Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Iron Man" - Ozz

 

RECENZJA FILMU IRON MAN

 

Nie pomylę się, jeżeli stwierdzę, że przeważająca większość z nas, która widziała trailery i sceny z Iron Mana, przewidywała, że to będzie świetny film (nieczęsto zdarza się, że internetowa społeczność fanów komiksu super-bohaterskiego jest tak jednomyślna). Oczywiście, może się okazać, że ta przeważająca większość z nas się myli. Wydaje mi się jednak, że nam to nie grozi, ponieważ ja po seansie jestem zachwycony.

Film zaskoczył mnie już na samym początku, ponieważ zaczął się od sceny napadu na konwój i schwytaniu naszego bohatera przez terrorystów. Dopiero potem dostajemy skrót z poprzednich trzydziestu sześciu godzin życia Tony’ego Starka, który funkcjonuje w zawrotnym tempie, jednocześnie bawiąc się i pracując. Wtedy poznajemy też trójkę pozostałych głównych bohaterów. Trochę niekonwencjonalny zabieg, ale wypadł dobrze, a dalej było coraz lepiej.

Ze zwiastunów wiedzieliśmy wcześniej, jak będzie wyglądać ogólna fabuła, więc tu nie było niespodzianki: w niewoli Stark buduje pierwszą zbroję, wydostaje się z rąk porywaczy, postanawia naprawić zło, które wyrządził produkując broń, która trafiała w niewłaściwe ręce, a środkiem ku temu mają być kolejne modele Iron Mana. Na moment, w którym Tony nareszcie szaleje na ekranie w gotowym czerwono-złotym pancerzu, musimy trochę poczekać (zdaje się, że troszkę ponad godzinę; sam film ma dwie, wliczając w to listę płac) , ale to nie jest tak, że wcześniej nic się nie dzieje. Oczywistym jest, że pierwszy film z (potencjalnej) serii musi przedstawić nam bohatera i pokazać jego genezę, ale to nie oznacza, że musimy ziewać w oczekiwaniu aż dwa "roboty" zaczną się ze sobą mocować (chyba, że ktoś przyszedł jedynie w tym celu do kina). W Iron Manie zdecydowanie tak nie jest. Główna w tym zasługa Roberta Downeya Jra. Jest niesamowity zawsze, kiedy się pojawia na ekranie i nie potrafię sobie wyobrazić kogoś innego na jego miejscu. Fantastycznie gra Starka-playboya, równie świetnie Starka-wynalazcę pracującego nad zbroją. Budowa pancerza zajmuje środkową część filmu i jest pełna humoru, podobnie zresztą jak jego reszta, tak potrzebnego tego typu produkcjom. Są również sceny prawie magiczne, jak ta, kiedy Tony po raz pierwszy wylatuje w zbroi z laboratorium, śmiga po niebie, ciesząc się jak dziecko (a widz wraz z nim), żeby chwilę później, w swoim stylu, spróbować zrobić coś jeszcze bardziej niezwykłego, jak np. pobicie rekordu wysokości, na jaką potrafi wzbić się samolot.

Pozostała trójka aktorów grająca główne postacie jest przyćmiona przez Downeya, ale wywiązali się ze swoich ról bardzo dobrze. Terrence Howard jako Jim Rhodes jest przyjacielem Starka i jednocześnie osobą, która próbuje w razie potrzeby ściągnąć stąpającego pośród chmur (potem już dosłownie, nie tylko w przenośni) Tony’ego na ziemię. Podobną rolę ma Gwyneth Paltrow jako asystentka Starka – Pepper Potts. Dziwactwa towarzyszące życiu Tony’ego są dla niej czymś powszednim, z czym musi sobie radzić, zajmując się sprawami jej szefa, który często zachowuje się jak duży chłopiec. Jest również parę świetnych scen Downeya i Paltrow, w których zanosi się na to, że stosunki między ich postaciami mogą zmienić się z zawodowych na bardziej intymne. I wreszcie Jeff Bridges jako Obadiah Stane. Z nim jest o tyle ciężka sprawa, że nawet dla kogoś niezaznajomionego z komiksową wersją Iron Mana od razu rzuci się on w oczy jako „ten zły”. A jako „zły” jest całkiem dobry. Nie miałem, prawdę mówiąc, jakiegoś wyobrażenia o tej postaci, znając tylko jego jakże innego odpowiednika z Ultimate Marvela, więc nie wiem, co więcej powiedzieć. Jest w filmie również jeszcze ktoś, o kim wiadomo było, że jest idealnym kandydatem do roli, którą mu powierzono od ponad sześciu lat, ale o tym później.

Nie czuję się za bardzo na siłach, aby obiektywnie oceniać poziom efektów specjalnych, więc powiem po prostu, że mi się podobały. Trzecia zbroja Iron Mana prezentuje się fantastycznie na ekranie, Iron Monger wygląda też jak powinien, prawdziwa wojenna maszyna. Chyba nikt nie będzie zaskoczony, że na końcu filmu te dwie postacie ze sobą walczą. Ta walka nie jest nadzwyczajna, ponieważ z powolnym i masywnym pancerzem Stane’a niewiele można było zrobić, ale mi odpowiadała. Z drugiej strony, kulminacyjne starcia w filmach super-bohaterskich to nie jest coś, co jest dla mnie ważniejsze od całej reszty, więc być może ktoś, kto długo czeka właśnie na finał, może czuć się zawiedziony.

Trzeba przyznać, że film, który Jon Favreau zaplanował sobie jako pierwszą część trylogii, świetnie spełnia zadanie przygotowania sobie gruntu pod kolejne epizody. Jest kilka ścieżek, którymi można podążyć w kolejnych filmach (Armor Wars, problemy alkoholowe Starka, Mandarin), co fani komiksu z pewnością wychwycą. Zauważą również ukłony w ich stronę, które umkną "zwykłym" widzom, ale im sprawią wielką frajdę. Do nich należy obowiązkowy występ Stana Lee, czy też dużo mówiąca nazwa organizacji terrorystycznej, z którą zmaga się Stark. Jest również niesamowita scena z udziałem Jima Rhodesa. Nie powiem jaka, na pewno wszyscy podczas oglądania sami zorientują się, o którą mi chodzi. No, i jest jeszcze coś…

Od jakiegoś czasu mówiło się o występie w Iron Manie Samuela L. Jacksona, który miałby grać Nicka Fury’ego. Hilary Swank natomiast wcieliłaby się w Black Widow. Recenzje pojawiające się od kilku dni na zachodnich portalach mówiły, że nic takiego nie miało miejsca. W jednym wywiadów Favreau stwierdził, że to był tylko chwyt, który miał zwiększyć napięcie wśród fanów. W odpowiedzi na to mówię: poczekajcie do końca napisów, kiedy już będziecie w kinie. A iść po prostu trzeba, bo Iron Man to znakomita rozrywka i zdecydowanie jeden z lepszych filmów komiksowych, jakie powstały.

Autor: Ozz
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.