Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Avengers: Wojna bez granic" - Rodzyn




Od premiery Avengers: Wojna bez granic lub też jak woli większość - Avengers: Infinity War, minęło już kilka dni, a internet zalała masa recenzji tej produkcji. Póki co nie natknąłem się na szczególnie krytyczną, a moja opinia nie jest szczególnie inna: Infinity War to produkcja, która spełnia większość pokładanych w niej nadziei. Sprawdźmy dlaczego.
  
(Tekst nie zawiera spoilerów)

Od czego by tu zacząć? No właśnie, choć film zawiera masę superbohaterów, udaje mu się zrównoważyć ich obecność na ekranie. Nie znaczy to, że każdy dostaje tyle samo czasu, bo tak nie jest. Mimo to, wielu z nich odznacza się swoją obecnością i każdy kto się pojawia, ma ku temu pretekst. Infinity War to z jednej strony kontynuacja związków i relacji z wcześniejszych filmów. Chociażby między Scarlet Witch i Vision rozwija się uczucie, które z uwagi na posiadany przez niego Kamień wystawi ich na wielką próbę. Bracia Russo dodatkowo umiejętnie przedstawiają sobie wcześniej nieznane postaci, przez co nie czuć nachalnej i niepotrzebnej ekspozycji (co z czasem zaczęło przeszkadzać chociażby w komiksach Bendisa). Spotkanie członków Avengers i Strażników Galaktyki, choć następuje wielokrotnie i w różnych kombinacjach, to płynne sceny, często będące humorystycznym przerywnikiem w natłoku akcji. Spotkanie Doctora Strange'a i Starka, z uwagi na ich podobny charakter, pełne jest napieć, które mimo całej otaczającej ich sytuacji, pozwala ostudzić nieco napiecie związane ze zbliżającym się Thanosem. Również konfrontacja właśnie z samym Szalonego Tytana z bohaterami wypada interesująco, gdy ten ze spokojem przyjmuje kolejne ciosy i rusza ku kolejnym starciom.

Masę postaci, która pojawiła się na ekranie znałem przed seansem dość dobrze. Thanos, główny przeciwnik naszych bohaterów, był jednak postacią, której sportretowania mogłem się obawiać, tym bardziej wiedząc, że jeden z elementów, które w komiksach stanowią podstawę jego osobowości, tutaj miał się nie pojawić. Do tej pory Thanos był głównie siedzącym na tronie rozstawiającym pionki złoczyńcą bez większej głębi. Infinity War zmienia to i poznajemy jego motywację. Widzimy też emocje, których wcześniej nie uświadczyliśmy i gdyby nie jego pogoń za kolejnymi Kamieniami Nieskończoności, pewnie by sam nie byłby ich świadom. Josh Brolin świetnie pokazuje Tytana gdy jest znanym wielu szaleńcem, ale także gdy pokazuje się właśnie z tej zupełnie innej strony. Pod wieloma względami to Thanos staje się głównym bohaterem tego filmu i to on dostaje najwięcej czasu na wielkim ekranie. 

Wśród bohaterów, chyba najbardziej wyróżnia się Thor. Tak jak w Thor: Ragnarok w końcu znaleziono na niego pomysł, tak tutaj jest to naturalnie rozwinięte. Odinson wiele przeżył przed wydarzeniami z tego filmu, a przyjdzie mu zmierzyć się z jeszcze większymi problemami. Mimo to Thanos to dla niego wyzwanie, którego nie odpuści. To również z Thorem związane jest kilka po prostu epickich scen i warto dla nich zajrzeć do kina.

Choć Downey Jr. z Uniwersum jest od początku, wciąż potrafi zaskoczyć na ekranie czymś nowym i pokazać Starka w nowych dla niego warunkach, zmagającego się z kolejnymi wyzwaniami nie tylko fizycznymi, ale i psychicznymi. Również Evans i jego broda pokazują Kapitana od innej strony, niekoniecznie dla niego komfortowej. To, jak ta dwójka mierzy się z nadciągającym Thanosem, pokazuje pierwszoplanową rolę tych bohaterów w całym tym świecie. Również Mark Ruffalo, którego Banner musi rozwijać się na drugim planie każdego z filmów Marvela, dostaje tu sceny, które rzucają na jego postać i jego relację z Hulkiem nieco inne światło. 



