Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Captain Marvel (2019) #1

Matką obecnego sukcesu Captain Marvel można zdecydowanie określić Kelly Sue DeConnick. To ona odmieniła oblicze Carol Danvers i wkroczyła z nią na nową ścieżkę, zamieniając Ms Marvel w Captain Marvel. W ciągu trzech lat zdobyła szerokie grono fanów, zwanych Carol Corps, nie raz promując swój tytuł na własną rękę. Nie od dziś wiadomo, że Marvel inwestuje w promocję serii głównie przy ich starcie a nie w późniejszym ich okresie. Najpopularniejsze tytuły same się sprzedają, a serie takie jak Captain Marvel dopiero do tego dążą. W 2015 roku DeConnick odeszła z Marvela, a jej postać trafiła do nowej zrestartowanej serii w ręce duetu Butters/Fazekas. Carol stała się odpowiedzialna za ochronę planety na czele S.W.O.R.D. i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie... Brian Michael Bendis.

Choć scenarzysta ten miał niejeden dobry pomysł w swej karierze w Marvelu, na kilka z nich przypada jakiś gorszy. Nieco wymuszony event Civil War II pod jego kierunkiem nie silił się zbytnio na to, by zrobić z Carol taką stronę konfliktu, która stałaby na równi z Tonym Starkiem. Od początku to Iron Man kreowany jest na tego rozsądnego, a na Carol spada masa konsekwencji związanych z jej działaniami. Marvel namieszał, do tego dobrze rozwijającą się solową serię przekazał w ręce innych twórców, którzy już bez większego sukcesu ciągnęli tytuł ku kasacji. Następną scenarzystką, która zajęła się Carol, była Margaret Stohl, autorka bestsellerowych książek młodzieżowych, dla mnie nie potrafiąca odnaleźć się w komiksowym świecie. Mimo paru dobrych pomysłów jej tytuł nie potrafił na żadnym etapie wciągnać w historię, nie ważne jak interesującą. Zwieńczeniem jej "rządów" była miniseria Life of Captain Marvel, niedawno zakończona. Tytuł dość niepotrzebnie odmienił genezę postaci, choć zapowiadał się na ciekawszą i po raz pierwszy naprawdę dobrą historię od Stohl.

Tym oto przydługim wstępem chciałbym przejść do omówienia pierwszego zeszytu kolejnej już solowej serii Carol Danvers. Choć po ostatnich latach mógłbym mieć małe oczekiwania, to nazwisko scenarzystki mi na to nie pozwala. Kelly Thompson pokazała już niejednym tytułem, że czuje dobrze charakter każdej postaci, jaką przychodzi jej pisać i potrafi dostarczyć przyjemnej, pełnej akcji i humoru rozrywki. Idealna osoba do stworzenia nowych, znów ciekawych przygód Carol Danvers. W zespole z Carmen Carnero i Tamrą Bonvillan musiało wszystko pójść dobrze. Jakie więc są wrażenia z lektury?

Po wydarzeniach z Life of Captain Marvel, gdzie Carol zrobiła sobie przerwę od superbohaterskiego życia by zająć się rodzinnymi sprawami, kobieta chce znów wrócić do akcji. Z tym że chce wrócić na Ziemię, pozostawiając kosmiczne przygody na ten moment za sobą. Widzimy jak omawia całą sytuację z Tonym, spotyka się z Rhodeyem (z którym umawiała się nim ten zmarł, a ostatnio wrócił do życia) i walczy z wielkim potworem w towarzystwie Spider-Woman. Do tego zostaje pewnego rodzaju mentorką dla Hazmat znanej z Avengers Academy. Na koniec walczy u boku Avengers też z dawno nie widzianym złoczyńcą, który zamienia część Nowego Jorku w postapokaliptyczną rzeczywistość. To w niej odnaleźć będzie musiała się Carol wraz z paroma towarzyszkami w kolejnych numerach.

Pierwszy zeszyt powinien spodobać się na pewno osobom, które śledzą regularnie przygody Carol. Mamy nawiązania do ostatnich wydarzeń z Life of Captain Marvel, ale i przygód bohaterki z czasów runu DeConnick. Nie są to jednak szczególnie istotne elementy, tak że osoba rozpoczynająca przygodę z tą bohaterką nie powinna mieć problemów, żeby się tu odnaleźć. Nieustanna akcja i otwarcie paru wątków mogą kogoś odstraszyć, ale dla mnie wszystko to składa się na ciekawą zapowiedź kolejnych numerów. Wiemy już, jakie mniej więcej tematy podejmie Thompson w kolejnych numerach i jest to interesujący kierunek dla Carol, który powinien nieco uspokoić jej życie.

Carmen Carnero, która odpowiedzialna jest za rysunki, do tej pory jakoś nie przewinęła mi się w czytanych przeze mnie komiksach. A szkoda, bo ma przyjemną dla oka kreskę i mam nadzieję, że zagości tu na dłużej. Podpisany z Marvelem kontrakt na wyłączność był dobrym pomysłem, oby tylko nie skakała po seriach, tylko odznaczyła się i rozwinęła tutaj. Pozytywne wrażenie to także zasługa Tamry Bonvillan, która nałożyła kolory na te rysunki. Jej nazwisko na okładce zawsze gwarantuje porządną robotę i nie inaczej jest tym razem. Mój najwięjszy problem z warstwą wizualną? Okładka. Nie przepadam za Amandą Conner, ale o ile do szalonej Harley Quinn mi pasowała, tak tutaj niezbyt zachęca do zajrzenia do środka. Ale zapewniam Was, że warto.

Kto lub Carol, niech wie, że to dobry moment na śledzenie jej przygód i myślę, że Thompson nie zawiedzie nas. Do tej pory każda historia jej autorstwa była co najmniej dobra, Captain Marvel nie zapowiada się na jej pierwszą wtopę. Jak rozwinie się ta seria i czy spełni moje oczekiwania wywołane przez ten zeszyt, przyjdzie nam przekonać się w kolejnych miesiącach.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Captain Marvel (2019) #1
scenariusz: Kelly Thompson
rysunki: Carmen Carnero
kolory: Tamra Bonvillan


A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.