Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z października 2018

avalonpulse0.png


Jedno z obszerniejszych podsumowań ostatnich miesięcy, masa opinii o kolejnych numerach starych serii, kilka nowości, sporo one-shotów. Co wypadło najlepiej, a po co nie warto sięgać? Przejonajcie się sami.


Cosmic Ghost Rider #4 

Dengar: Donny Cates pokazuje, że umie pisać komiksy i że robi to dobrze. Sam nie wiem, czym dokładnie ujęła mnie jego historia o kosmicznym Ghost Punisherze. Ale muszę powiedzieć, że czyta się łatwo, szybko, przyjemnie i chce się więcej. Zwłaszcza, że nasz tytułowy bohater został postawiony przed zadaniem tak nierealnym i niewykonalnym, że człowiek aż płonie z ciekawości jak to się wszystko zakończy. Bo skoro nie mógł zabić baby Thanosa… i postanowił go wychować… to czy może wyjść z tego coś dobrego? O samym Punisherze można powiedzieć wiele, że kochał rodzinę... i to chyba jedyny plus, bo reszta to zabijanie, torturowanie, okaleczanie, więcej zabijania. Jak ktoś taki może wychować istotę tak potężną jak Thanos? W poprzednim numerze widzieliśmy, że nie można. I ten numer nas w tym utwierdza. Znaczy okey, Frank dobrze wychował berbecia, ale ten wszystko przekręcił i stał się tyranem. Co ciekawe, oferuje swemu ojcu, aby ten do niego przystał i był jego heroldem.  Ale i tak, dialog baby Thanosa z Frankiem na widok Thanosa-Punisherza wymiata! Donny Cates, liczę na ciebie! Czekam na kolejny zeszyt!


Shatterstar #1 (of 5)

Krzycer: Kurczę. Całkiem szczerze, wolałbym przeczytać calą miniserię o Shatterstarze - landlordzie, bo to był zdecydowanie świeższy pomysł niż końcówka, która wciągnie go w kolejny powrót do Mojoverse. (Ok, tak całkiem szczerze to chyba nie czytałem dotąd takiej historii o Shatterstarze... ale czytałem ileś takich o Longshocie). Ale przynajmniej inny wróg na stołku reżysera spektaklu może sprawi, że wyjdzie z tego coś nieco innego niż zwykle? 


What if... X-Men #1
 
Krzycer: Ojej, jakie to było nijakie. Praktycznie jedyny prawdziwie cyberpunkowy motyw pojawia się w końcówce. Która jest na swój sposób jeszcze bardziej chaotyczna od reszty, bo nagle na jeden splashpage pojawiają się X-Men, a potem jeszcze dostajemy w ramach dodatku biosy członków zespołu... zespołu, którego praktycznie nie ma w tym zeszycie, więc... nic nie rozumiem. Ktoś wymyślił tych X-Men cyberprzestrzeni i uznał to za na tyle ważne, by zamieścić ich biosy... ale nie dość ważne, by napisać komiks o nich? 


Weapon X #24 
Krzycer: Sceny z Sabretoothem i M są sympatyczne. Reszta - niewiele tu fabuły, a walka nie jest jakaś porywająca, więc w sumie nie ma o czym pisać. 
A szkoda, bo Stryker zawierający pakt z diabłem to pomysł, który zasługiwał na to, by poświęcić trochę miejsca antagoniście. A tak zostaje tu sprowadzony do pojedynczego infodumpu. 


