Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Iron Man" - Gamart

Zanim zacznę opowiadać, jaką wspaniałą adaptacją filmową jest Iron Man, muszę zapytać. Byliście już w kinie? Nie? No to szybko idźcie, zanim przeczytacie dalej, bo pewnie parę spoilerów będzie. Zresztą, jeżeli już byliście, to idźcie jeszcze raz, a potem jeszcze raz i jeszcze. I kupcie DVD. Ok, ale dość już tego, zacznijmy tę recenzję.
RECENZJA FILMU "IRON MAN"

Zanim zacznę opowiadać, jaką wspaniałą adaptacją filmową jest Iron Man, muszę zapytać. Byliście już w kinie? Nie? No to szybko idźcie, zanim przeczytacie dalej, bo pewnie parę spoilerów będzie. Zresztą, jeżeli już byliście, to idźcie jeszcze raz, a potem jeszcze raz i jeszcze. I kupcie DVD. Ok, ale dość już tego, zacznijmy tę recenzję.

Więc co by tu powiedzieć o filmie? Osobiście uważam, że jest to chyba najlepsza adaptacja komiksu i powinna wyznaczyć trend, jak powinno się je adaptować. Zarys fabuły pewnie wszyscy już znają, ale co tam, wspomnę i o tym. Mamy więc Tony'ego Starka. Bogaty playboy, który oddziedziczył firmę po swoim ojcu i obecnie prowadzi ja razem z Obadiahem Stanem. Żyje tak, jak żyje każdy stereotypowy bogacz, czyli alkohol, kobiety i całkowity brak wyrzutów sumienia [a może dokładniej wiedzy] związanych ze sposobem, w jaki zdobył pieniądze. Właśnie, zapomniałbym, że Stark zajmuje się produkcją broni na wielką skalę. Jednak nie od tego zaczynamy naszą przygodę z filmem. Najpierw widzimy jak ten zadufany w sobie brodacz z ciętym dowcipem, podczas prezentacji swojej broni na Bliskim Wschodzie, zostaje zaatakowany podczas przejazdu i, o ironio, przed nosem wybucha mu mina jego własnej roboty, która ładuje w jego klatce piersiowej pełno odłamków, a jeden z nich zbliża się do serca. Jednak nie taki terrorysta zły, jak go malują i Tony zostaje uratowany, jednak przez operację w jego klatkę piersiową zostaje wstawiony elektryczny dynks, który działa na akumulator. Zresztą, co wam będę opowiadał, każdy z nas zna historię faceta, który w niewoli zrobił sobie super-zbroję i postanowił odkupić swoje winy przez pomoc niewinnym.

Jednak sposób, w jaki Jon Favreau przeniósł tę historie z kart komiku na ekran, zasługuje na gorące oklaski. Wszystko w tym filmie jest niesamowicie wyważone, pod tym względem jest to zdecydowanie najlepsza ekranizacja komiksu, jaką widziałem. Mamy watek superbohatera, który jednak nie zajmuje całego filmu i to sam Tony dostaje więcej czasu ekranowego. Jednak nic w tym dziwnego, ponieważ Downey Jr. zdecydowanie na to zasłużył. Facet jest najlepszym odtwórcą roli w filmie komiksowym, jaki chyba się pojawił. Niesamowicie czuje postać [może dlatego, że mieli podobną ścieżkę życiową] i doprawiając ją swoim urokiem i mimiką sprawia, że nie gra Starka, on nim JEST i kradnie większość filmu. Jednak nie tylko on lśni, film, co od dawna było wiadomo, dostał świetną obsadę i widać ten talent aktorów. Gwyneth Paltrow jest po prostu słodka w roli Pepper i widać zgranie z Downeyem, ponieważ wszystkie ich wspólne sceny wychodzą niezwykle naturalnie. Zresztą cały odbywający się w tle romans postaci wnosi dużo świeżości do gatunku i w końcu nie trzeba patrzeć na użalających sie nad sobą, nieszczęśliwych bohaterów [Spider-Man czy Superman Returns, paskudne wątki miłosne!]. Terrence Howard również zrobił to, co do niego należało. Jako Jim Rhodes wzbudza ciepłe uczucia, szczególnie, gdy obserwuje się to, jak przejmuje sie tym, co ze swoim życiem robi Tony. Ich przyjaźń została świetnie oddana, chociaż brakuje mu jakiegoś takiego pazura, ale poczekamy na sequel i pojawienie się War Machine [co jest nawet zasugerowane w świetnej scenie]. Jeff Bridges natomiast zagrał jeden z najfajniejszych czarnych charakterów komiksowych. Nie ma żadnych supermocy, ba! Na początku w ogóle ciężko dostrzec, że zrobi to, co zrobi w późniejszych minutach filmu. Jego charakter z każdą minutą filmu wzbudza w nas coraz większe obrzydzenie, jednak ciężko nawet wtedy powiedzieć, że sie go nie lubi. Ogólnie widać niezwykłe zgranie całej obsady i naturalność w kontaktach.

