Avalon » Publicystyka » Artykuł

Komentarz do Amazing Spider-Man (2018) #13 - Everybody's luck runs out eventually


Komentarz zawiera spoilery z Amazing Spider-Man (2018) #13

Dengar: Ktoś mnie ostatnio zapytał, dlaczego czytam ASM skoro tak go krytykuję. No właśnie, to jest doskonałe pytanie. Dlaczego ja to robię? Czyżbym odkrył w sobie jakieś sadomasochistyczne skłonności a lektura każdego numeru jest niczym razy spadające na moje plecy? W sumie… czort wie. Może jakieś ziarno prawdy w tym jest… A może najzwyczajniej w świecie liczę na to, że Spencer w końcu wyląduje na właściwych torach i zacznie pisać Pajączka tak, aby usatysfakcjonować tak wybrednych czytelników jak ja. Bo po cichu wierzę, że jest więcej takich osób. I tak oto przyszedł czas na trzynasty (mam nadzieję, że nie pechowy) numer przygód Spider-Mana, którym dyryguje nasz milusiński Nick Spencer. 

Numer jest – a jakby inaczej – bezpośrednią kontynuacją wydarzeń ukazanych w poprzednim zeszycie, czyli Spider i J.J.J. muszą się zmierzyć z nowym – albo i nie – Big Manem. Pierwsze dwie-trzy strony to w spencerowskim stylu marnotrawienie tuszu i papieru, bo jak to ma w zwyczaju bieżące wydarzenia przeplata przypomnieniem nam o tym, co czytaliśmy w poprzednim zeszycie. Już naprawdę mógł to sobie odpuścić i te kilka kadrów przeznaczyć na lepsze zobrazowanie pojedynku Spidera z przeciwnikiem. W sumie może nie było, co lepiej obrazować, bo Big Man pomiata i ciska Pajęczakiem jak szmacianym gałganem. No właśnie, Spider-Man, superbohater, który walczył z Juggernautem czy innym dysponującym supersiłą łotrem dostaje wpiernicz od jak się okazuje wielkiego robota? To, na co mu pajęczy zmysł, zwinność i siła? Jak Spider wychodzi tu na taką ciamajdę i niedojdę to jak przez te wszystkie lata był w stanie walczyć jak równy z równym, z Venomem, Green Goblinem czy no nie wiem, Rhino? Sorry, Nick… ale cytując serialowego klasyka „nie ze mną te numery”. No po prostu takiego sposobu pisania Pajęczaka nie kupuję, nie rozumiem, nie akceptuję. A, okazuje się również, że nowym Big Manem jest Frederick Foswell Jr. No i wszystko to niby wina Spider-Mana, że to on stoi za całym złem, które spotkało Foswella i jego rodzinę. Frederick Junior święcie wierzy, że jego ojciec był świetnym reporterem i tym, który walczył o sprawiedliwość. Obarcza Spider-Mana winą za śmierć ojca i to, że stracił dobre imię. Jameson z kolei pokazuje mu, że ma jaja (no może nie dosłownie) i wyjawia prawdę, przyznając, że Foswell Senior był kryminalistą. Wszystko kończy się tak, że Jonah dostaje kulkę w ramię, a robotyczny Big Man ma eksplodować… Pająk jakoś nagle dostaje powerup i znajduje w sobie dość siły, by wyrzucić gigantyczną machinę w powietrze gdzie eksploduje. To teraz jakoś mógł go ruszyć, a kilka chwil temu dostawał srogi wpierdziel i nie mógł go nawet przewrócić? 

Generalnie, cały numer to moim zdaniem nuda, kiepsko rozpisana nuda na dodatek. Spencer pisze Pająka jakby – moim zdaniem – chciał a nie mógł. Okej, Jamesona pisze całkiem dobrze i wiarygodnie. Wierzę w to, że J.J.J. przeszedł taką przemianę i teraz jest… no powiedzmy… rzecznikiem prasowym Pajęczaka. Przykładem jest to, że odbiera od Kingpina nagrodę i publicznie nazywa go oszustem, i oznajmia, że uważa Spidera za bohatera. Ba, nawet przyznaje, że sam nie był ani dobrym burmistrzem, ani redaktorem. Generalnie czytając gdzieś pierwsze dwadzieścia stron nudziłem się jak mops na wyścigu żółwi. Trochę zaciekawiła mnie końcówka, czyli Black Ant i Taskmaster porywający Scorpiona. Po przebudzeniu Gargan zauważa, że w celi również zamknięty jest Vulture, Tarantula (to on żyje?), Stregon i jakiś koleś w stroju stylizowanym na węża (nie znam i chyba nie żałuję). Te kilka stron w porównaniu do całego numeru były najciekawsze. Ale też nie żeby jakoś szczególnie były powalające. 

Jednak trzynastka dla Spidera i Spencera nie była wyjątkowo szczęśliwa. 

Rodzyn: Trzynaście numerów i przy każdym miałem choć trochę inne zdanie od Dengara. A tym razem... Ciężko mi się z nim nie zgodzić. Nudny numer, który szybko można zapomnieć. Oj za dużo tych zapchajdziur ostatnio u Spencera. Gdyby jeszcze były ciekawsze, to spoko, a tak można go tylko pochwalić za pociągnięcie wątku Jamesona, który tak dobrze był prowadzony przez nieodżałowanego Zdarsky'ego. Drobne żarty nadal działają w moim przypadku, ale ogólnie wciąż czekam na więcej.

Dodam tylko, że historię ratują rysunki Ottley'a - najlepsza decyzja Marvela ostatnich miesięcy, jeżeli chodzi o zatrudnianie rysowników. Idealny wybór dla Spider-Mana. A w kolejnym numerze pora na Bachalo... 

Amazing Spider-Man (2018) #13
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Ryan Ottley


A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.