X-Men Black: Magneto 

Krzycer: To mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyło. To najbardziej koherentna historia, jaką Claremont napisał w ramach licznych powrotów do X-Men od jakichś dziesięciu lat. Nie jest szczególnie skomplikowana, no i - jak to u współczesnego Claremonta - jedzie na pewnych schematach... ale ma ręce i nogi, dobrze się czyta, nie jest zalana tonami tekstu. Jestem pozytywnie zaskoczony. 
Poza tym Claremont ma taką fajną cechę, którą chętnie widziałbym u innych marvelowych scenarzystów - choć podobnie jak prawie wszyscy inni uwielbia sięgać po swoje stare zabawki, to nie ma oporów, żeby korzystać też z zabawek, które dorzucili do piaskownicy inni twórcy, takich jak ONE czy Briar Raleigh. 
Jedyny autentyczny zarzut, jaki mam, to to, że zabrakło mi jakiejś reakcji Magneto na słowa chłopaka z obozu. 
Do tego mamy pierwszy z pięciu backupów, które złożą się na historię o Apocalypsie. Tutaj dostajemy tylko wprowadzenie - tak naprawdę dopiero ostatni kadr mówi, o czym ta historia tak właściwie będzie. I, muszę przyznać, ten ostatni kadr mnie zaciekawił. 
A poza tym mam tylko żal, że oto po 12 latach (!) powraca jedyny, prawdziwy Apocalypse, nie żaden doppelganger z innego wymiaru czy przeniesiony w czasie z odległej przyszłości czy przeszłości... i nic nie wskazuje na to, by ktoś miał się zająknąć na temat tego, co się z nim właściwie działo odkąd w 2006 porwali go Celestiale. Trochę to słabe. Ale kto wie, może zanim ta historia się skończy, otrzymamy wyjaśnienie. Tylko na razie nic na to nie wskazuje.



Exiles vol. 3 #9 

Krzycer: Ten komiks nigdy nie będzie miał mniej tekstu, prawda? Choć mam wrażenie, że i tak jest trochę lepiej. Do tego przynajmniej akcja toczy się wartko i wszystkie te wątki z baśni tysiąca i jednej nocy zostają szybko rozwiązane... kompletnym zbiegiem okoliczności, w którym wszyscy bohaterowie znajdują się w jednym miejscu, ktoś się ratuje poza kadrem i nic z tego nie ma wyjaśnienia (poza Blink i Natem, im przynajmniej magiczny dywan daje wymówkę). 

I teraz tak - taki problem z logiką opowieści to drobiazg, który nie powinien przeszkadzać, jeśli wychodzi z tego dobra historia. Tylko jak zwykle mam tu problem, bo Exiles nie są taką znowu dobrą historią. Są ok. Są w porządku. Ale to trochę za mało, żeby te głupie drobiazgi nie przeszkadzały. 


Iceman vol. 3 #2 

Krzycer: A propos problemów z logiką opowieści, które nie przeszkadzają, jeśli wychodzi z tego dobra historia - no więc okazuje się, że Iceman jest teraz odporny na telepatię w lodowej formie. 
Różnica między Icemanem i Exiles jest taka, że tutaj faktycznie wychodzi z tego dobra historia. Dobra, choć mocno zaskakująca, biorąc pod uwagę, że to swego rodzaju sequel do... ongoingu Emmy Frost z 2003 roku? Wykorzytujący postaci których, o ile wiem, nie widzieliśmy od 15 lat? 
Zresztą to nie jedyne archeologiczne grzebanie w continuity, bo mamy tu też parę nawiązań do historii, w której Emma pożyczyła sobie ciało Icemana. Gdzieś w latach 90. 
Po dwóch zeszytach mam wrażenie, że Sina Grace zaliczył zwyżkę formy. Poprzedni run miał potencjał, który tak naprawdę został wykorzystany może w dwóch zeszytach z całej serii. Tutaj zaczyna się to dużo lepiej. No i podoba mi się to, że na razie mamy do czynienia z historiami zamkniętymi w pojedynczych zeszytach, połączonych tylko pozostającym w tle wątkiem działań Sinistera. 


X-23 vol. 4 #5 

Krzycer: Tu z kolei mamy finał pierwszej historii nowego runu. I tak się szczęśliwie złożyło, że finałowy numer jest najlepszy z całej historii, więc teraz nieco bardziej optymistycznie podchodzę do tej serii. 
(Ale to będzie tydzień pod znakiem "niepasujące detale lub rozwiązania fabularne znikąd, które mimo to nie przeszkadzają", bo tu z kolei - tak jak przez całą tę historię - trzeba zaakceptować to, że autorka zignorowała wszystko, co działo się z Kukułkami od zakończenia runu Morrisona...). 