Co do wspomnianego wcześniej wyważenia elementów akcji. Mamy obowiązkowy origin, który jednak przeplatany jest życiem prywatnym Starka, przez co nie nudzi jak w innych produkcjach. Do tego mamy świetną, długą scenę akcji. Wspomniany wcześniej wątek miłosny również rozwija się dobrze w tle, przez co jest tylko dodatkiem i nie psuje ogólnego odbioru filmu [vide Spider-Man]. Również tłumaczenie, że "wojna jest zła, a broń zabija ludzi" nie jest nachalne i dobrze wplecione w sceny akcji i resztę wątków, przez co nie ma praktycznie patosu. Iron Man jest przedstawiony w nowy sposób, realistyczniejszy wyraźnie. Chodźby scena ucieczki z niewoli. Bohater chce ratować własne życie i postępuje z przeciwnikami, którzy używają jego broni do mordowania ludzi, w sposób bezpardonowy. On po prostu walczy o życie. Tak samo w najlepszej scenie akcji, gdy Iron Man udaje sie na Bliski Wschód. Ciężko wytłumaczyć to dokładne wyważenie wątków, po prostu trzeba to zobaczyć i samemu stwierdzić, że przeplatanie akcji, humoru, wątków miłosnych czy scen dramatycznych jest niezwykle płynne i ani na chwilę nie pozwala nam się nudzić. Cieszy również, że fabuła i sama ewolucja głównego bohatera jest logiczna [szok wywołanym siedzeniem trzy miesiące w niewoli, gdy nie miało się pewności, czy za chwilę dalej będzie się żyło, a nasze serce nie stanie i widząc jak z powodu naszej broni, na naszych oczach giną ludzie? Nie ma się co dziwić, że późniejsze działania Tony'ego były tak zdecydowane]. Warstwa dialogowa jest świetna, naturalne żarty i celne riposty. Bawiłem sie przy nich tak odbrze, jak przy "Juno" czy "Aż poleje sie krew".

Efekty specjalne i montaż również są świetne. CGI daje radę i szczerze, to sceny z nakładaniem zbroi, walką czy lotami w niej [pierwszy nocny lot, po prostu oniemiałem z zachwytu i zazdrościłem tego Starkowi bardziej, niż jego pieniędzy ;)] są świetnie zmontowane. Ciężko mi coś dokładniej powiedzieć, ponieważ nie jestem specem od efektów, ale oglądając w kinie po prostu wgniotły mnie w fotel. Tyle chyba wystarczy za ocenę. Muzyka wpasowuje się w klimat filmu, głównie pobrzmiewają rockowe kawałki. Chociaż brakuje w jakiejś scenie akcji "Iron Mana" Black Sabbath, ale nie można mieć wszystkiego. Soundtrack na pewno warty przesłuchania.

Twórcy filmu nie zapomnieli również o takich fanach postaci, jak ja i cały jest on przesiąknięty nawiązaniami i puszczaniem oka w stronę znających komiks. Mamy wspomnienie o technologii repulsora, świetne nawiązanie do War Machine, Stane mówiący o ich firmie jak o "Iron Mongers" czy coś, dla czego warto zostać całe napisy. Samuel L. Jackson, jako Nick Fury zapowiadający Projekt Avengers. Po prostu zawał na miejscu! :D Widać, że reżyser i cała obsada podeszli do komiksu i postaci z szacunkiem. Niesamowite wyważanie wątków, szacunek dla inteligencji widza, świetna obsada i efekty tworzą wspaniałą całość, na której każdy będzie się dobrze bawił. Możesz nie znać komiksu, film i tak Cię zachwyci. Dużo spodziewałem się po Iron Manie, jednak końcowy efekt mnie zaskoczył zdecydowanie. Nic, tylko oglądać, bo to kawałek niesamowitego kina jest, ot, co.

Gamart
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.