Avalon » Publicystyka » Artykuł

Komentarz do Amazing Spider-Man (2018) #10

Dengar: Kolejny numer i po raz kolejny zastanawiam się czy Spencer ciągnie ten tytuł w dół czy też próbuje udźwignąć go na swych barkach niczym Atlas unoszący Ziemię. Póki, co jego praca nad Spiderem przypomina mi sytuację, gdy widzę człowieka, który wdepnął w psią kupę – z jednej strony śmiesznie bo to nie ja wdepnąłem, a z drugiej no jednak jakiś niesmak to wywołuje. Sorry Nick, ale nie popisujesz się, masz przebłyski, ale jednak błądzisz jak niedowidzący we mgle. Plus dla scenarzysty za to, że siłą rzeczy się stara. Co tym razem nasz milusiński nam napisał? 

Przyzwyczajony tym, że pierwsze strony zazwyczaj opowiadają o czymś niezwiązanym z aktualną fabułą historii, lekko zdziwiłem się, że mamy tu spotkanie superbohaterskiego AA. No dobra, nie do końca AA, bo nie chodzi o picie tylko fakt, iż znają tożsamości niektórych herosów i w jakiś sposób dzielą z nimi codzienne życie. O tym była już mowa w poprzednich numerach i Mary Jane postanawia w końcu wziąć udział w tym kółeczku wzajemnej adoracji. Ruda nie tylko wyjawia wszystkim ludziom o pikselowych twarzach, że jest zakochana w pewnym bohaterze, ale mówi, że to czasami nie jest nic fajnego. Jej „spowiedź” jest oczywiście przerywana scenami z aktualnej przygody Spider-Mana, ale o tym oczywiście potem. Mary wyrzuca z siebie, że martwienie się o Petera bywa nie do zniesienia, że spędzała bezsennie noce, podczas gdy on ryzykował swoje życie albo, że jakiś geniusz zła odkrywał, że są razem i polował na nią, aby dopaść jego. Rozumiem, że bycie ukochaną superbohatera - czy to Pająka czy kogokolwiek innego – może być trudne, ba, na pewno jest trudne! ale nie sądziłem, że MJ aż tak to leży na sercu. Od dawna, jeśli nie od zawsze wierzyłem, że pociąga ją w Peterze właśnie to, że jest bohaterem, że dba o innych, chce nieść dobro i tym podobne. Że zaakceptowała jego los i styl życia. Wydaje mi się, że to celowa zagrywka Spencera, że to uzewnętrznienie się Mary Jane ma fabularnie czemuś służyć w przyszłości – bliższej lub dalszej. Ale idźmy dalej!

Słów kilka o Spider-Manie: Pająk za sprawą Black Cat staje przed obliczem Odessy, która jest rozczarowana zachowaniem Felicji, co tak czy siak prowadzi do walki złodziei z duetem Pająk-Kotka. Walka nie jest ani długa, ani widowiskowa i szybko się kończy, bo Gildia robi czary-mary by otworzyć swój skarbiec, który zasysa wszystko dookoła. I tak się zastanawiam… gdzie lub czym jest ów skarbiec? Szczególnie, że Cat wyjaśnia Pająkowi, że nic, co trafiło do skarbca z niego nie wróciło. To po kiego walca kraść kosztowności i inne pierdoły, skoro nie można ich odzyskać? No ale Pająk nie byłby sobą i kombinuje w jaki sposób zamknąć „drzwi” do skarbca. I przepraszam bardzo, z całym szacunkiem dla scenarzysty, ale mógł się kurna bardziej postarać. Bo zastosowane przez niego rozwiązanie jest takie do rzyci nie podobne, takie kretyńskie… normalnie mam wrażenie, że Spencer jednego dnia wymyślił całą intrygę, potem utknął na tej konkretnej scenie i przez kilka dni się głowił jak to pchnąć dalej, głowił się, głowił, w nocy dręczyły go koszmary… aż w końcu zbliżający się deadline podsunął mu odpowiedź. Na kolejnych kadrach widzimy zebranie, któremu przewodniczy Reed Richards i Stark… i w pewnym momencie Ms. Marvel oznajmia, że złodzieje zabrali jej plecak. I co z tego? No to, że kilka zdań później dowiadujemy się, że Kamala miała w nim telefon, który właśnie nadał sygnał. Złodzieje uciekają, a w ich kryjówce pojawiają się Champions, Avengers, X-Men… generalnie wszyscy, których Gildia okradła. Serio Nick? Telefon? Nie można było czegoś bardziej kreatywnego wymyślić? 