X-Men Black: Mojo 

Krzycer: Ha, ten one-shot w sumie też pasuje do tematu tygodnia. Tu co prawda nie ma pojedynczego faktu, który nie pasuje, trzeba za to zaakceptować przedstawienie Mojo jako w głębi duszy pociesznego nieudacznika, który potrafi się beznadziejnie zakochać. 
I wiecie co? Akceptuję to w pełni, bo historia, która z tego wyszła, jest przesympatyczna. A dobranie mu Globa jako kumpla, która sam przechodził podobne historie (i to całkiem niedawno) to strzał w dziesiątkę. 
Backup o Apocalypsie rozwija się nieco za wolno, więc na razie nie bardzo jest o czym pisać. Pomysł jest ok, zobaczymy co dalej.


Infinity Wars #4 

Krzycer: O kurczę, to chyba moje ulubione deus ex machina w historii komiksów Marvela. W sumie nie wiem, co mi się w nim najbardziej podoba - to, jak jest bezwstydne czy może to, ile czerpie z komiksów Aarona - zarówno najnowszych, jak i sprzed niemal dekady. 
Potem numer przypomina środek House of M i zbieranie ekipy, ale przynajmniej tutaj mamy to z głowy po dziesięciu stronach. W dużym skrócie - Infinity Wars wciąż czyta się bardzo przyjemnie. A do tego mamy tu Emmę w pozytywnej roli, a bardzo mi tego brakowało po IvX.


Astonishing X-Men vol. 4 #16 

Krzycer: Rosenberg wciąż pisze to spoko - komediowy akcyjniak fajnie mu wychodzi i w sumie jest to styl, którego... nie wiem, nie było dotąd w X-Men? Poboczne tytuły, miniserie i inne takie szły tymi torami, ale nie kojarzę runu o X-Men, który tak bardzo szedłby w stronę komedii typu "buddy cop movie". 
Tymczasem Land rysuje to... niepokojąco. Nie wiem, zdążyłem go już pochwalić przy którymś z poprzednich numerów, że jest lepiej niż zwykle, ale w tym numerze wracamy do standardów. A nawet gorzej, bo nagle pojawiają się błędy anatomiczne, zaburzenia proporcji sylwetek i inne tego typu rzeczy, których dotąd nie kojarzyłem z Landem. Nie wiem czy przestał kopiować czy zaczął sklejać sylwetki z dwóch różnych kopiowanych zdjęć i stąd te zaburzenia... 


Mr. And Mrs. X #4 

Krzycer: Tu z kolei jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tempem tej historii. Thompson zdążyła bardzo dużo upchnąć w tych czterech zeszytach - między innymi dlatego, że rozsądnie zostawia niektóre rzeczy poza kadrem (jak np 3/4 ucieczki z Chandilaru). 

W każdym razie - jeśli lubicie komiksowe przygodówki, jeśli lubicie X-Men latających w kosmos (ale na wesołe przygody, nie na epickie wojny i zjadanie planet) - to jest jedna z najlepszych takich historii od lat. No i Thompson pisze Gambita i Rogue jako funkcjonalną parę, a szczerze mówiąc nie byłem pewien, czy to możliwe. Oni zawsze byli fajni na etapie flirtu, ale gdy już ze sobą faktycznie byli - wypadali fatalnie. A tu proszę, da się. 


Old Man Logan vol. 2 #49 
Tu z kolei nic mnie pozytywnie nie zaskakuje, mam już serdecznie dość tego komiksu. Gdyby to chociaż była podbudówka pod wielki finał, w którym Maestro i OMLogan zabiją się nawzajem czy coś takiego - ale nie, w końcu mamy zapowiedzianą osobną serię o śmierci Staruszka. 

Btw rozglądałem się po różnych wiki, żeby zrozumieć, czy ten Maestro jest oryginalnym Maestrem czy może jakąś inną wersją, którą już kiedyś widzieliśmy i... jeśli wierzyć internetom, w teraźniejszości 616 utknęły potencjalnie aż cztery różne wersje Maestra? 