Warto wspomnieć o tym, że gdy na ekranie wprowadzane są kolejne postaci, do tej pory działające w swoim zakątku uniwersum, film to wyraźnie uwzględnia. Zasługa w tym twórców, którzy konsultowali się z wczesniejszymi reżyserami. Widać więc wyraźnie wpływ Jamesa Gunna na dialogi Strażników, a znakiem szczególnym tego jest kolejny utwór, który można dopisać do ich filmowej składanki. Gdy pojawiamy się w Wakandzie, również tutaj podkreślone jest to motywem muzycznym tego państwa. Ale, skoro już przy tej muzyce jesteśmy, poza wspomnianymi elementami, ponownie niewiele wyróżnia tę ścieżkę dźwiękową na tle innych filmów z MCU. To, co przy ostatnich kilku produkcjach się poprawiło, tutaj zostało nieco zaniedbane.

Jeżeli można się do czegoś przyczepić, to np. do walk, które nie wyglądają tak dobrze jak chociażby w Zimowym Żołnierzu. Starcia między Mścicielami a podwładnymi Thanosa wypadają często chaotycznie, ale nie ma co ukrywać, że samo tempo i czas trwania filmu nie pozwalał nie poświęcenie więcej miejsca tym scenom. To typowe bijatyki i sporo tu cięć, które ukrywają wady tych potyczek. Może to kwestia tego, że w większości starć mamy do czynienia ze starciem z komputerowo wygenerowanymi przeciwnikami, jak zasugerowano na naszym forum, co nie pozwalało na stworzenie lepszej choreografii. Myśle jednak, że film ten nie stracił na tym wiele.

Co mogę Wam jeszcze napisać? Stan Lee zaliczył kolejne świetne cameo, pojawia się kilka trzecioplanowych postaci, które wywołują uśmiech na twarzy, a czasem wręcz zaszokowanie. Warto też zostać do sceny po napisach, bo tym razem jest dużo ważniejsza niż w wielu poprzednich filmach i zapowiada ważne wydarzenie w dalszej historii tego świata. 

Jeżeli czytasz ten tekst i jeszcze nie byłeś w kinie, powinieneś to nadrobić. Avengers: Infinity War to naprawdę zwieńczenie ostatnich 10 lat Marvel Cinematic Universe i dostarcza masę rozrywki wiernym fanom tego świata. Jako osobny film też byłby w stanie się wybronić, ale jego siła jest właśnie w byciu częścią większego obrazka. To już nie tyle film, lecz wydarzenie, coś wyjątkowego w historii kina. Co więcej, eksperyment ten okazał się pomimo drobnych wad, okazał się produktem udanym. 

Infinity War daje spore pole do manewru twórcom jej kontynuacji, jakkolwiek miałaby się ona nazywać. Film ten pokazał wszystko to, czego możnaby oczekiwać od spotkania na wielkim ekranie tak licznej obsady. Oczekiwania co do Czwórki są wysokie, ale po tym seansie jestem o wiele spokojniejszy o dalszy los tego świata. 

Wojtek "Rodzyn" Rozmus


Avengers: Wojna bez Granic
reżyseria: Anthony i Joe Russo
scenariusz: Christopher Markus i Stephen McFeely
występują: Robert Downey Jr., Chris Hemsworth, Mark Ruffalo, Chris Evans, Scarlett Johansson, Benedict Cumberbatch, Don Cheadle, Tom Holland, Chadwick Boseman, Paul Bettany, Elizabeth Olsen, Anthony Mackie, Sebastian Stan, Danai Gurira, Letitia Wright, Dave Bautista, Zoe Saldana, Josh Brolin, Chris Pratt i wielu innych

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.