Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Ultimate Spider-Man tom 2

Po fenomenalnym moim zdaniem pierwszym tomie o przygodach młodego Spider-Mana nadszedł w końcu czas na kolejny tom. I przyznam się bez bicia, że na niego czekałem i czekałem, aż w końcu się doczekałem. Bo bez przesady powiem, że Bendis i Bagley zrobili coś zarąbistego. I całe szczęście poziom ich zarąbistości utrzymuje się nadal, choć za nami już trzynaście zeszytów (czyli cały pierwszy tom). Oto w moje łapki trafił tom drugi, a więc kolejne czternaście zeszytów, od lektury których po prostu nie mogłem się oderwać. 

Wszystko ładnie zamyka się w jedną całość. Spider-Man wciąż uczy się żyć ze swoimi mocami i pogodzić bycie Peterem Parkerem-nastolatkiem z byciem superbohaterem. No nie oszukujmy się, ma ciężki orzech do zgryzienia. Nieźle trzeba się nagimnastykować, aby wcisnąć rodzicom/opiekunom/nauczycielom kit, dlaczego ma się podbite oko, zwichnięty bark czy cokolwiek może spotkać bohatera podczas akcji. Parker sobie radzi, skutecznie okłamuje wszystkich dookoła (no może poza MJ, bo ona już wie, że lata w masce i rajtuzach). W pierwszym tomie Spidey miał lekko, ba, to było jak kradzież dziecku cukierka. Tutaj nie ma już tak łatwo. Tutorial się skończył, rozpoczęła się prawdziwa gra! (za wyjątkiem Kravena, bo on okazuje się być tutaj niezłym cieniasem). Ale pojedynek z Zielonym Goblinem i Doktorem Octopusem to już prawdziwa głęboka woda! Jeśli kiedykolwiek Peter myślał, że będzie łapać drobnych złodziejaszków, pseudo-zbirów pokroju Shockera czy sklepie ryja pożal-się-boże-gwieździe z jakiegoś reality show, to się grubo mylił. Oj grubo. 

Bendis do świata Ultimate wprowadza nowych bohaterów: Nicka Fury’ego oraz Gwen Stacy, którzy na pewno odegrają większą rolę w życiu Pająka. Poza nimi, już bardziej w formie ukłonu do Ziemi-616, scenarzysta wspomina o takich postaciach jak: Justin Hammer, Sharon Carter, Sandman czy profesor Warren. Kto wie, może i oni zawitają na dłużej? Tego nie wiem, jedynie co do wspomnianej wyżej dwójki jestem pewien. Muszę przyznać, że Bendis pisze Gwen bardzo ciekawie. Jest to silna kobieta, z charakterem i pewnymi zasadami. Mam wrażenie, że w Amazing Spider-Man Gwen była nieco głupiutka i uległa, tutaj jest jej przeciwieństwo. Widzimy też, że między Peterem a Gwen coś iskrzy albo przynajmniej zaczyna - zakładam więc, że będziemy mieli miłosny trójkąt Peter-MJ-Gwen w kolejnych zeszytach. Ale nie uprzedzajmy faktów, to tylko moje spekulacje. Co do pisania postaci, wspomniany Octopus jest rozpisany dobrze i ciekawie, jego tragiczna geneza doprowadza do konfrontacji ze Spider-Manem, co z kolei owocuje… A guzik, nie powiem! Natomiast Zielony Goblin kieruje się dość dziwnymi motywami. Moim zdaniem ma to pokazać, że Oz namieszał mu w psychice i ją rozbił w drobny mak. Ośmielę się stwierdzić, że chyba Goblin wypada tu lepiej niż w niektórych historiach z Amazing Spider-Man. Za to Kraven rozczarowuje, i to bardzo. Trochę szkoda, że Bendis zrobił z niego tak płytką i beznadziejną postać. 

Wspominałem o „przemyceniu” postaci, ze świata 616 do Ultimate. Warto podkreślić, że pisząc o Zielonym Goblinie, Bendis przedstawia nam tu klasyczną i wręcz kultową scenę na moście. Z tą różnicą, że Peter ratuje nie Gwen Stacy, lecz kogoś innego. I mimo, że znam tę scenę doskonale to czytając czułem dreszcz biegnący mi wzdłuż kręgosłupa. Jest w tym jakaś moc i energia. 

Dowiadujemy się tu również, dlaczego Fury ma na pieńku z Osbornem. A skoro o Nicku mowa, nie wspominałem o tym, jak jest pisany, bo w sumie jeszcze nie mam wyrobionego zdania. Jest ukazany jako... dupek. Mimo władzy, jaką ma, mimo wszystkich środków, jakimi dysponuje, jest dupkiem. Z jednej strony go rozumiem, trzyma się zasad i reguł, z drugiej mógłby być bardziej ludzki. Jednak to, co mówi Peterowi w twarz… no mocna rzecz. Nie spodziewałem się po nim takiego zachowania i wcale się nie dziwię, że Parker jest tym, no cóż, załamany. Bendis umie pisać porządne komiksy. Zaskoczył także pewnym twistem, a całość po prostu mnie zachwyciła!

Przejdźmy teraz do strony wizualnej. Świetny scenariusz to tylko połowa sukcesu, dobra oprawa graficzna sprawia, że opowiadana historia jest atrakcyjniejsza dla czytelnika. Jak już wspominałem, rysunki to działka Marka Bagley’a, który wygląda na to, świetnie odnajduje się w świecie Ultimate. No mógłbym go zachwalać i zachwalać, ale w jego pracy podoba mi się absolutnie wszystko: postacie, otoczenie, dynamika. Kraven przypomina swój odpowiednik w 616, Otto jest trochę bardziej nowoczesny, natomiast Green Goblin przypomina dosłownie potwora. Jest ładnie, pięknie wręcz. Dla świetnych rysunków i ciekawej, odświeżonej historii Spider-Mana warto sięgnąć po ten komiks. 

Gorąco polecam i czekam na kolejny tom! Zwłaszcza, że okładka zapowiada pojawienie się pewnego czarnego, przypominającego gluta przeciwnika Pajęczaka! 

Dengar
Ultimate Spider-Man tom 2
Scenariusz: Brian Michael Bendis 
Rysunki: Mark Bagley 
Kolory: Transparency Digital 
Przekład: Marek Starosta 
Wydawca: Egmont 
Stron: 348 
Cena: 99,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji.

Sprawdź także:


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.