Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Jessica Jones: Puls - Rodzyn


Jeżeli nie mogliście pogodzić się z tym, że seria Jessica Jones: Alias, dobiegła końca, Mucha dostarcza dość szybko tom, w którym znajdziemy dalsze losy tej bohaterki. Jeżeli od razu pytacie, czy warto sięgnąć po ten tom bez znajomości Alias, to... można. Bendis pisze na tyle dobrą historię, że i bez większej znajomości Jessiki, można cieszyć się z lektury jej przygód. Przy czym nie ma co ukrywać, że po zapoznaniu się z Alias komiks ten nabiera większej wartości.

Tytułowy Puls, to nazwa dodatku do gazety Daily Bugle, który miał opowiadać o superbohaterach, ukazując ich w nieco lepszym świetle niż robi to J.J. Jameson w swoim głównym periodyku. Odpowiedzialnym za jego treść ma być Ben Urich, dziennikarz, którego możecie kojarzyć z wielu innych komiksów. Niejednokrotnie pojawił się chociażby u boku Daredevila. W szukaniu tematów i lepszemu kontaktowaniu się ze środowiskiem superbohaterów ma mu pomóc właśnie Jessika Jones. Po wydarzeniach z jej poprzedniej serii kobieta aktualanie jest w ciąży i cały czas zastanawia się, czy warto narażać życie swoje i dziecka dla pieniędzy z tej pracy. Mimo wątpliwości angażuje się w pomoc Urichowi. 

Pierwsza historia łączy się z Normanem Osbornem i jego firmą, w której zaczynają ginąć pracownicy. Dziennikarze Bugle'a, w tym i Urich, który w przeszłości już stanął na drodze szefa Oscorp, ponownie angażują się w zdemaskowanie Zielonego Goblina. Gościnnie pojawia się tu nawet Spider-Man, a i Luke Cage zaczyna odgrywać większą rolę w życiu Jessiki, z uwagi na to, iż jest ojcem jej dziecka.

Ma to spore znaczenie, gdyż związek tej dwójki zostaje wystawiony na próbę w kolejnej historii, która nawiązuje do Tajnej Wojny, innego komiksu Bendisa (wydanego w Polsce przez Muchę w 2010 roku). Czy można zrozumieć sens tego komiksu bez znajomości tamtych wydarzeń? Myślę, że tak, ale warto poznać ten szerszy kontekst. Jeżeli już przy tym jesteśmy, wraz z Pulsem, Jessica mocno wkracza w to, co dzieje się w tamtym momencie w całym uniwersum. Mamy odniesienia do innych komiksów Bendisa, które pisał w tym samym czasie, czyli Daredevila, Avengers: Dissasembled czy New Avengers (pierwszego wydał Egmont, pozostałe Mucha). 

Końcówka albumu to już walka z czasem by sprowadzić na świat dziecko Jess całe i zdrowe, a z drugiej strony reportaż Uricha na temat D-Mana, byłego superbohatera, który stał się bezdomnym. Do albumu został dołączony także zeszyt New Avengers Annual, który kończy jeden z wątków z głównej serii. Mamy tu całą nową drużynę Mścicieli, którzy są dla Jessiki, Luke'a i ich córki nowym domem.

Michael Gaydos, który odpowiadał za rysunki w Alias, tutaj powraca dopiero pod koniec tomu w pięciu ostatnich zeszytach. Wraca tym samym w pewnym stopniu klimat z tamtej serii, choć otoczenie w jakim żyje Jess zmieniło się. Podobny styl do Gaydosa prezentuje Michael Lark w dwóch zeszytach poprzedzających jego historię. Inaczej zaś prezentują się kadry od Marka Bagley'a, za którym nie zawsze przepadam, a który tutaj rysuje pięć pierwszych zeszytów. Tutaj jednak na większości plansz wypadł lepiej niż mu się przeciętnie zdaża, czemu zasługa też kolorystów i osoby nakładającej tusz. Gdzieś między stylem Marka a Bagley'a mieści się Brent Anderson, który odpowiada za dwa środkowe zeszyty. Ogólnie od strony graficznej nie można szczególnie narzekać na Puls, jednak to co najlepsze ma on do zaoferowania dopiero gdy wkracza Gaydos.

Dołączony do albumu zeszyt New Avengers Annual został ziulstrowany przez Oilvera Coipela, którego styl lubię, jednak Marvel bardzo utrudnił ich odbiór, zatrudniając aż osiem osób do nałożenia na nie tuszu i aż trzech kolorystów. Tym samym zeszyt ten jest bardzo niespójny, z początku nie za ciekawy w odbiorze, dopiero w połowie zaczyna być lepiej, a na jego koniec nie mam już żadnego zarzutu.

To, w jakim kierunku Bendis poprowadził Jessikę bardzo mi się spodobało. Choć poprzez mocniejsze zintegrowanie jej postaci z resztą Uniwersum utraciliśmy odrobinę jej porywczego charakteru, widać, że to jej naturalna ewolucja i wychodzenie z problemów, jakie miała gdy ją spotkaliśmy po raz pierwszy. Jess buduje rodzinę, której dotychczas jej brakowało. Bendis potrafił połączyć jej historię z losami innej, nieco odstawionej wtedy na bok postaci. Dodatkowo wykorzystanie gazety i pracy dziennikarskiej jako głównej osi fabuły było świetnym pomysłem. Urich to bohater, której najchętniej dałbym serię regularną, ale Marvel zapewne zbyt długo by jej nie utrzymał przy życiu. 

Kto polubił serię Alias, myślę że i ten album mu się spodoba. Tak było na pewno w moim przypadku. Na plus tego komiksu zaliczyć można nie tylko dobre kontynuowanie losów Jessiki, ale także wypchanie na pierwszy plan postaci Uricha. Jeżeli gdzieś już o nim czytaliście, warto sięgnąć i po ten tom.  

Cieszy mnie, że Mucha zdecydowała się wydać tę serię w jednym wydaniu zbiorczym i w ten sposób mogliśmy poznać w całości ten rozdział z życia Jessiki. Jeszcze bardziej ucieszyło mnie, że jeszcze w tym roku uda się im opublikować dalsze losy panny Jones z jej niedawnej, już zakończonej serii. Miałem okazję czytaj jej fragmenty i choć początkowo nie zachwycała, to później... zostawię to może na kolejną recenzję. 

Wojtek "Rodzyn" Rozmus


Jessica Jones: Puls
scenariusz: Brian Michael Bendis
rysunki: Mark Bagley, Michael Lark, Michael Gaydos, Oliver Coipel
liczba stron: 360
oprawa: twarda
cena z okładki: 119 zł

Dziękujemy wydawnictwu Mucha Comics za egzemplarz do recenzji.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.