Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Avengers: Czas się kończy, tom 4

Czwarty tom „Czas się kończy” nie jest finałem wielkiej historii Jonathana Hickmana – jest zaledwie wstępem do niego, wprowadzeniem. Na ostatniej stronie akcja urywa się praktycznie w połowie – ciąg dalszy znajdziesz, czytelniku, w „Tajnych wojnach”. 

Ale zanim akcja urwie się bez rozwiązania wiele innych wątków zostaje zakończonych i pada całe mnóstwo odpowiedzi. Widzimy ostatnie zagranie Doktora Strange – szturm Czarnych Kapłanów na Bibliotekę Światów w poszukiwaniu Rabum Alala. Dowiadujemy się w końcu kim ów Rabum Alal jest i poznajemy historię jego tajnych działań. Na krańcu Wszechświata prowadzeni przez Thora i Hyperiona „multiwersalni Avengers” stawiają czoła Beyonderom. Pozostali na Ziemi bohaterowie bronią planety przed zjednoczonymi siłami kosmicznych imperiów, które – w lustrzanym odbiciu działań Iluminatów – chcą ją zniszczyć, żeby ocalić Wszechświat. A w końcu, w cieniu ostatniej inkursji, Steve Rogers po raz ostatni mierzy się z Tonym Starkiem. 

W tym albumie są same wielkie, monumentalne wydarzenia – i trzeba pochwalić Hickmana za to, że podczas lektury odczuwamy tę monumentalność. W poprzednim albumie równie wielkie wydarzenia zostały zaprezentowane w formie kwartalnego podsumowania na zebraniu zarządu korporacji. Tutaj każda strona robi wrażenie. 

Co nie znaczy, że ten album jest bezbłędny. Bitwa z kosmicznymi imperiami toczy się praktycznie wyłącznie za pomocą zdalnie sterowanych systemów obronnych, przez co brakuje w niej emocji związanych z osobistym udziałem bohaterów. Osobną kwestią jest to, że Avengers – którzy zazwyczaj bardzo sprzeciwiają się zabijaniu – niszczą tutaj jakąś absurdalną liczbę statków kosmicznych z załogami. Ale to nie nowy problem w runie Hickmana – na samym początku Ex Nihilo i Abyss eliminują sześć milionów ludzi, ale potem praktycznie bez żadnej wzmianki na ten temat zostają wcieleni w szeregi Avengers. 

Również ostatni zeszyt pozostawia pewien niesmak. Pisałem to już przy okazji pierwszego tomu „Czas się kończy” - być może zamiarem Hickmana było przedstawienie Steve’a Rogersa jako człowieka, który za wszelką cenę chce wymierzyć sprawiedliwość Iluminatom. Ale nawet jeśli taki był zamiar, nie taki jest rezultat – ten Rogers sprawia wrażenie zaślepionego żądzą zemsty. W dniu ostatniej inkursji – w ostatnich godzinach istnienia świata – ten Rogers postanawia, że jego ostatnim aktem będzie walka na śmierć i życie z Tonym Starkiem. 

Kiedy Punisher w dniu końca świata wchodzi do baru pełnego złoczyńców, żeby ich wszystkich wystrzelać, kiwamy głowami i myślimy sobie: „tak, taki właśnie jest nasz Frank”. Kiedy Steve Rogers robi coś praktycznie identycznego… coś tu bardzo, bardzo nie gra. 

Dalsze problemy tkwią w rysunkach. Jak zwykle mamy tu prace kilku różnych rysowników. Walker i Caselli całkiem nieźle się uzupełniają. Deodato pracuje w zupełnie innej stylistyce i choć zazwyczaj jest dobry, tu trochę położył jedną z kluczowych scen. Finał wyprawy Thora i Hyperiona jest świetnie napisany, ostatnia akcja z młotem Thorra (to nie literówka) jest znakomita – ale jest zaledwie przeciętnie narysowana. To jest jedna z moich ulubionych scen z Thorem w historii tej postaci – ale wyglądała dużo lepiej w mojej głowie. Gdy teraz przy ponownej lekturze zobaczyłem, jak naprawdę wygląda na stronie – trochę się zawiodłem. 

Ostatnim rysownikiem, który przyłożył rękę do tego albumu, jest Mike Mayhew. Zazwyczaj nazywam go „Alexem Rossem z demobilu” - jego rysunki, a zwłaszcza jego okładki, przedstawiają fotorealistyczne postaci, ale sztywne, kompletnie pozbawione życia. A kiedy rysuje wnętrza komiksów jest jeszcze gorzej – odpada fotorealizm, postaci są uproszczone i pozbawione detali, natomiast w ich pozach i mimice wciąż jest coś sztywnego i martwego. A to i tak są te udane kadry – kilka innych jest zwykłymi babolami z dziwnymi proporcjami i koszmarną mimiką. 

Więc tak, nie jest to komiks bez wad. Ale część z nich jest dość subiektywna. Natomiast to, co w tym komiksie jest dobre, jest naprawdę bardzo dobre. Pomimo moich zastrzeżeń to wciąż jeden z najlepszych albumów w całym długim runie Hickmana. 

Ocena: 4/5 

Krzysiek „Krzycer” Ceran

Avengers: Czas się kończy, Tom 4 
scenariusz: Jonathan Hickman 
rysunki: Stefano Caselli, Kev Walker, Mike Deodato i Mike Mayhew 
kolory: Frank Martin 
zawiera: Avengers vol. 5 #43-44 i New Avengers #31-33 
cena: 39,99 zł 

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.