Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Hawkeye kontra Deadpool

Co prawie zawsze przynosi frajdę z czytania komiksów o superbohaterach? Odpowiedzi pewnie będzie kilka, ale pewnie niektórzy z was pomyślą o team-upie. No i właśnie to miałem na myśli. Z reguły dostajemy przygody dwóch herosów, którzy w jakiś sposób są ze sobą powiązani. W przypadku tego komiksu, ich związek jest do d*^y nie podobny, obaj są różni jak dzień i noc. Oczywiście mowa tu o duecie Deadpool – Hawkeye… chociaż z czasem mamy trójkąt. No, ale to nie takie istotne. 

No właśnie, Deadpool… Duggan pisze go w ciekawy i zabawny sposób, który przypadł mi do gustu. Jednak mam wypaczony obraz Deadpoola przez jego filmową kreację i widząc Wade’a mam wrażenie, że to Ryan Reynolds. Oczywiście to nie ujma dla zespołu tworzącego ten komiks, ale jakoś tak bardzo ten aktor przypasował mi do tej roli, że go utożsamiam z tą konkretną postacią. Dziwne, że nie mam tak samo z Jeremym Rennerem. No właśnie, Renner to filmowy Hawkeye, czyli drugi z herosów występujących w tym komiksie. Członek Avengers, wyborowy strzelec i człowiek opanowany a także precyzyjny, tak inny od impulsowego, czasami bezmózga, jakim jest Deadpool. Co może wyjść z takiego duetu? Oczywiście poza kupą śmiechu… 

Komiks opowiada o pewnym Halloween, kiedy to dzieciaki wyruszają na poszukiwania słodyczy. Jednym z takich dzieciaków jest córka Deadpoola, nie mogło więc zabraknąć Wade’a. A skoro dzieciaki to jest jeszcze agentka Preston i jej pociechy. Więc prawie jedna wielka rodzinka. Oni buszują po mieście polując na łakocie, natomiast do Bartona przychodzi koleżka szukający u niego pomocy. Clint każe mu spadać, a później znajduje jego trupa. Obecny na miejscu Deadpool mimo sprzeciwów i protestów byłego Avengera postanawia na swój sposób pomóc w śledztwie. Chyba nie muszę mówić, że to nie będzie łatwa współpraca, co? Biorąc pod uwagę charaktery i metody obu herosów możemy się domyślić, że raczej będą mieli pod górę. No i przede wszystkim możemy się spodziewać humoru… A skoro mowa o humorze i generalnym naśmiewaniu się, to pada tu żart czy dwa odnośnie głuchoty Hawkeye’a. Nawet nie wiedziałem, że stracił słuch! Ale w końcu nie śledzę jego przygód, więc nic dziwnego, że mnie coś ominęło. Dobra, było krótko o głównych bohaterach, więc należy też wspomnieć o pozostałych postaciach pojawiających się na łamach niniejszego komiksu. Pojawia się również Hawkeye… No poważnie! Nie, to chodzi o tego Hawkeye’a o którym właśnie pisałem. Nie, nie piszę o tym drugi raz, żeby natłuc więcej znaków w recenzji. Jest Hawkeye i Hawkeye. Powoli, spokojnie, nie denerwujcie się! Jest Hawkeye-Clint Barton i jest Hawkeye – Katie Bishop. Już? Zrozumiano? To dobrze. Poza nimi, pojawiają się również znani z Deadpoolowej serii Benjamin Franklin, Preston, Michael Hawthorne oraz Adsit. 

Mimo w sumie niezbyt skomplikowanej fabuły, bo chodzi o pewne tajemnice pewnej wielkiej organizacji (nie będę wam przecież wszystkiego pisać i podawać na tacy! Przeczytajcie sami!) zaskakuje mnie dobór czarnych charakterów. Lekarz, który wykorzystuje czubków, aby robić im pranie mózgu i robić z nich swoje marionetki? I to działający dla pewnej kobiety, która była złodziejką, kochanką i partnerką Spider-Mana a obecnie rządzi światem przestępców i ma ochotę zrobić z Pająka sieczkę. Nie spodziewałem się zobaczyć jej w takiej roli. Jednak nieco nie podobało mi się, w jaki sposób scenarzysta pokazał Cat. Jej relacje z przydupasami wyglądają jak wyjęte z niezbyt udanej komedii. Rozumiem, że Duggan postawił nie tylko na akcję, ale też i na humor, jednak mam co do tego pewne „ale”. Jest też znana nam (chociażby z drugiego sezonu Iron Fista) Typhoid Mary. I tutaj Duggan nieco się nie postarał, bo chociażby w walce ze Spiderem czy DD, Mary walczyła z nimi jak równy z równym… tutaj jakoś Barton i Wilson radzą sobie z nią zbyt łatwo i zbyt szybko. 

Hawkeye kontra Deadpool to komiks o duecie superbohaterów, któzy mimo, że są tak różni, to współpraca idzie im nad wyraz dobrze. Mamy tu dużo akcji, płynnej i szybkiej, żadna postać nie wydaje się być wrzucona tu na chama i na siłę. No i największym plusem jest oczywiście humor. Pod względem graficznym również jest bardzo ładnie, rysunki są proste i przejrzyste, w pełni oddają dynamikę akcji. I powiem, że duet Jacopo Carnagni – Matteo Lolli świetnie sobie poradził z mimiką postaci. Domyślam się, że w tym tomie są nawiązania do serii Fractiona o przygodach Hawkeye’a, jednak moja nieznajomość nie pozwoliła mi wyłapać tych smaczków. Ale pewnie wam się to uda! 

Polecam lekturę tego komiksu: fanom Deadpoola, fanom Hawkeye’a (jego lub jej) a także fanom komiksów z humorem. To kawał dobrej i zabawnej lektury. A to się może przydać, zwłaszcza, że za oknem pojawił się właśnie śnieg. 

Dengar

Hawkeye kontra Deadpool
Scenarzysta: Gerry Duggan 
Ilustrator: Jacopo Camagni, Matteo Lolli 
Kolory: Cristiane Peter, Nick Filardi 
Tłumaczenie: Marceli Szpak 
Wydawca: Egmont 
Liczba stron:120 
Cena okładkowa: 39,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.