Avalon » Publicystyka » Artykuł

Kiedy oni w końcu powrócą? - komentarz do Fantastic Four #1


Zapowiedź tego numeru sugeruje, że jeżeli mamy przeczytać jeden komiks Marvela w tym miesiącu, powinien to być ten zeszyt. Powiedzieć, że to lekka przesada, to mało. Nie dość, że nie otrzymujemy tutaj powrotu Fantastycznej Czwórki, to nie dzieje się tutaj zbyt wiele, by jakkolwiek usprawiedliwić potrzebę istnienia tego komiksu. Czy nie lepiej byłoby wydać tę historię w ramach Dnia Darmowego Komiksu? Sprawdziłaby się idealnie i zachęciłaby do sięgnięcia po rzeczywisty pierwszy numer. W dodatku praktycznie wszystko, co zobaczyliśmy na kartach tej historii, widzieliśmy już na łamach Marvel 2-In-One z przygodami Johnny'ego i Bena, która to seria miało nas przygotować do powrotu. I co dostajemy w pierwszym numerze nowej Fantastycznej Czwórki? Zapowiedź jej powrotu w kolejnym numerze... Naprawdę?

Po tym, jak ostatni zeszyt z Pierwszą Rodziną Marvela dostaliśmy w kwietniu 2015 roku, jest to spory zawód. Dla tych, którzy śledzili Marvel 2-In-One, jest on odczuwalny tym mocniej. FF #1 wygląda jak finałowy zeszyt tamtej serii. Chip Zdarsky wykonał tam, a raczej wciąż wykonuje, świetną (fantastyczną?) robotę. Dlaczego Marvel nie pozwolił mu na zamknięcie odpowiednio swojej historii, tylko zachęcił Dana Slotta do dublowania treści? Mam wrażenie, że on nieszczególnie się tamtą serią przejmuje i jest to spore rozczarowanie. Z jednej strony 2-In-One było jedną z lepszych superbohaterskich historii tego roku, a z drugiej samo było zapowiadane jako droga do powrotu Fantastycznej Czwórki i wielu liczyło, że nieobecni członkowie pojawią się właśnie pod jej koniec.

Co zatem dostajemy w pierwszym od dawna numerze Fantastycznej Czwórki? Numer kręci się wokół kolejnej kłótni między Benem Grimmem i Johnnym Stormem, z których ten pierwszy pogodził się już z utratą bliskich, a drugi wciąż nie chce tego zaakceptować. Gdy ktoś w ramach żartu ogłasza powrót Pierwszej Rodziny Marvela, obaj reagują na to odmiennie, a wnioski jakie wyciągają z tego wydarzenia są różne. Dla Bena to impuls do oświadczenia się wieloletniej miłości, Alicii Masters. Dla Johnny'ego prektekst do kolejnego wybuchu gniewu.

Tym samym dostajemy ciekawe sceny, choć będące powtórką z rozrywki w Marvel 2-In-One. Jedyne, co nowe i interesujące, to oświadczyny, choć znając historię superbohaterskich ślubów można mieć obawy, jak długo związek ten przetrwa. Najciekawsza w tym wszystkim jest retrospekcja, w której widzimy Fatastyczną Czwórkę w akcji. Mamy świetne interakcje między postaciami, czuć tę rodzinną atmosferę i chciałoby się, by cały zeszyt był pełny właśnie tego klimatu. 

Artystka Sara Pichelli wypada całkiem nieźle, choć mam wrażenie, że pracując nad Ultimate Spider-Manem jej kreska prezentowała się lepiej. Kwestia kolorysty? Być może, choć koniec końców to przyjemny w odbiorze dla oczu komiks. Artystka dobrze ukazuje emocje postaci, ich twarze są pełne ekspresji, a w serii, która tak często balansuje między komediowymi i dramatycznymi momentami, pasuje to idealnie.

Jako dodatek otrzymujemy historię poświęconą Doomowi, w którym ten powraca do swojej klasycznej wersji. To, co udało się Marvelowi w ostatnich latach, to właśnie droga odkupienia przez Victora swoich win jako Infamous Iron Man. To był jeden z nielicznych dobrych pomysłów Briana Michaela Bendisa tuż przed jego odejście do DC i coś, co chciałoby się czytać dalej w odpowiednich rękach np. Chipa Zdarsky'ego, który był jego wielkim fanem kontynuując jego przygody na łamach Marvel Two-In-One.

Marvel postanowił wydać ten numer akurat w ubiegłą środę, bo to okrągła 57. rocznica wydania pierwszego numeru oryginalnej serii Fantastic Four. Była to świetna okazja na rzeczywisty powrót tych bohaterów, nie ważne czy na łamach ich nowej serii czy też Marvel 2-In-One. Nie dostaliśmy ani tego ani tego, tylko kolejne zapowiedzi. Dla fanów tych bohaterów może to być już naprawdę frustrujące i ja sam przez to mam dużo mniejszą ochotę sięgnąć po kolejny numer. Kiedy skończy się już ta zabawa czytelnikiem? Czy kolejny numer wedle kolejnych zapowiedzi to będzie właśnie to?

Nie polecam tego numeru, choć bym bardzo chciał. Jeżeli nie czytaliście Marvel 2-In-One, na pewno podejdziecie do niego z lepszym nastawieniem, a lektura będzie przyjemniejsza. Nie da sę ukryć, Slott dobrze zna te postaci, a Pichelli jest bardzo dobrą artystką. Wszystko to jednak póki co nie gwarantuje nic oryginalnego w dalszym ciągu historii i nie sugeruje żadnego nowego podejścia do drużyny. Tak jak w pierwszym numerze Tony Stark: Iron Man, Slott pokazuje jedynie, że potrafi napisać lekką, przeciętną superbohaterską historię. Czy właśnie tego chcą czytelnicy? Czy w dalszej części obu serii uda mu się opowiedzieć coś ciekawszego? Wierzę, że Chip Zdarsky miałby do tej serii lepsze podejście i udowodnił to wielokrotnie. Szkoda, że Marvel ponownie nie dostrzega jego potencjału. Wątpię, by nazwisko Slotta sprawiło, by jego nowe tytuły sprzedawały się tak, jak Amazing Spider-Man za jego rządów.

Najciekawsze co dała nam ta premiera, to kilka alternatywnych okładek. Miłym dodatkiem był także hołd dla zmarłego niedawno Steve'a Ditko, który znalazł się w każdym z wydanych w tym tygodniu komiksów Marvela.

Wojtek "Rodzyn" Rozmus

Fantastic Four #1
scenariusz: Dan Slott
rysunki: Sara Pichelli, Simone Bianchi

Pamiętajcie, że wykorzystując kod "INFINITY" otrzymacie 5% rabatu na komiksy Marvela.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.