Avalon » Publicystyka » Artykuł

Naleśnikomania (vol.2) #2: Coś Nowego Tu Nadchodzi

Wszyscy pewnie spodziewają się, że napiszę coś o Stanie Lee w obliczu przygnębiającego faktu, że odszedł on z tego padołu łez. I owszem, zamierzałem napisać pewien tekst o jego twórczości. Ale zdałem sobie sprawę, że to o czym chciałem pisać to część o wiele większego tematu i nie mogę zacząć od tego miejsca, ale muszę cofnąć się jeszcze dalej, do początków superbohaterów. To większy projekt, który trochę mi zajmie. Więc tymczasem pomówmy o czymś mniejszym, co ostatnio chodziło mi po głowie.

Jak być może wiecie, mam swój Tumblr, na którym staram się promować postacie nastoletnich superbohaterów z Marvela i DC. Postacie, które nie są tak popularne jak wielkie gwiazdy i potrzebują fanowskiego wsparcia. Naturalnie więc jestem drastycznym przeciwnikiem wściekłych wrzasków jakie podnoszą się na Internecie od czasu wprowadzenia takich postaci jak Kamala Khan czy Riri Williams do kanonu Marvela. Możecie sobie więc wyobrazić moją irytację gdy doszły mnie słuchy, że ludzie, którzy nie mają nic lepszego do roboty, niż pisać eseje o tym, jak czarnoskóra nastolatka w pancerzu to najgorsza rzecz w historii komiksów z pasją godną co najmniej “ubijaniu masła”, że to tak ujmę, próbują zwracać przeciwko tym postaciom fanów innych nastoletnich bohaterów.


Andrea Benton a.k.a. Mania została wprowadzona do komiksów przez Cullena Bunna w czasie jego pracy nad przygodami Agenta Venoma. Nastoletnia gotka, której Flash Thompson ocalił życie dzieląc się częścią swojego symbionta, szybko została ulubienicą fanów. Niestety, od kiedy tamta seria się skończyła, postać została zepchnięta na boczny tor. Pojawiła się tylko w dwóch ostatnich zeszytach Venom: Spaceknight, a potem w crossoverze Venom Inc., w którym jej symbiont został skradziony i ostatecznie zniszczony. Niedawno usłyszałem od autorki fanowskiego bloga Riri Williams niepokojące stwierdzenie. Otóż, część tak zwanych “fanów”, którzy identyfikują się z toksyczną grupą ComicsGate, próbowało winą za to co spotkało Andi, obarczać Riri i Kamalę. Twierdzić, że została zepchnięta na bok by zrobić dla nich miejsce. Miałem całkiem gniewny rant na twitterze z tego powodu, po którym skontaktowała się ze mną inna blogerka, prowadząca fanowski blog o Manii. I potwierdziła, że jej też jacyś kretyni próbowali wmawiać te same bzdury. Zareagowała na to tym samym pytaniem, co ja. Co do cholery mają postacie powiązane z Tonym Starkiem lub z Carol Danvers i inhumans wspólnego z zepchnięciem na boczny tor pomocnicy VENOMA?!

Jeśli miałbym wskazywać palcami, to mógłbym wysunąć antytezę, że zupełnie inna postać odpowiada za to, że Mania została potraktowana w taki, a nie inny sposób. I jest nią Eddie Brock. Bo o ile fakt, jak małą rolę Andi miała w Spaceknight można zrzucić na inne czynniki (mianowicie, że Venom został wsadzony do Guardians of the galaxy i musiał siedzieć w kosmosie) to Venom Inc bardzo łatwo można wyjaśnić paroma słowami. Powrót Brocka do roli Venoma sprzedał się lepiej niż komiksy z Thomphsonem. Nie twierdzę, że Eddie jest lepszym Venomem niż Flash. Cholera, nawet Donny Cates dał jasno do zrozumienia, że woli Flasha a on pisze o Brocku. Ale jakość, jak zwykłem powtarzać, nie ma nic wspólnego z popularnością. Powrót Eddiego do roli Venoma był ogromnym kasowym sukcesem dla Marvela. A ze względu na to jak te wielkie firmy operują, garnitury na górze uznały, że fani nie lubili Flasha i wszystko co z nim związane musi zostać zapomniane. Dlatego Andi straciła symbionta, dlatego Flash został zabity przez Normana Osborna. To tylko teoria, ale bądźmy szczerzy, ma więcej sensu niż obarczanie winą zupełnie niezwiązanych postaci.