Bo tak: oryginalny trafił do wydarzeń z originu Hulka i oberwał bombą gamma, po latach jego ciało się zregenerowało, a potem przysypała go jakaś lawina i już go nie widzieliśmy. Ale bądźmy szczerzy, parę kamyków to dla niego pryszcz. Inny przybył do teraźniejszości za Miguelem O'Harą w ostatniej serii Spider-Man 2099 Davida. Maestro z Secret Wars był w Contest of Champions i utknął w kolekcji Collectora. A do tego jest jeszcze ten z Old Man Logan. Nawet jeśli postanowimy to uprościć i założymy, że ten z OML jest np tym z SM2099, to wciąż zostajemy z trzema osobnymi Maestrami... 

To jest dobre ćwiczenie na one-shota - wymyślić scenariusz, w ramach którego ci wszyscy Maestrowie są jednym Maestrem w różnych punktach jego życia. A jeśli nie na one-shota to przynajmniej na no-prize'a. 


X-Men Black: Mystique 

Krzycer: XMB: Magneto pokazał nam Erika w jego obecnym stanie - takiego, który zerwał z ideałami X-Men (zgodnie z finałem X-Men Blue), ale który kontroluje się bardziej niż zwykle, gdy jest w trybie pełnego złoczyńcy. XMB: Mojo pokazało Mojo z zupełnie nowej strony. 

XMB: Mystique pokazuje nam "dzień z życia Mystique", która robi to, co zwykle robi Mystique... i z jednej strony jest to całkiem niezła historyjka o tym, jak Raven aranżuje pewną sytuację, by wykończyć budynek pełen ludzi tak, by nikt ją z tym nie powiązał. To jest spoko. Ma w tym nawet pewien cel, choć jej motywacje w sumie nie interesują scenarzysty, więc zasadniczo wszystko sprowadza się do tego, że "w budynku było coś, na czym jej zależało". 

(Um. To po co właściwie wymordowała wszystkich pracowników? Tylko po to, żeby zatrzeć ślady? Mystique nie kojarzy mi się z mordowaniem na taką skalę, z tak błahego powodu). 

Poza problemami ze szczątkową motywacją postaci mamy tu jeszcze narrację, która w całości opiera się na tym, że Raven porównuje to, co robi, do aktorstwa. I rany boskie, to jest metafora do wykorzystania raz, góra dwa, ale nie do okładania nią po głowie przez cały zeszyt. Zwłaszcza, że to chyba pierwszy raz, gdy ktoś tak przedstawia Mystique? I jasne, chwaliłem XMB: Mojo za praktycznie kompletne przepisanie Mojo... tylko tam to było konieczne, żeby opowiedzieć tę konkretną historię. A tutaj jest to tylko detal, który praktycznie niczemu nie służy. 
Więc tak, to na razie najsłabszy z tych one-shotów. A przy tym wciąż nie był zły, po prostu... jego poszczególne elementy nie do końca łączą się ze sobą w sensowną całość. 
Back-up o Apocalypsie przestał mnie interesować. Po pierwszych dwóch odcinkach myślałem, że pomysł na historię polega na tym, że Apocalypse traci swoją mutację, zamienia się w człowieka i musi się zmierzyć z wrogim światem by, nie wiem, udowodnić, że nawet bez mocy jest dość silny, by przetrwać. 
I w sumie historia może wciąż tam zmierzać, tylko z jakiegoś powodu nie skończyło się na przemianie w człowieka, teraz Apoc jest małpoludem i... um... po co? Czemu? Co to wnosi?


Runaways vol. 5 #14

Misiael:
Gdyby Rowell była słabszą scenarzystką, mocno przeszkadzałoby mi jej uparte odmawianie stworzenia czegokolwiek choćby przypominającego nadrzędny wątek fabularny, wyciąganie z szafy starych pomysłów, ignorowanie/wypychanie z obsady wszystkich bohaterów, którzy dołączyli do drużyny po odejściu Vaughana... ale nie przeszkadza. To nadal jest dobry komiks utrzymujący uwagę czytelnika, angażujący emocjonalnie i nieźle narysowany (choć nie ukrywam, że czekam na powrót Anki). 


