Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Astonishing X-Men tom 1

Jak już chyba gdzieś wspominałem, wielkim fanem mutantów nie jestem. Znam kilka kluczowych postaci, wiem mniej więcej, co u nich obecnie słychać, ale nie zagłębiałem się w ich przygody publikowane w przeszłości. Dlatego chętnie sięgnąłem po polskie zbiorcze wznowienie pierwszych dwóch tomów Astonishing X-Men wydanych przez Mucha Comics. Seria rozpoczęta w 2004 roku autorstwa Jossa Whedona (scenarzysty takich seriali jak Buffy: Postrach wampirów i Agenci T.A.R.C.Z.Y. czy reżyser filmów Avengers oraz Avengers: Czas Ultrona). A więc powinniśmy spodziewać się czegoś naprawdę porządnego. Czy tak też jest?

Po pierwszych dwóch odrobinę niepokojących - ale również intrygujących – stronach przenosimy się do Instytutu Xavera i towarzyszymy wracającej tu Kitty. Jak się dowiadujemy, szkoła została otwarta i rozpoczyna się nowy „rok szkolny” dla młodych mutantów. Wśród kadry nauczycielskiej znajdziemy takie persony jak Emma Frost, Cyclops, Beast, Wolverine czy właśnie wspomniana chwilę wcześniej Kitty. I pewnie wszystko byłoby ładnie i pięknie, ale sielanka nie może trwać wiecznie. Wtedy komiks byłby nudniejszy niż flaki z olejem. Dlatego między Summersem a Loganem zgrzyta i chodzi oczywiście o zmarłą Jean, obiekt westchnień obu mutantów. Klasyczne mordobicie obu przyjaciół-rywali umili lekturę tego komiksu i poniekąd doprowadzi do rozmowy całego zespołu. Zadecyduje to o o przyszłości X-Men. 

No właśnie, X-Men… Formalnie przywódcą jest Cyclops, jednak nie można pozbyć się wrażenia, że robi i mówi to, co mu powie obecna ukochana, Emma. Czy Scott jest pantoflem? Kto wie, może ma takie zapędy, nie mniej jednak decyduje się przywrócić X-Men do czynnej służby. Chce, aby X-Men pomagali ratować ludzi, pomagać przy katastrofach, aby ludzie postrzegali ich jak Avengers czy Fantastyczną Czwórkę. Whedon porusza drażliwą dla mutantów kwestię: non stop są postrzegani jako zagrożenie, oceniani przez pryzmat działań Magneto a nie na ich dobre uczynki. Okazja do kolejnego zdarza się nadzwyczaj szybko. X-Men wyruszają odbić zakładników, wziętych na celownik przez niejakiego Orda z Breakworld. A jakby tego było mało, dr Kavita Rao, znajoma Henry'ego McCoy'a, ogłasza, że opracowała lek, dzięki któremu mutanci mogą pozbyć się swoich mocy. Od razu przyszedł mi do głowy film X-Men: Ostatni bastion, gdzie widzieliśmy identyczny motyw, bo jak się okazuję, to z niego go zaczerpano. Tak czy siak, historia nabiera tempa. Część młodych uczniów chce pozbyć się mocy, nawet jeden z nauczycieli zastanawia się, czy nie zażyć leku. 

Lek na mutację pozwala scenarzyście pokazać relacje między bohaterami oraz ich rozterki, co z kolei sprawia, że wszyscy herosi są żywi i przekonujący, nie są płaskimi rysowanymi ludzikami. Co więcej, kolejne zeszyty są coraz bardziej zaskakujące. Mutanci nie tylko muszą poradzić sobie z lekiem, kosmitą chcącym ich zniszczyć, ale także zmierzą się z powrotem jednego z nich oraz stawią czoła zagrożeniu, z jakim do tej pory nie mieli styczności. I tu należy pochwalić scenarzystę, bo Joss Whedon nie poszedł na łatwiznę, nie wygrzebał jakiegoś starego, zapomnianego wroga X-Men i nie dokoksował go tak, aby stanowił dla nich prawdziwe zagrożenie. Nie, nie… autor wymyślił nowe zagrożenie dla mutantów i muszę przyznać, bardzo mu się to udało. Kupuję genezę tego „złoczyńcy” i przyznaje, że jego (a raczej jej) postać jest interesująca i intrygująca. Dialogi Whedona są świetne, a zwroty akcji zaskakują. Umiejętnie dawkuje napięcie, co sprawia, że chce się szybko przeskoczyć na kolejną i kolejną stronę. Cały komiks ma ciut ponad 300 stron a przeczytałem go błyskawicznie i z zaskoczeniem zorientowałem się, że patrzę na tylną okładkę. Mógłbym się jedynie przyczepić do kreacji Logana, który tutaj został spłaszczony do bycia miłośnikiem piwa. Drobny minus na tle prawdziwego sztosu. 

Ale dość o scenarzyście, bo nie tylko on tworzy ten komiks. Trzeba wspomnieć o Johnie Cassaday’u, który odpowiada za szatę graficzną. Połączenie jego rysunków i scenariusza Whedona tworzy komiks moim zdaniem wyśmienity. Może nie każdemu może spodobać się, że Cassaday skupia się tylko na postaciach a drugi plan w jego wykonaniu jest dość skromny, ale według mnie dobrze dopracowane postacie są kluczowym elementem. Poszczególne kadry nie są przepełnione zbędnymi elementami, które odrywają nas od herosów i złoczyńców; są wyraziste i przejrzyste, co współgra ze scenariuszem. Sceny akcji są dynamiczne, bardzo ładnie narysowane, że aż można sobie wyobrazić jakby to był film animowany na stopklatce. Jestem bardzo, bardzo zadowolony! 

Komiks ten był naprawdę dobrą lekturą, przy której bawiłem się bardzo, bardzo dobrze. Czytałem z zapartym tchem i chłonąłem każdy dialog napisany przez Jossa oraz każdy kadr narysowany przez Johna. Brawo, panowie! Kawał dobrej, ba, świetnej roboty! Nie mogę się doczekać aż w moje ręce trafi drugi tom! Przyznam, że walka na Genoshy bardzo przypadła mi do gustu. No i chyba zaczynam darzyć X-Men większą sympatią. 

Dengar

Astonishing X-Men tom 1
Scenariusz: Joss Whedon 
Rysunki: John Cassaday 
Kolory: Laura Martin 
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz 
Wydawnictwo: Mucha Comics 
Liczba stron: 304 
Cena: 99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz do recenzji.

 
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.