Z własnych obserwacji i doświadczenia mógłbym nawet rzec, że prędzej bym uwierzył w coś zupełnie przeciwnego. Mamy przykłady tego jak postaci zapomniane i porzucone przez wydawnictwo dostały kolejną szansę dzięki popularności nowych bohaterów jak Kamala Khan czy Spider-Gwen. Bo mam wrażenie, że kiedy nawet postać mająca mieć tylko mniejszą rolę w Spider-Verse była dość popularna by jej własny komiks dostał zielone światło, ktoś w wydawnictwie zdał sobię sprawę, że mają nowych fanów. I pozwolił też paru innym „ryzykownym” postaciom wystartować by zobaczyć, jak wiele ta grupa może utrzymać. Wystarczy spojrzeć na Squirrel Girl. Mówcie co chcecie o jej komiksie, ale postawmy sprawę jasno - gdyby przed 2014 ktoś mi powiedział, że Squirrel Girl będzie mieć solową serię, która będzie zbliżać się do 50 numerów i nie pokazywać żadnych sygnałów, aby miała się skończyć, wyśmiałbym go. Squirrel Girl była nikim, przykro mi to powiedzieć. Jasne, była memem, żartem, który lubiły ludki na Internecie, z którego wydawca zdawał sobie sprawę, ale tylko tym. Nie było szans by kiedykolwiek została czymś więcej. Do czasu boomu jaki wywołała Kamala i Spider-Gwen, kiedy postanowiono dać jej szansę. Szansę, której by nigdy nie miała, gdyby Marvel nie zauważył, że mają nową niszę, którą można zapełnić.



Chcecie jeszcze jeden przykład? Amadeus Cho. Postać, którą uwielbiałem w serii Incredible Hercules, a która po Chaos War wsiąknęła w limbo tak głęboko, jak tylko się da. Nawet ja byłem gotów założyć, że nigdy nie ujrzymy już tej postaci, za wyjątkiem takich drobnych występów jak w Savage Wolverine. I łamało mi to serce, bo był to dokładnie los, jakiego Greg Pak chciał uniknąć. Dlatego wciskał tego bohatera gdzie tylko można, licząc, że ktoś podłapie postać i zacznie jej więcej używać. Ale w chwili gdy przeszedł do DC, Amadeus przepadł jak kamień w wodę. Jego powrót zawdzięczamy temu, że Marvel odniósł sukcesy z postaciami takimi jak Kamala, Sam Alexander czy Miles Morales oraz z zastępowaniem swoich starych bohaterów osobami z mniej reprezentowanych grup jak Sam Wilson jako Captain America czy Jane Foster jako Thor. I osobiscie jestem szczęśliwy, że ten powrót miał miejsce. Dostaliśmy kolejny rozdział w historii Amadeusa, zdobył on nowych fanów i kontynuuje zdobywanie ich w Champions, najpierw jako Hulk a obecnie jako Brawn. Zdecydowanie jego przygody były lepsze niż cokolwiek co Banner wyprawiał od czasu World War Hulk. I zanim ktoś powie, że Immortal Hulk jest dobry, to owszem, jest. Ale po pierwsze, zobaczymy jak długo wytrwa zanim Marvel uzna, że to podejście do Hulka się nie sprzedaje i nie zrestartuje go tak, jak z jego kilkoma seriami przed śmiercią. A po drugie, to tylko dowodzi, że czego Banner potrzebował, to odłożyć go na półkę na dwa i pół roku by znów dało się go czytać. Czasami mam wrażenie, że wiele klasycznych postaci stało się potwornie nudnych dlatego, że nie daje im się odpoczynku i zawsze mają jakieś przygody, podczas gdy czasami nieco przerwy może zrobić takim bohaterom dobrze, fanom dać za nimi zatęsknić i pobudzić wyobraźnię do eksploracji nowych horyzontów, zamiast tłuc po raz setny to samo w kółko.

Hipokryzja tak zwanych “fanów” Manii przekracza granice bezczelności. Teraz jesteście fanami jej przygód z Flashem? Jaka szkoda, że kiedy jej komiksy wychodziły, to jedyne co słyszałem od tak zwanych “zagorzałych fanów”, to nieskończone jęczenie i pytania kiedy wróci Eddie. Nie było was kiedy potrzebowała fanowskiego wsparcia, nie macie prawa teraz udawać, że was coś obchodzi. Wiecie, ja sam jak Marvel jej wprowadzenie zapowiedział, będąc świeżo po lekturze Avengers Arena #10 i w stanie ABSOLUTNEJ WŚCIEKŁOŚCI zapytałem, co z tego, skoro Marvel wyrzuci ją na śmietnik kiedy tylko się znudzi nową zabawką. Ale kiedy się pojawiła, nie jęczałem jak głupek. Na moim blogu znajdziecie posty i reblogi na jej temat, co mogłem, to zrobiłem, by pomóc jej zyskać fandom. Może mogłem zrobić więcej, ale do diabła, przynajmniej dałem jej szansę. Tymczasem ci sami ludzie, którzy nigdy nie dali jej szansy, teraz udają jej fanów.