Shuri #1 

Misiael: Przepięknie narysowany i dość mocno przeładowany tonami nie zawsze dobrze napisanego tekstu, ale zdecydowanie ma swój, trochę oldskulowy urok.


Infinity Wars: Arachknight #1 

Krzycer: Chciałem wyróżnić ten komiks spośród innych Warpsów, bo Hopelessowi udało się tu stworzyć naprawdę fajną i - co ważniejsze - naprawdę alternatywną wersję postaci. Podczas gdy Soldier Supreme to po prostu Kapitan Ameryka z magią zamiast serum superżołnierza, a Weapon Hex to po prostu X-23 z magią zamiast eskperymentów genetycznych, Arachknight... no, on też jest zdecydowanie bardziej jedną postacią niż połączeniem dwóch, tj. jest Spider-Manem z dodatkami. Ale w porównaniu do tamtych dwóch są to dodatki, które faktycznie dogłębnie zmieniają to, kim ta postać jest. 
Zresztą te fajne kombinacje obejmują też część obsady drugoplanowej - tutejsza wersja Harry'ego i Normana (i to z kim są połączeni) jest bardzo fajnym pomysłem. W ogóle Arachknight to na razie jedyny Warps, o którym chętnie przeczytałbym dłuższą miniserię. 
...a biorąc pod uwagę, że za dwa lata niewątpliwie czeka nas piętnaście miniserii zapowiadających event Spider-Apocalypse on Spider-Island II: Revenge of the Spiderlings, Arachknight pewnie ma największe szanse, żeby kiedyś powrócić. 
A skoro juz piszę coś o Warpsach, to nie mogę nie napisać, że Soldier Supreme był wyjątkowo leniwym komiksem, totalnie bez inwencji, co najlepiej uosabia pomocnik tytułowego bohatera, Bucky Wong. 


Return Of Wolverine #2 

Krzycer: ...Ana jest zła, prawda? Albo to wszystko dzieje się w głowie Wolverine'a. Albo jest Persefoną pod przykrywką. Bo jeśli to się dzieje naprawdę i Ana jest tym, kim ma być na pierwszy rzut oka, to ranyboskie, ta scena z pocałunkiem jest najgorzej napisanym kawałkiem komiksu jaki czytałem w tym roku. 
Abstrahując od tego - ojej, jakie to było marnotrawstwo. Ta mini ma pięć zeszytów. Ten zeszyt jest kompletnie zbędny. Poza tym, że pierwszy raz widzimy Hot Knives® w działaniu... a nie, zaraz, Hot Knives to Pete Wisdom... nieważne. Poza pokazaniem tego niezwykłego upgrade'u w działaniu i ewentualnie zasugerowaniem, że Ana jest zła, o ile o to chodzi w tej scenie, to nic tu nie ma, nic się nie dzieje, jakie to jest koszmarnie rozciągnięte, o rany. 
Co jest w sumie... dziwne. Mam różne zarzuty jeśli chodzi o scenariusze Soule'a, ale nie kojarzę, żeby kiedykolwiek tak marnował czas. 


X-Men Black: Juggernaut 

Krzycer: Ciekawe. Poprzednie trzy one-shoty pokazywały "dzień z życia" złoczyńcy. Ten z Mojo przepisywał postać, żeby było zabawniej. Ale żaden z nich nawet nie udawał, że pokazuje wydarzenia, które mogą / powinny być ważne dla postaci. A tym czasem tutaj mamy coś, co powinno wpłynąć na przyszłe występy Juggernauta. Nie mówię o rozmawianiu z widmowym chłopczykiem, to można czytać jako symboliczny zabieg - ale ten komiks ustawia Juggsa przeciwko Cyttorakowi i daje mu misję, by zgromadził mistyczne klejnoty i... 
...i jakoś wątpię, by ktoś miał się tym przejąć. Tak jak nikt nie przejął się upgradem, który Juggernaut dostał w końcówce "Amazing X-Men" Yosta, wraz z nowym wyglądem, których już chyba nigdy nie widzieliśmy. 
Ale nawet jeśli już nigdy nie usłyszymy o wydarzeniach z tego one-shota - był całkiem ciekawy. Niespecjalnie innowacyjny, jeśli chodzi o spojrzenie na Caina, ale ciekawy. 
W przeciwieństwie do backupu o Apocalypsie. Długo myślałem, że autor (autorzy?) mają pomysł na jakieś drugie dno tej historii, że ona ma być o czymś, ale... nie. Apoc był małpą, teraz nie jest małpą i chce sprzątać. Może finał coś wyciągnie z tej historii, ale mocno w to wątpię. 


