Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Uncanny Avengers: Preludium do AXIS - Krzysiek Ceran


Ach, cóż to za komiks. Cóż to za potworny, pozszywany z nieprzystających do siebie kawałków komiks Frankensteina. Czy ktoś się zdziwi, jeśli powiem, że to bardzo nierówny album? 

"Preludium do Axis" spełnia dwie role. Z jednej strony jest epilogiem do całej wielkiej historii z Bliźniętami Apokalipsy. Z drugiej, jak sama nazwa wskazuje, komiks ten jest prologiem do "Axis" – to na łamach tego albumu powstaje zagrożenie z którym bohaterowie będą musieli się uporać w tamtej historii. Ostatnia strona tego tomu jest zasadniczo pierwszą stroną "Axis". 

Jedno z drugim nie ma wiele wspólnego – ot, bohaterowie dochodzą do siebie po ciężkich bojach, gdy nagle pojawia się nowe zagrożenie. A raczej wraca stare – jak widać na okładce, jest to sklonowany Red Skull posługujący się telepatią Charlesa Xaviera. A ponieważ w "Axis" istotną rolę do odegrania będzie miał Magneto, dostajemy tutaj dwa numery jego serii, pokazujące, jak trafił na Genoshę, gdzie zacznie się akcja "Axis". Po czym wracamy do "Uncanny Avengers", gdzie paru bohaterów tamtej serii po swojemu kończy na Genoshy. Album zamyka annual o czymś zupełnie innym. 

I to działa – z fabularnego punktu widzenia – całkiem nieźle. No, może poza tym annualem, który jest humoreską o tym, jak Mojo użera się z producentami, porywa bohaterów by wtłoczyć ich w absurdalny scenariusz i dostaje wciry. Nie ma to oczywiście żadnego związku z główną historią, ale to nie jest główny problem. Główny problem polega na tym, że dostajemy tę zabawną bzdurę jako dodatek do historii z masowymi morderstwami, intencjonalnie nawiązującej do Holokaustu – w koszmarnych wspomnieniach Magneto i we współczesnych działaniach Red Skulla, który zbudował na Genoshy obóz koncentracyjny. 

Nie ukrywam, że przeszkadza mi korzystanie z Holokaustu w głupiutkim komiksie superbohaterskim. To znaczy – jeszcze na łamach "Magneto" jest to rozegrane... Chciałem napisać "dobrze", ale w pewnym momencie cierpienia Magneto zostają podkręcone do tak absurdalnego poziomu, że nie jestem pewien, czy mogę użyć tego słowa. Ale przynajmniej na łamach "Magneto" Cullen Bunn zajmuje się traumą bohatera, pokazuje wściekłość, jaką budzą w nim działania Red Skull – wprowadzenie tego wątku jest głównym tematem tych zeszytów. Bunn potraktował ten temat poważnie. 
Dla Remendera jest to praktycznie puenta żartu. Serio, kiedy po raz pierwszy widzimy obóz koncentracyjny na Genoshy Red Skull mówi do swojego pomagiera "nie mogę uwierzyć, że sam na to nie wpadłem". I w zeszytach Remendera to jest w sumie koniec tematu. I to jest dla mnie żenujące. 

Ale, jak już pisałem, nie to jest głównym problemem. Głównym problemem jest to, że do komiksu, który posługuje się taką symboliką – już nieważne, jak to robi – doczepiono idiotyczną humoreskę. To kompletnie się nie sprawdza. 

Zresztą to nie jest jedyny, nazwijmy to redaktorski problem z tym komiksem. Scena z końcówki "Magneto" #10 zostaje powtórzona w "Uncanny Avengers" #24. Widzimy ją dwa razy, raz z perspektywy Magneto, raz z perspektywy bohaterów UA. Problem w tym, że w obu wypadkach wygląda zupełnie inaczej. Dialogi są inne, w UA relacje bohaterów są zdecydowanie bardziej antagonistyczne, nie mówiąc już o tym, że Remender ignoruje wątek z MGH. 

A mimo to, z fabularnego punktu widzenia, ten album jest całkiem niezłym prologiem do "Axis". Zbiera bohaterów w jednym miejscu, daje im przeciwnika, oferuje całkiem porządną konfrontację, a w finale niebywale podbija stawkę, by uzasadnić, czemu właściwie następna historia będzie wielkim crossoverem. 

Natomiast jeśli chodzi o wartswę graficzną mamy tu jeden wielki kociokwik. Sześciu rysowników – od kiepskiego Greena, przez przeciętnych: Larrocę i Renauda, po dobrych: Acuñę, Fernandeza i Waltę. Problem w tym, że praktycznie żaden z nich nie pasuje do pięciu pozostałych. Tylko raz jest to celowe zagranie – w wypadku Fernandeza, który rysuje sceny telepatycznych tortur. To, że nie pasuje do rysującego resztę zeszytu Walty tylko podkreśla odrealnioną sytuację. 

I znowu, nie ma co się dziwić – ten album zlepiono z kilku nie mających ze sobą nic wspólnego komiksów. Ale rezultat pozostaje dziwaczny. Przynajmniej poza Greenem wszyscy co najmniej porządnie wypełnili swoje obowiązki. Natomiast ten pierwszy, narysowany przez Greena zeszyt to chyba najbrzydsze, co dotąd się ukazało w ramach "Uncanny Avengers". 

Ostatecznie myślę, że w pewnych okolicznościach warto po ten album sięgnąć – jeśli czytacie "Uncanny X-Men" Bendisa i byliście ciekawi, co się stało z Magneto po tym, jak opuścił tamtą drużynę. Jeśli chcecie sięgnąć po "Axis", "Preludium do Axis" jest dość istotnym komiksem. Jeśli po prostu zbieracie "Uncanny Avengers"... to jesteście po lekturze trzech dobrych lub nawet bardzo dobrych albumów. Ten im nijak nie dorównuje. Zeszyty Bunna są bardzo dobre, ale najlepsze, co mogę powiedzieć o zeszytach Remendera to to, że mają dobre momenty. 

2,5/5 

Krzysiek "Krzycer" Ceran

Uncanny Avengers: Preludium do Axis 
scenariusz: Rick Remender i Cullen Bunn 
rysunki: Sanford Green, Gabriel Walta, Javier Fernandez, Salvador Larroca, Daniel Acuña i Paul Renaud 
zawiera: Uncanny Avengers #23-25, Uncanny Avengers Annual #1 i Magneto #9-10 
cena: 39,99 zł 

Recenzje powiązanych komiksów:


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.