzieci, jedna kobieta zachodzi w ciążę". "Ludzkie dzieci" i tak dalej, tylko tutaj jest to odwrócone - ciąża nie jest cudem, tylko problemem. Spoko. 

Mógłbym się przyczepić do tego, że zmieniająca się w szczuroludzia mutantka japońskiego pochodzenia ma na imię Nezumi, ale biorąc pod uwagę, że po w świecie Marvela chodzi m.in. teleportujący się mutant, któremu rodzice dali na imię "Telford Porter", byłoby to mocno bezcelowe. 

W związku z czym przyczepię się do czegoś innego. Pozostałe miniserie kreują wizerunek zbiurokratyzowanej tajnej policji, sugerują struktury i zasoby... ale z tej miniserii wynika, że cała ta tajna policja to te kilka osób poruszających się starym busem? Strasznie to dziwne. 

A, no i byłbym zapomniał - intryguje mnie ta cała "Moneta". Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakbyśmy mieli do czynienia z którąś z młodszych sióstr Monet - tej dwójki, która oryginalnie się pod nią podszywała. W sumie nie mam pojęcia, co się z nimi później działo... 


X-Force #3 
Krzycer: Dalej bardzo przyjemna sieczka. Z naciskiem na "sieczkę" - w tym zeszycie pada chyba dużo więcej trupów niż w poprzednich, więc zastanawiam się, czy Brisson wróci jeszcze kiedyś do tego, że Cannoball był przeciwny zabijaniu jeszcze zeszyt czy dwa temu. 

Poza tym miło, że pamięta, że Sam dorobił się dziecka. Bałem się, że Smasher i (wciąż chyba nienazwany?) synek znikną w limbo, a to daje mi nadzieję, że jeszcze ich zobaczymy. 

West Coast Avengers #8 

Krzycer: Wciąż strasznie przyjemna seria. Z jednej strony tli się we mnie nadzieja, że po Age of X-Man Kelly Thompson dostanie ongoing o młodych mutantach (młodzi są na pierwszym planie od początku nowego Uncanny, mają własną miniserię w ramach AoX - to musi do czegoś prowadzić... nie?), z drugiej strony nie chciałbym, żeby odbyło się to kosztem np tej serii. Albo żeby autorka nie rozmieniła się na drobne - mało kto jest w stanie ciągnąć wiele tytułów jednocześnie tak, żeby wszystkie były dobre...



Sprawdź także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.