X-Men Red #9 

Krzycer: Strasznie lubię tę serię, a jednocześnie nie mam nic konkretnego do powiedzenia o tym zeszycie. Cała jego siła leży w dialogach, w pojedynczych scenach między postaciami, w tym, jak odnoszą się do Jean. A także w humorze wrzuconym tu i ówdzie. Jean Grey nigdy nie była postacią, którą szczególnie lubiłem - pewnie dlatego, że była martwa praktycznie odkąd czytam Marvela, a ze starszych historii, któe nadrabiałem, w sumie mało dotyczyło Jean. Ale podoba mi się to, jak Taylor ją pisze.


Spider-Girls #1

Sobb:
Spider-Girls to kolejny tie-in do wielkiego Spider-Manowego eventu Spider-Geddon. Całość ma polegać na opisie misji trzech dziewczyn obdarzonych pajęczymi mocami: Mayday Parker, Annie Parker oraz Anya Corazon. Wszystko pisane jest przez Jodie Houser, więc jak nie trudno się domyślić, w centrum jest nie kto inny jak Annie. Okazuje się, że pierwszy zeszyt jest zgrabnym epilogiem do The Amazing Spider-Man: Renew Your Vows. Poruszane są te same wątki co w poprzednich numerach (nawet istnieją nawiązania do żartów). Na czym będzie polegała misja dziewczyn jeszcze nie jest do końca ujawnione, tym bardziej czekam na następny numer. Bardzo przyjemnie się to czyta. Jodie Houser w połączeniu z przyjemną (dla odmiany) oprawą graficzną wypada naprawdę dobrze, oby tak dalej!


Extermination #4

Krzycer: Z jednej strony - wszyscy dobrzy są po dobrej stronie, na dodatek wszyscy zgromadzili się w jednym miejscu, gotowi do wielkiej ostatecznej bitki. Czyli wracamy do dobrego tempa po rozwlekłym numerze trzecim. 
Z drugiej strony - jeśli cały ten event ma się sprowadzić do "ha ha, nabraliśmy Ahaba, bo zabił Mimica zamiast Scotta" to a) jak właściwie go nabrali? Czy gdzieś w okolicy był zmiennokształtny, którego moce pożyczył sobie Mimic? Czy Ahab jest tak głupi, że nie widzi, że promieniami strzelał w niego dorosły facet, a nie nastolatek? 
(O ile, oczywiście, tu nie ma jakiegoś podwójnego twistu, że to naprawdę Scott zginął, więc Mimic go zastąpi w przeszłości. Ale to by było piramidalnie głupie.) 
(No chyba, że Jean i Jean telepatycznie oszukują Ahaba i zamaskowały Mimica, bo "miał takie osłony, że nie mogłyśmy go zatrzymać ani przekonać, że zabija kogoś, kogo tam nie ma, ale zdołałyśmy sprawić, że widział Scotta zamiast jak mu tam, Calvina"). 
Tak czy inaczej - jeśli dobrze obstawiam, co tu się wydarzyło, to trochę głupio, że ten Mimic został wyciągnięty z limbo i przed swoim poświęceniem miał może trzy strony w tym evencie. 


Multiple Man #5 

Krzycer: To było chaotyczne i dziwne, z nieco absurdalnym zakończeniem - choć oczywiście ta wersja nie wzięła się znikąd, była parę numerów wcześniej. Ale to wszystko pasuje do tego, cóż, nie ukrywajmy, chaotycznej, dziwnej i nieco absurdalnej serii. 
No i w przeciwieństwie do New Mutants Dead Souls tu przynajmniej wiemy na sto procent, że sprawa będzie za moment kontynuowana w Uncanny... no chyba, że okładki kłamią. 


