Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja książki - Star Wars: Ostatni Strzał

Kilka dni temu premierę miał Ostatni strzał, kolejna książka z Nowego Kanonu Gwiezdnych Wojen. Jej autorem jest niejaki Daniel Jose Older, który debiutuje w tym świecie. Trzymając się więc strzałów, autor ten oddał pierwszy strzał i miejmy nadzieję, że nie okazał się on być złotym strzałem! Chociaż anulowanie Expanded Universe było dla mnie czymś niemal niewybaczalnym, zaciekawił mnie nowo tworzony Kanon i chętnie sięgnąłem po egzemplarz recenzencki.

Dla tych z Was, którzy zastanawiają się, o czym mniej więcej owa książka jest, napiszę coś więcej niż to, co mogliście przeczytać do tej pory. Oczywiście postaram się nie zdradzać zbyt wiele z samej fabuły i pokuszę się do krótkiej relacji z pierwszych powiedzmy stu stron. Otóż wszystko zaczyna się na znanym nam z „Imperium kontratakuje” Bespinie. Skoro jest tu Miasto w Chmurach to musi być nie kto inny jak nasz znany i lubiany kosmiczny podrywacz, Lando Calrissian. Jednak nasz lowelas dla odmiany nie zajmuje się łamaniem serc kobiet (lub generalnie mówiąc, przedstawicielek płci żeńskiej) tylko spełnia obowiązek zabawiania twi’lekańskich dyplomatów. Wszystko jest dobrze… do chwili, gdy nagle jeden z jego droidów nie „decyduje się” zabić swojego pana. Co nasz łamacz serc przeskrobał? Lub też raczej, komu złamał serce, zapytacie? Otóż okazuje się, że sprawa jest dość stara i wiąże się z przeszłością Hana i samego Landa. Wystarczy powiedzieć, że Lando musi zwrócić niejakiemu Fyzenowi Gorrowi niejaki Transmiter Phylanx Redux. Czymkolwiek to coś jest. Tak w skrócie przedstawia się początek omawianej przeze mnie powieści. Muszę przyznać, że początek mnie dość zaintrygował. Tym chętniej czytałem kolejną stronę i kolejną i jeszcze kolejną…

Zapytacie pewnie, jak nowy autor spisał się pisząc „Ostatni strzał”. Czy dorównuje takim gwiezdnowojennym legendom jak Timothy Zahn czy Karen Traviss? Jak na nowicjusza muszę przyznać, że poradził sobie dość dobrze. Jego dzieło jest lekkie i przyjemne. Na pewno plusem jest to, że dość swobodnie porusza się po świecie Gwiezdnych Wojen. Bez wątpienia anulowanie EU mu w tym pomogło, nie musiał się trzymać narzuconych wcześniej ram, zasad, barier. Chociażby pisany przez niego Han nie jest podobny do Hana z poprzedniego kanonu. Ten Han jest… no właśnie, jaki jest ten Han Solo? Czytając „Ostatni strzał” odniosłem wrażenie, że współczesny Han (bo akcja książki dzieje się zarówno w teraźniejszości jak i w przeszłości) jest nieco zgorzkniały, nie odnajduje się w roli bohatera Rebelii jak i w byciu ojcem i mężem. Trochę taki zgryźliwy tetryk z niego, no sam nie wiem jak to określić. Han z EU był chyba bardziej żywy, żwawy, bardziej… rodzinny. Co prawda zachowywał dystans, jeśli chodzi o Jacena, Jainę i Anakina ale bez wątpienia ich kochał. Jak jest z tym Hanem? Pewnie kocha swojego jedynego syna, Bena Solo, ale wydaje mi się, że jakoś bardziej się dystansuje. A może to po prostu moje odczucie? Daniel Jose Older czerpie z nowego Kanonu garściami, co jest bez wątpienia plusem i tak oto w przeszłości Hana przewija się jego była "żona" Sana Starros, którą nie raz mogliśmy widzieć na kartach komiksowych Gwiezdnych Wojen. Pojawia się również droid płci żeńskiej L3-37, którego widzieliśmy na wielkim ekranie podczas oglądania „Han Solo. Gwiezdne wojny – historie”. Miło też, że poznajemy przeszłość zarówno Hana jak i Lando.

Plusem dla autora jest to, że bardziej czerpie z Kanonu i puszcza oko do czytelnika. Przykład? Nasi bohaterowie trafiają na Gunganina, który oburza się, gdy Han próbuje z nim rozmawiać w sposób godny znanego nam z „Mrocznego Widma” Jar Jara. To było dość śmieszne i przyznam, że mi się podobało. Co mi się niezbyt podobało to moment, w którym señor Older trochę popłynął z wyobraźnią, pakując do ekipy zebranej przez duet Han-Lando hakerkę… która jest Ewokiem. Ja rozumiem jakieś kosmiczne równouprawnienie rasowe i tym podobne. Ale serio, Ewok jakoś do mnie nie przemawia. No chyba, że trzeba zniszczyć jakieś AT-ST na Endorze. Eee…. Czy to był rasizm? Mam nadzieję, że nie, bo nie chciałbym wyjść na ewokofoba. Kolejny – moim zdaniem minus – to rozerwanie nierozerwalnego, czyli Han i Chewie rozeszli się każdy swoją stronę. To trochę psuje wyobrażenie długu życia najsłynniejszego Wookieego w galaktyce. Przynajmniej w moim odczuciu. A może po prostu się przyzwyczaiłem, że gdzie Han tam i Chewie? Idąc dalej i mówiąc o minusach, muszę skarcić pana Oldera, że wykreowana przez niego postać głównego złola była po prostu… no sam nie wiem, jakoś za mało o nim wiemy, czym się kieruje, co chce osiągnąć. Fyzen Gor jest dość płaski, tak płaski jak dowolna strona tej książki. Moim zdaniem, mógł być bardziej dopracowaną postacią.

To wcale nie oznacza, że debiutancka (w świecie Gwiezdnych Wojen) powieść Daniela Jose Oldera jest kiepska. Może nie porywa jak chociażby trylogia Thrawna czy nie ma klimatu jak ze stron powieści o Darthu Plagueisie, ale jest to dość ciekawa i przyjemna lektura. Jak pisałem, jest to lekkie i przyjemne czytadło, które odkrywa przed nami niewielkie elementy Nowego Kanonu. Panu Olderowi gratuluję, że udało mu się „wkręcić” w świat Star Warsów i że napisał coś, co ma ręce i nogi. Mogę również trzymać za niego kciuki i liczyć na to, że jeśli napisze kolejną powieść to będzie lepsza od „Ostatniego strzału”.

Jeśli chodzi o jakoś niniejszej książki, to nie mam jej nic do zarzucenia. Tłumaczenie stoi na bardzo wysokim poziomie, bo w końcu odpowiada za nie weteranka tłumacząca Gwiezdne Wojny dla wydawnictwa Amber, pani Anna Hikiert. Okładka ładna, czcionka czytelna i nie za duża. Generalnie ładnie, fajnie i w ogóle. To, co niektórych może zaboleć, to niestety podniesiona o kilka złotych cena. Ale jeśli ktoś chce przeżyć kosmiczną przygodę z dwoma najsłynniejszymi właścicielami „Sokoła Millennium” to powinien sięgnąć po tę książkę. 

Polecam i zapraszam do lektury!

Dengar

Star Wars: Ostatni Strzał. Opowieść o Hanie i Landzie
Autor: Daniel Jose Older
Tłumaczenie: Anna Hikiert 
Ilość stron: 464
Cena: 44,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za egzemplarz do recenzji.




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.