To jest zresztą typowe, zauważyłem, dla wiecznie niezadowolonych mądrali z Internetu. Wystarczy spojrzeć na Runaways. W 2015 Marvel wydał miniserię Runaways jako część Secret Wars. To był świat alternatywny, z zupełnie nową obsadą, dziejący się gdzieś na uboczu, zupełnie oderwany od czegokolwiek. Ale to był dobry komiks. Miał świetne poczucie humoru, swoisty urok, sympatycznych bohaterów. Mimo to wszystko co słyszałem od omawianego tu typu ludzi to marudzenie. To jest złe, bo nie ma oryginalnej obsady, to jest złe bo jest bardziej przygodowe, bo nie skupia się na nastoletnich problemach i nie ma tej samej dynamiki co oryginał i tak dalej i tak dalej i tak dalej. Od 2017 roku wychodzi nowa seria Runaways, w której powraca oryginalny skład grupy, a historia koncentruje się na interakcjach między bohaterami i odbudowaniu dynamiki zespołu i budowaniu na dawnych historiach. I pierwsze co usłyszałem od wspomnianych przyjemniaczków, to to, że to jest złe, nudne i za wolne. Że powinno być takie jak seria z 2015 która była zabawna i przygodowa. Zero ironii z ich strony, dodajmy. Co jest nowe, jest złe, a kiedy nie jest dłużej nowe, tylko wtedy masz prawo to lubić. To cały ich styl myślenia. 

Niektórzy ludzie zwyczajnie boją się tego, co nowe. Nienawidzą tego bo sprawia, że czują się za starzy. Bo boją się, że nowi fani przyjdą im do domu i spalą ich kolekcję czy coś. Więc szukają wymówek aby móc usprawiedliwić swoją nienawiść. Wystarczy spojrzeć jak szybko cały głupi Internet był gotów osądzać każdą jedną rzecz zrobioną przez Riri Williams i ogłaszać ją potworem i socjopatą bez szans na odkupienie i hańbą dla dziedzictwa Tony’ego Starka. Jednocześnie ci sami ludzie jakoś nigdy nie chcą dyskutować o potwornych rzeczach, które zrobił Tony. Przynajmniej nie bez wymówek jak to OCZYWIŚCIE ten scenarzysta nie rozumiał postaci kiedy go w ten sposób pisał. Co jest zabawne, bo kojarze pewną historię z Iron Manem, gdzie Tony przez swój brak ostrożności w walce z superzłoczyńcą doprowadza do śmierci cywila. Gdzie napada na innych bohaterów i niszczy ich technologię. Gdzie spuszcza lanie Steve'owi Rogersowi, gdy ten próbuje mu przemówić do rozumu. Gdzie dokonuje ataku na rządowe więzienie i niszczy pancerze jego strażników, po czym pozostawia ich bezbronnych w czasie masowej ucieczki skazańców, którą sam wywołał. Gdzie dokonuje wtargnięcia na teren Związku Radzieckiego, napada na jego agentów i morduje jednego z nich, zapewne o mało nie wywołując Trzeciej Wojny Światowej. I to wszystko nie tylko uchodzi mu na sucho, ale jest pokazane jako dobra rzecz. I to nie jest jakaś znienawidzona historyjka, której autor nie wiedział co robi. To Armor Wars, jeden z dwóch komiksów które zdefiniowały Iron Mana na długie lata. Dzisiaj uważana za klasyk. I Tony robił w niej gorsze rzeczy niż cokolwiek, co zrobiła Riri.



Lęk przed nowymi bohaterami jest tylko formą większego lęku przed zmianą. Zmiana sama w sobie nie jest dobra, ani zła, to jej wynik o tym decyduje. Wielkiej Dwójce zależy, aby wydawało się, że cały czas się zmieniają i ewoluują, ale jednocześnie boją się zaakceptować te zmiany. To dlatego postacie takie jak uczniowie z New X-Men: Academy X są trzymane jako tapeta w szkołach chociaż powinni dawno już zdać i być pełnoprawnymi członkami grupy. Dlatego są traktowani jako zupełne młokosy które nie widziały nigdy prawdziwej akcji. A przypominam, ta grupa przeżyła więcej niż wielu z tak zwanych “prawdziwych bohaterów” tej przestarzałej, podupadłej franczyzy. Jordan White powiedział wprost, że jeśli pozwolą tym dzieciakom dorosnąć, to “klasyczni X-Men” będą wyglądać jak pięćdziesięciolatkowie (1). I dlatego kiedy My Hero Academia święci sukcesy Marvel siedzi na czymś co ma potencjał trafić do tych samych odbiorców i nic z tym nie robi, bo ważniejsze jest zrobić trzecią powtórkę z Age of Apocalypse.