X-Men Black: Emma Frost 

Krzycer: Okazało się, że Marvel zachował najlepszy one-shot na koniec. Nie tylko ładnie pokazuje, kim Emma jest obecnie, ale i wpisuje się w obecne continuity (rola Hellfire Club w X-Men Blue), i jeszcze zmienia status quo na koniec. X-Men wypadają na trochę ogłupionych, no i wątek "pomocnicy" Emmy jest słabo napisany (w sensie - pojawia się jako twist, ale nie wiadomo, czy ona robiła to świadomie, czy w wyniku telepatycznej manipulacji). A, no i jeszcze Emma jest bardziej mordercza niż lubię. Ale to detale, które nie wpływają na to, że bardzo mi się ta historia podobała. 
Natomiast backup o Apocalypsie, pomimo obiecującego początku, to była kompletna wata pozbawiona treści. Rozczarowanie. 


Old Man Logan #50 

Krzycer: Nie potrafię rozgryźć Brissona. Większość tego, co pisał w tej serii, była kiepska - ale historie z Bullseyem były bardzo spoko. Extermination jest w porządku. A tutaj wracamy do mierności. 
I inna sprawa - w historiach z Bullseyem sceny akcji były bardzo fajne. A tutaj rewanż Logana za Maestrem jest kompletnie nijaki, jedyne napięcie jest budowane w ramkach z narracją, w ogóle tego nie ma na rysunkach czy w konstrukcji akcji. I kiedy Logan wykonuje brutality na końcu to bierze się to wyłącznie z logiki filmu akcji, że "bohater zbierał bęcki przez 10 minut a potem wygrywa". I teraz nie wiem, czy to czasami rysownicy tak ciągną Brissona w górę, jak w historiach z Bullseyem? Czy może Brisson jest lepszy w pisaniu dwóch okładających się ludzi bez widowiskowych supermocy, a w momencie, gdy jeden z nich jest Hulkiem, kompletnie nie wie co z tym zrobić? 



What if? Magik became Sorcerer Supreme? 

Krzycer: Ale to było fajne! Drugi w tym tygodniu one-shot od Leah Williams, który zdecydowanie wyprzedza pozostałe z serii, w ramach której się ukazuje. Przy okazji tego rzutu whatifów i Infinity Warps dostaliśmy teraz kilkanaście takich alternatywnych wersji wydarzeń, ale przytłaczająca większość z nich ogranicza się do streszczenia losów postaci. Tylko w paru zostaje przy okazji dobrze nakreślony charakter tejże postaci. I tutaj Williams wygrywa, bo nie tylko Illyana jest fajnie napisana, jej relacja ze Strangem, troska i frustracja tego drugiego - to wszystko ładnie tutaj wybrzmiewa. Po Arachknightcie to druga z alternatwnych wersji postaci, które chętnie jeszcze kiedyś bym gdzieś obejrzał. (Tylko tytuł kłamie, bo w sumie Magik w tym zeszycie nawet nie zostaje Sorcererką Supremą, tylko jest na drodze do tego...) 
W każdym razie miniony tydzień w Marvelu zdecydowanie wygrywa dla mnie Leah Williams i teraz jestem bardzo ciekaw, jak by sobie poradziła w dłuższej formie. I chyba na razie nie ma odpowiedzi na to pytanie? Zrobiłem krótki przegląd internetu i mam wrażenie, że dopiero w kwietniu rusza ze swoją pierwszą serią ["r(ender)" od Lion Forge].


Captain America #4

Rodzyn: Ta-Nehisi Coates okazał się być dobrym wyborem do tej serii, bo póki co idealnie czuje Rogersa, a z serii zrobił świetny sensacyjny tytuł. Wszystko powoli się rozwija, szkoda tylko, że ten tytuł nie wyszedł tuż po Secret Empire, gdzie najlepiej by pasował. Teraz reperkusje tamtych wydarzeń nie są tak wyczuwalne i tylko ta seria (no, do głowy przychodzi mi jeszcze Punisher), jakoś próbuje pokazać, że konsekwencje są dość duże i wciąż oddziałują na zwykłych Amerykanów. Czwarty numer to masa akcji, dużo wewnętrznych monologów, ale to działa i czekam na kolejne numery.



