Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Iron Man" - Gil

Recenzja filmowa, w której bez używania spoilerów Gil zachwyca się Iron Manem na srebrnym ekranie.

Iron Man - dusza w żelazku

 


 

Swojego stosunku do postaci Iron Mana w komiksach nie muszę chyba przedstawiać, prawda? Jest jedną z najbardziej irytujących postaci, bo wszędzie go wciskają, a zazwyczaj nie robi nic konkretnego, tylko zachowuje się jak ostatni buc. Śmiało można powiedzieć, że postać zużyła się mocno w drodze do punktu, w którym się znajduje i teraz już tylko jest. I gdy już zdaje się, że z Antosia niewiele więcej można wycisnąć, kurtyna odsłania ekran kinowy, a na nim pojawia się zupełnie inny Iron Man. Lepszy.

 

Zacznijmy od fabuły, trzymając się możliwie daleko od spoilerów. Zawiera ona wszystko to, co niezbędne, ale nie jest przeładowana, jak na przykład w pierwszym Spider-Manie. Jest miejsce na przedstawienie głównego bohatera przed kluczowym wydarzeniem w jego życiu, jest samo wydarzenie i to przedstawione bardzo szczegółowo, jest proces przemiany i jest w końcu oczekiwany finał. Pierwszy etap jest niezwykle barwny, wręcz nonszalancki. Miliarder-playboy, całkowicie niepoważny, zaliczający panienki, ale także rozmiłowany w pracy własnych rąk i ponad wszystko ceniący dłubanie w silnikach. Jest tu sporo scenek zabawnych i lekkich, które tworzą dość mocny kontrast z etapem drugim, czyli niewolą i powstaniem zbroi. Ta część została mocno uwspółcześniona i to jest duży plus. Wiadomo - potrzebna jest jakaś wojna, więc najlepiej poszukać na Bliskim Wschodzie, ale zamiast wkręcać w historię jakiś realny konflikt, przedstawiono raczej enigmatyczną grupę Ten Rings. Po pierwsze, są oczywistym nawiązaniem do dziesięciu pierścieni Mandarina, a po drugie, sposób ich przedstawienia ewoluuje od zwykłych terrorystów, którym nie wiadomo o co chodzi, do międzynarodowej szajki najemników i to jest również plusem, bo zmienia nieco wymowę tego wątku. Sam proces budowy zbroi został świetnie uwiarygodniony przez danie Antosiowi dostępu do całego arsenału. W komiksie było to dość mocno naciągane, ale tutaj ma z czego i czym zbudować pancerz, a na dodatek ma parę rąk do pomocy. Również dobrym krokiem okazało się wprowadzenie klasycznego wątku odłamka w sercu i zbudowanie osi rywalizacji między dobrym, a złym wokół obwodu zasilającego. Pomysłowe i logiczne. Prawdziwa jazda zaczyna się jednak, kiedy Tony wraca do domu, wywraca wszystko do góry nogami i zamyka się w warsztacie. Jego nauka latania (od pierwszego startu Mark I począwszy) jest serią nieprzewidzianych zdarzeń, pokazanych w genialny sposób. Świetnie przedstawiono również odkrywanie kolejnych możliwości zbroi oraz jej wad. Gdy wątki zacieśniają się wokół Stane'a i na gardle Antosia, naprawdę to czuć, a jednocześnie wydarzenia prowadzące do finału nie są ani naiwnie uproszczone, ani przesadnie udramatyzowane. Wszystko leci swoim rytmem i wygląda dość naturalnie. Bitwie dwóch żelaźniaków nic nie można zarzucić, a wisienką na torcie jest epilog - zdecydowanie niespodziewany. Zabrakło na szczęście patetycznych momentów i wciskanego na siłę patriotyzmu (chociaż miejsce by się znalazło), ale bez kilku cukierków się nie obeszło. Zdecydowanie przesadzili w scenie wymiany obwodu zasilającego, bo gdyby Antoś miał taka dziurę w piersi, musiałby pożegnać się z oskrzelami - to największy zonk.

 

Jeśli chodzi o postacie i odtwarzających je aktorów, muszę przyznać, że to chyba najlepsza obsada w marvelowych filmach. Robert Downey jr. wypełnił skrupulatnie swoje obietnice i dał nam prawdziwego Starka. Jest w tej roli doskonały i przekonujący od początku do końca. Zadziwiająco dużą rolę odegrała Pepper Potts w wykonaniu Gwyneth Paltrow i również wypadła świetnie. Jest postacią wielowymiarową - ani typową kochanicą bohatera, ani damulką w opałach - o mocnym charakterze, istotną w filmie. Jeff Bridges jako Stane również jest znakomity - naprawdę wredny i to w taki magnacki sposób. Powiem wręcz, że prześcignął komiksowy pierwowzór. Na koniec zostawiłem sobie Terrence'a Howarda, bo on jako jedyny mi tu nie pasuje. Nie jest chłodnym twardzielem, jak Jim Rhodes, a z tym głosem i akcentem wydaje się trochę lalusiowaty. Maybe next time. Ach, nie można też zapomnieć o gwieździe drugiego planu, czyli Dummym. Ten niezdarny robocik jest naprawdę świetnym urozmaiceniem.

 

Na myśl ciśnie mi się jeszcze wiele pozytywnych akcentów, o których napisać nie mogę, żeby nie rzucić garścią spoilerów. Idealna jest ścieżka dźwiękowa z klasycznie metalowymi utworami, wśród których Iron Man Black Sabbath jest pozycją obowiązkową. Genialny jest design zbroi, przy którym Adi Granov przeszedł samego siebie. Efekty specjalne stoją na najwyższym poziomie, dzięki czemu sceny lotu i walk wyglądają niezwykle realistycznie. Świetny jest elektroniczny Jarvis, taniec na rurze w samolocie, cheeseburgery i blond sumienie Antosia. O Furym nawet nie wspomnę. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że druga część jest przy takiej ilości hintów prawie pewna, a na dodatek są nadzieje na film o Avengers. Jeśli większość tej ekipy się utrzyma, jestem jak najbardziej za.

 

Niestety, pewne wątpliwości co do sukcesu Iron Mana w naszym kraju pozostawia to, co zastałem z kinie. Dzień premiery, tuż przed długim weekendem, godzina 17:30, Multikino w Arkadach Wrocławskich, a na sali dokładnie 31 osób (z czego tylko dwie ewidentnie przed okresem dojrzewania). Jeśli to nie objaw przedświątecznego rozleniwienia w narodzie, to obawiam się, że pobłażliwy stosunek do komiksowych filmów w naszym kraju zwycięży nad opiniami recenzentów. Całe szczęście, że dalsze części powstaną w Ameryce, gdzie Iron Man jest murowanym hitem.

 

Jeśli więc macie jakiekolwiek wątpliwości, zostawcie je w domu i jazda do kina, bo spośród marvelowych filmów, z Antosiem może konkurować jedynie X2. Zabierzcie rodzinę, zabierzcie znajomych i pokażcie im, jak buduje się bohatera. No, już, już...!

Gil Galad
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.