To powoduje paradoks. Marvel i DC boją się zmiany, ale potrzebują jej aby nie wyglądać jak skostniała banda zgredów. Marvel zbudował swój sukces na byciu bardziej na czasie niż skostniałe, konserwatywne DC lat 60-tych. Wtedy też wizerunek sztywniaków w garniturach kosztował DC tytuł króla rynku. Żadne wydawnictwo nie chce znowu być widziane jako to, gdzie nic się nie zmienia. Więc zamiast po zmianę sięgają po jej iluzję. A to oznacza dużo niszczenia i mordowania nowych rzeczy i bohaterów. Weźmy na przykład Iron Fist: the Living Weapon, które zaczyna się od śmierci nowego lidera Kun-Lun, mentora Danny’ego i ojca Davosa, którego ostatni raz widzieliśmy jak obejmował tę pozycję. Nigdy nic z nim nie zostało zrobione, ledwo został wprowadzony w tej roli, a już się go pozbyto. To żadna zmiana jeśli jedynie usuwa skutki poprzedniej, jedynie iluzja. Wielkie eventy często właśnie tym są, podobnie wszystkie historie skupiające się na mordowaniu postaci nowych, lub mniej znanych. Avengers Arena, Salvation Run, Ultimatum, Identity Crisis, Spider-Verse czy Heroes in Crisis - wszystkie wychodzą z założenia, że jeśli będą mordować na prawo i lewo, to czytelnicy dadzą się nabrać jakie to niby odważne pozycje i jak niby zmieniają status quo... zabijając postacie, które albo nie miały czasu odcisnąć swoje piętno na świecie albo nie jest ono wcale takie duże.

By nie było, sam fenomen nie jest wcale taki nowy ani nie ogranicza się tylko do Marvela. Zapytajcie fanów Jaime Reyesa, Kate Kane, Damiana Wayne’a albo Cassandry Cain, jak zachowywał się samozwańczy fandom gdy pojawili się ci bohaterowie. Ekstremalny przykład mamy w osobie Dana DiDio z DC, który nienawidzi tego, że pozwolono młodym pomocnikom superbohaterów z jego dzieciństwa dorosnąć. Jak przyznał, jest wściekły, że Dick Grayson został Nightwingiem a Wally West Flashem. Bo przez to, jego zdaniem, Bruce i Barry wyglądają jak starcy (2). Jednocześnie jednak twierdzi, że ludzie nie lubili Wally’ego póki “nie zaczął być bardziej jak Barry”(3). Nawet nie wie jak blisko a jednocześnie daleko jest od prawdy. Bo z tego co ja miałem okazję porozmawiać z fanami Wally’ego Westa, to jednym z powodów dla których go kochają jest, że mogli obserwować jak przez lata dorasta. Owszem, on się stał bardziej jak Barry, w tym sensie, że Barry był dorosły a Wally był nastolatkiem, któremu pozwolono dorosnąć. 

Nostalgia to cholernie mocny towar.

Demogorgon

Sprawdź także:


1 “A fan asks if the Academy X kids will ever make it to the main squad. White says its tough to balance things out because he doesn't want the original X-Men to be 50 years old.”  - Pierce Lydon, NYCC 2018: Marvel Comics’ X-Men, Newsarama: https://www.newsarama.com/42263-nycc-2018-marvel-comics-x-men.html

2 "The reason that I hate Nightwing is that he's getting older... The reason people like Nightwing because he aged with them. But Batman can't get older." - DiDio. DiDio is worried that one day there could be a story where Nightwing is older than Batman.” - Pierce Lydon, NYCC 2018: DC Nation, Newsarama: https://www.newsarama.com/42267-nycc-2018-dc-nation.html

3 “In my opinion...just my opinion, so, Flash fans, back off...But...I always said that Wally only got interesting when he became more like Barry in comics.(...) What’s interesting it’s a lot of the folks are the fans of Wally West because they grew up with him, the same way they grew up with Dick Grayson. And that’s why, that’s why they have this relationship. But when Wally was first the Flash, when he became the Flash after the Crisis on the Infinite Earths back in the 80s, he was a bit of an asshole. He was very self-centered, self-motivated, there was a lot about him that was unlikeable. Until they started to put characteristics that was Barry that ultimately he became much more likeable. It’s funny because you went from a character that was very, very self-centered and ultimately became very, very giving and that way he also built a family for himself, and again, it was more of a transformation to become what Barry was was when Wally became popular in my mind.” - Dan DiDio, TEEN TITANS: New Lineup + Dan DiDio Talks Essential Comics https://youtu.be/gGx16xXt6Mw, od 1:29 do 2:23.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.