Sentry #5

Rodzyn: Wydawało mi się, że miał to być ongoing, a dostaliśmy miniserię. Lemire wkroczył do świata kolejnego bohatera i wywrócił je mocno do góry nogami. Choć spodziewałem się mało istotnej historii, dostajemy tu dużo fajerwerków, a finał aż prosi się o większą historię w przyszłości. Początkowo sceptycznie nastawiony do tej minii, teraz cieszę się, że Lemire wprowadził Sentry'ego na nową drogę i pokazał, że powrót postaci nie tylko miał sens, ale i można spróbować czegoś nowego. Masa ciekawych pomysłów, troszkę nudny środek miniserii, ale ostatecznie czekam, gdzie Sentry się znów pojawi. Główna seria o Avengers? Było by najodpowiedniej.



Punisher #3

Rodzyn: Rosenberg wprowadza na scenę Daredevila, nie tylko do pomocy Punisherowi, co w próbie ujarzmienia Franka. Ich interakcje są dobre, mamy tu nawet zabawne sceny, czego się aż tak bardzo nie spodziewałem. Czyta się to dobrze, choć póki co nie mam pojęcia, dokąd z tym wszystkim zmierzamy. Plus, Kudrański wciąż dobrze sobie radzi, cieszę się, że udało mu się zakręcić obok tej serii. Nie do końca to moja bajka, ale pasuje do klimatu.



Moon Knight #200

Rodzyn: Seria pod rządami Maxa Bemisa z początku mnie do siebie nie przekonała... i takie wrażenie mam też pod jej koniec. Bemis miał swoje momenty w trakcie, dałem się wciągnąć w to szaleństwo i nie zadawałem za wiele pytań. Była w tym metoda, było w tym co innego niż w innych seriach, do tego tak bardzo pasowało do postaci. Bemis trochę spojrzał na Spectora z innej strony, wprowadził luźniejszy klimat, ale finał zatacza koło, sprawia, że wszystko jakoś się ze sobą łączy i mam wrażenie, że Bemis jednak w to wszystko chciał wrzucić jakiś sens. Po co? Dlaczego nie mógł dalej nas zaskakiwać, wprowadzać dziwne pomysły? Kończymy w słabym stylu, szkoda, bo przez chwilę myślałem, że to może być jedna z serii tego roku. Może to naciski ze strony Marvela? Nie mam pojęcia, liczy się to, że ostatecznie jestem mocno zawiedziony, a chwilami mocno klimat serii skręcał w stronę imprintu Young Animal od DC i miało to potencjał.


Black Panther #5

Rodzyn: Jestem przekonany, że czytałem ten numer, ale im dalej, tym mniej jestem pewny, co się działo w tej serii. Mam wrażenie, że i miesiąc temu pisałem to samo, ale nic to raczej nie zmieni. Wycieczka T'Challi w kosmos to był słaby pomysł... albo po prostu słabe wykonanie. Aż dziwi, kiedy porówna się tą serię w Kapitanem albo wcześniejszymi dziełami Coatesa. Zdecydowanie przyjemniejszym tytułem jest Shuri.


West Coast Avengers #3

Rodzyn: Choć pierwsza historia wydaje się, że spokojnie mogłaby zamknąć się w trzech numerach, zamiast trwać jeszcze przez jeden, Thompson wykorzystuje ten czas na pokazanie relacji między członkami tworzącej się drużyny i dowiedzenie, że tak dziwna mieszakna bohaterów ma sens. To działa, jest zabawnie (a czasem i absurdalnie) i cieszy mnie, że takie postaci jak Amerika, Gwenpool czy Kate, gdy ich solowe serie musiały się skończyć, znalazły swoje miejsce tutaj. Nie wiem, co w przyszłości szykuje Thompson, ale mam nadzieję, że dostanie czas na pokazanie wszystkiego, co zaplanowała.





Sprawdź także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2019 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.