Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Amazing Spider-Man (2018) #1


Pierwszy numer kolejnej serii o przygodach naszego ulubionego ścianołaza może oznaczać tylko jedno: zmiany. No i najważniejszą zmianą jest obsadzenie nowego scenarzysty na miejscu Dana Slotta, który obecnie pisze o Tonym Starku i wkrótce o Fantastycznej Czwórce. Jego miejsce zajął Nick Spencer, którego czytelnicy Marvela kojarzą z takich serii jak Secret Avengers, Captain America: Steve Rogers czy Astonishing Ant-Man. Niestety, z ręką na sercu przyznam się, że nie czytałem tych serii. Dlatego neutralnie podchodzę do jego kadencji za sterami przygód pajęczaka, nie mam o nim ani dobrego ani złego zdania. Zaczyna u mnie z czystą kartą i czas pokaże czy ją zapisze pozytywnymi czy negatywnymi komentarzami. 

Pierwsze dwie strony tego zeszytu omal nie przyprawiły mnie o zawał… i to niestety w negatywnym znaczeniu. Bałem się, że Spencer popełni błąd, którego chyba nie dałoby się wybaczyć żadnemu scenarzyście. Jak każdy fan Pająka wie, miał on wiele związków – krótkich lub dłuższych – ale najbardziej charakterystyczną partnerką była ona… ruda… Mary Jane Watson. Połączenie tej dwójki po jakże kijowym „rozwodzie” za sprawą Slotta… to znaczy Mephista… było by żenujące, karygodne, słabe… i w ogóle szkoda by było słow. Szczególnie, że Dan Slott już chyba próbował ich spiknąć razem albo też miał to być niewinny flirt, który i tak do niczego by nie doprowadził. Odetchnąłem z ulgą, gdy się okazało, że to tylko sen Piotrusia. No właśnie, a co tam u Piotrusia po całej aferze z Normanem i Red Goblinem? A chyba ma się dość dobrze… no gdyby nie jeden ze współlokatorów. A jest nim… Frederick „Fred” Myers. Znacie? Nie? Toż to Boomerang – niższej rangi złoczyńca. Co ciekawe, Peter wie, że Myers to Boomerang, jednak chcąc nie chcąc go toleruje i póki, co nie robi nic by go wykurzyć z mieszkania. Wygląda na to, że Parker obecnie pod względem życiowo-majątkowym jest na poziomie biednego studenciaka i toleruje wkurzającego współlokatora bo jest taniej. I pomyśleć, że nie tak dawno miał swoją firmę i był kimś na skalę całego ziemskiego globu. 

Co mnie trochę gubi w tym komiksie to kolejność zdarzeń, ciężko mi się połapać co się działo kiedy, które zdarzenia były pierwsze, co było potem. Pod tym względem w tym numerze Spencer pokićkał i to fest! Raz mowa o konferencji w Empire State University, na którą Peter miał iść. No obudził się przed 6 rano… potem Randy Robertson (drugi współlokator) mu o tym przypomniał… a potem nagle przenosimy się na ulice miasta, gdzie od cholery bohaterów walczy z jakimiś dziwnymi ni to robalami, ni to kosmitami a’la facehuggery z „Obcego”. Na miejsce przybywa Spider-Man… i nagle znowu zmiana scenerii i czasu, bo Nick Spencer cofa nas o tydzień i widzimy jak Peter chce udaremnić napad, „złoczyńcy” otwierają skarbiec a tam czeka burmistrz Fisk, który chce ofiarować mu klucze do miasta. WTF? Przeczuwam szytą grubymi nićmi intrygę. Ale tak szybko pewnie jej nie poznam. Ale jestem zaciekawiony i zaliczam to na plus, na razie niewielki, ale plus. Potem myk, znowu cofamy się na chwilę do zielonych facehuggerów… by potem wylądować na konferencji ESU, gdzie niejaka Cindy Lawton – szkolna znajoma Petera – pokazuje super-duper-hiper oprogramowanie mające przebadać prace naukowe i wykryć potencjalny plagiat. I co? Jak to co? Piotruś dostaje w dupę, bo się okazuje, że jego praca to plagiat i prawdziwym jej autorem jest doktor Otto Octavius. Jak to było z Peterem i Otto wiemy doskonale, bo czytaliśmy Superior Spider-Mana. W związku z oskarżeniem Piotruś traci pracę w Bugle’u. Ech… widzimy kolejne przeskoki miejsc i być może czasu, by w końcu znowu wrócić do facehuggerów. Naprawdę, takie skoki są drażniące, pogubiłem się i jeśli Spencer tak będzie prowadzić narrację to czarno to to widzę. Ale dobra, idziemy dalej. Okazuje się, że za kosmitami stoi Mysterio… który jak widziałem ostatnio w Ben Reilly: The Scarlet Spider zarzekał się, że odszedł na emeryturę i przestał nim być, nie tak dawno był w Las Vegas i na dodatek Scarlet-Ben odciął mu mieczem obie dłonie. A tu nie widać żeby miał jakieś kuku... Ktoś chyba nie odrobił pracy domowej. Przydałoby się, żeby scenarzyści byli konsekwentni i się dogadywali, o czym piszą, bo tak, to wychodzi z tego jedno wielkie „g”. Ale koniec tego zeszytu to jednak jeszcze większe g****, bo sugeruje to, czego się bałem na początku. 

Ciekawą jest dodatkowa historia o Mysterio, która może być wstępem do czegoś naprawdę dobrego. Takie mam przeczucie, mimo że wciąż z tyłu głowy siedzi mi myśl, że Beck tutaj jest zupełnie innym Beckiem, o którym czytałem w solowej serii Reilly’ego. Tak, więc moje uczucia są mieszane i to bardzo. Ale ciekawy jestem, w jakim kierunku to to pójdzie. 

No i ostatnie dwie strony też są dobre… Peter wraca do szkoły… a wykładowca ma łuski! 

Amazing Spider-Man #1 jest komiksem niestety miernym. Pod względem wizualnym główna historia wygląda tak sobie… momentami Ryan Ottely rysuje twarze bohaterów jakby nie umiał lepiej, a momentami mu to nawet wychodzi. Fisk w jednym z kadrów wygląda jak Gru z Minionków. Jaszczur wygląda z deczka jak żółw z zębami. No jestem odrobinę rozczarowany. Jedynie historia o Mysterio wizualnie wygląda znacznie lepiej. Fabularnie… no cóż, spodziewałem się czegoś lepszego. A ciągłe użalanie się nad sobą, swoim życiem i w ogóle bycie zgnojonym przez cały świat z powodu plagiatu nie jest zbyt ciekawe. Problemy ze współlokatorem też jakoś nie zachęcają do czytania. Powrót Petera i Mary Jane? Nuuda! Rozczarowana ciotka May? Blee… Panie Spencer, coś nowego pan wymyśl! Coś ciekawego! Jakieś tam zalążki intryg pan żeś pokazał, dobrze, szanuję, ale układanka jest ciekawa jak cały obrazek jest fajny a nie tylko jego część. Miało być San Francisco, a wyszło ścierwisko/ściernisko (niepotrzebne skreślić). 

W szkolnej skali oceniania: dopuszczający.

Dengar


Amazing Spider-Man #1 
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Ryan Ottley


Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "INFINITY", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela. 




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.