Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja książki - Star Wars: Ostatni Jedi

Na ten film czekałem od czasu obejrzenia „Przebudzenia Mocy” i liczyłem na to, że będzie lepszy od swojego poprzednika. Niezbyt zadowolony tym, co widziałem w kinie liczyłem na to, że książkowa adaptacja nieco uratuje sytuację. Czekałem na tę książkę i czekałem… ale czy warto było czekać? 

Jason Fry to postać, która do tej pory – z tego co zdążyłem się dowiedzieć – pisała o Gwiezdnych Wojnach w formie młodzieżowej, więc „Ostatni Jedi” jest jego debiutem jeśli chodzi o pisanie czegoś dla dorosłego czytelnika. Dorosłego, a co za tym idzie, bardziej wymagającego. Na naszym rynku książka ta pojawiła się oczywiście nakładem wydawnictwa Uroboros, a przekład zapewnił Michał Kubiak, który tłumaczył książki z takich cykli jak Córka Zjadaczki Grzechów oraz Herezja Horusa. To było jego pierwsze zetknięcie się ze Star Warsami, co niestety momentami widać.

Ale po kolei. „Ostatni Jedi” opatrzony jest również hasłem „Edycja rozszerzona” więc możemy się spodziewać, że dostaniemy tu coś więcej niż tylko stricte opis tego co widzieliśmy na srebrnym ekranie. To bez wątpienia jest plus przemawiający na korzyść tej pozycji. Szkoda, że niektóre z opisywanych tu scen nie znalazły się w filmie, bo na pewno by go wzbogaciły i urozmaiciły. Na pewno na wielkim ekranie byłoby miło zobaczyć zasłużone pożegnanie Hana Solo, bohatera nie tylko ataku na Gwiazdę Śmierci ale i bazę Starkiller. A tak musieliśmy o tym jedynie czytać. Na pewno bardzo intrygujący był wstęp, czyli wizja alternatywnej historii co sprawiło, że przez dłuższą chwilę zastanawiałem się co ja tak w ogóle czytam, czy to nie jest jakiś błąd autora lub wydawcy. Nie będę się rozpisywać na temat dodatkowych scen oraz tych rozbudowanych, bo nie chcę psuć wam frajdy z czytania. ale na pewno książka jest bogatsza niż film, to nie ulega najmniejszej wątpliwości.

W książce możliwe było przedstawienie myśli, spostrzeżeń czy uczuć oraz motywacji bohaterów. Ciężko było to oddać w filmie, dlatego dobrze, że możemy wniknąć w umysły tych postaci. Poznajemy również niektórych bohaterów, przykład: Moden Canady , imperialny oficer którego widzieliśmy na ekranie zaledwie chwilę – niektórzy pewnie nawet nie wiedzą która to postać – tutaj możemy go poznać odrobinę lepiej. Takie drobne rzeczy mimo wszystko cieszą, nie trzymamy się sztywnych ram, że musimy czytać tylko o postaciach pierwszoplanowych. Czasami na drugim czy czwartym planie może dziać się coś ciekawego, interesującego, mimo, że może nie mieć bezpośredniego wpływu na fabułę. Jason Fry wybiega poza te ramy i dzięki temu nieco więcej dowiadujemy się o Admirale Ackbarze, Opiekunkach czy Paige Tico. Autor moim zdaniem dość ciekawie pisze Generała Huxa, chociaż jakoś ta postać nie jest szczególnie barwna i no cóż, nie daje z siebie zbyt wiele. Na pewno jednak lepiej wypada niż Kylo Ren, który w książce jest płaski jak kartka papieru, jest bo jest. Nic poza tym. Na pewno w książce jest więcej Snoke’a, który tutaj rozmyśla nad Mocą, historią oraz swoim przyszłym zwycięstwem… szkoda że tak tajemnicza postać nie zdradziła nam niczego więcej. Co się może spodobać jednym, nie spodoba się drugim, czyli to że Fry najlepiej i chyba najbardziej skupił się na Rose i Finnie. Jak dla mnie smaczkiem było wspomnienie np. o wydarzeniach ukazanych w komiksie The Storms of Crait czy niewielka, mikroskopijna wzmianka o oddziale Inferno. Czyli autor odrobił pracę domową i liznął trochę UE, znaczy Nowego Kanonu.

Lektura książki jest lekka, łatwa i przyjemna… no dobra, może nie za bardzo, ale o tym za sekundkę. Albo dobra, już teraz. Byłaby lekka, łatwa i przyjemna, gdyby niestety nie pewne potknięcia tłumacza albo redaktorki. W którym momencie zamiast skraplacza dostajemy parownik. Poza tym dostajemy błędnie odmienione nazwy planet, dziwne skróty, Sojusz Rebeliantów nagle staje się Rebelianckim Przymierzem (!) no i przede wszystkim te walące po oczach C trzy PO albo BB osiem… Coś chyba nie pykło i to bardzo. Ale przecież błędy każdemu mogą się przytrafić, nie tylko przy tłumaczeniu, ale i przy redagowaniu. Można było tego uniknąć ale się nie udało, trudno.

Podsumuję: „Ostatni Jedi” nie jest książką szczególnie wybitną. Nie ukrywam, z kiepskiego filmu zarąbistej książki się nie zrobi, chociażby się stawało na rzęsach. Autor starał się, czasami wychodziło mu to lepiej, czasami gorzej. Jakoś miałem wrażenie, że powieści dla starszego czytelnika nie są jego mocną stroną. Może potrzebuje czasu i praktyki żeby dopracować swój warsztat? Nie przekreślam go jako autora powieści tego typu, życzę mu najlepiej… bo w końcu ktoś te książki musi pisać. Zwłaszcza, że niektórzy autorzy tworzący EU się odwróciło od Gwiezdnych Wojen. Tak czy siak, gdyby książka nie była „rozbudowana” pod względem scen czy wątków, które nie znalazłyby się w filmie byłaby mierna i to bardzo. Tak jest jako taka. Warto przeczytać dla tych „rozszerzeń” ale niestety nic poza tym.

Dengar

Star Wars: Ostatni Jedi
Autor: Jason Fry
Tłumaczenie: Michał Kubiak
Liczba stron: 320
Cena z okładki: 39,99 zł

Sprawdź także: 


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.