Idąc dalej, Spider i Cat siedzą na dachu i wygląda na to, że Spencer próbuje odbudować ich znajomość i skierować ją na poprzedni, właściwy tor. Oboje są uradowani z niedawnego team-upu. Na tyle sytuacja między nimi wróciła do normy, że Felicia wyjawia, iż się z kimś widuje. Z kim? No to jest wielka niewiadoma i zagadka, bo tego się nie dowiedzieliśmy. Czyżby jakiś szatański plan Spencera polega na tym, że partner/partnerka Black Cat okaże się kimś złym, przebiegłym i paskudnym? A póki, co dowiadujemy się, że panna Hardy porzuciła życie szefowej przestępczego półświatka. Lecz najistotniejsze chyba jest to, że Felicia głowi się i głowi, bo nie pamięta, kto kryje się pod maską Spider-Mana. W końcu kwestia sekretnej tożsamości Pająka była mielona przez różnych scenarzystów jak mak na świątecznego makowca, że można się w tym wszystkim pogubić. Jednak, co ciekawe, teraz Cat czuje się jakby zagubiona, bo nie wie, kim jest jej ex. Wcześniej, jak Slott pisał Spidera ta kwestia była nieistotna, Felicia miała to tam, gdzie słońce mówi dobranoc i była twardzielką, kryminalistką pełną gębą. Spencer nagle odwraca kota ogonem (ha ha! to mi się udało!) i Black Cat jest zupełnie inną osobą. Jest taka trochę jakby romantyczna, bo serwuje Pająkowi gadkę o tym, że kiedyś łączyło ich uczucie, że teraz jakby brakuje jej części jej samej i tak dalej i tak dalej. I ostatecznie Spider zdejmuje maskę i zdradza jej swoje imię, nazwiska już nie, wychodząc z założenia, że Peterów w mieście jest wystarczająco wielu. 

Na koniec Peter opowiada Mary Jane o team-upie z Black Cat i mówi jej, że Felicia znowu wie, że jest Spider-Manem. Ruda jakoś nie jest tym szczególnie ani zdziwiona, ani uradowana, ani zła. Jakoś ta ich wspólna scena nie przekonuje mnie, trochę to takie jakieś… No nie wiem, wydawało mi się, że Mary jakoś zareaguje, swego czasu była trochę zazdrosna o inne kobiety pojawiające się w okolicy Petera. A teraz jakby wzruszyła ramionami i powiedziała ok! Akceptując, co powyższe. Jednak to najciekawsze jest na końcu, bo oto znowu pojawia się Bugmaster czy jak ja go nazwałem. W jakiś dziwny sposób obserwuje Petera zdradzającego Cat swoją tożsamość. Jest wkurzony tym faktem, bo stwierdza, że Felicia nie zasługuje na to, co jej zrobił. I on wie, że Spider-Man to Peter, jednak czy wie to, bo przed chwilą zobaczył, czy wiedział to już wcześniej? Jedyne, co mogę na plus powiedzieć o Spencerze, to stworzenie tej tajemniczej i intrygującej postaci. Kim on jest, czym się kieruje, co planuje? Ciekawie, ciekawie… ale poza tym, no niestety, konsystencja komiksów Nicka Spencera z solidnej zaczyna przypominać kaszkę dla dziecka. Rozczarowuję się…

Rodzyn: Żałuję, że Spencer trochę inaczej tego nie rozplanował. Historia z MJ mogła spojonie dostać własny zeszyt, dzięki czemu lepiej podkreśonoby to, jak ważne są jej emocje, jej doświadczenia z życia z superbohaterem. Cieszy mnie, że Spencer to dostrzega i daje temu wyraz, ale co z tego wyniknie?

Sceny z Avengers? Ich głupota i sprawa telefonu Kamali mnie sczerze rozbawiła. Gdyby to było w głównych Avengers, pewnie by nie przeszło, ale w tytule o Pająku? Czemu by nie. 

Wątek Gildii Złodziei do zapomnienia, ale już naprawienie relacji Spider-Mana i Black Cat na plus. Tym bardziej, że Peter decyduje się zaufać Felicii i wyjawia jej znów swą tożsamość. To, że będąc superbohaterem, świadomy nieustannego zagrożenia, robi to w dość otwartej przestrzeni, gdzie ktoś przypadkiem by ich mógł podejrzeć, to głupota. Może to trochę w stylu Petera, ale Spencer powinien to lepiej załatwić. Tym bardziej, że jak dowiadujemy się później, ktoś rzeczywiście ich podglądał, tylko znając już tożsamość Pająka.

Kompletnie nieciekawi mnie wątek "wielkiego złego". Przez to wszystko, choć nadal wierzę w Spencera, zacząłem czekać na kolejną solową serię Pająka od Toma Taylora. Może on znajdzie świeży pomysł na Petera? Spencer dobrze zaczął, teraz dostajemy słabe zapychacza. No i gdzie rysunki Ottleya? W następnym numerze? O, to chociaż graficznie będzie przyjemniej. 


A wy co sądzicie o najnowszym numerze serii? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.