Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 21.02.18

avalonpulse0.png

W najnowszym numerze Pulse'a omawiamy specjalne wydanie serii Black Panther, ostatnie numery Generation X i Luke Cage oraz kolejne zeszyty takich serii jak Astonishing X-Men, Mighty Thor, X-Men Gold, Venom i Star Wars: Doctor Aphra. Zapraszamy do lektury.


Astonishing X-Men #8 
"A Man Called X" part 2
scenariusz: Charles Soule
rysunki: Paulo Siqueira

Krzycer: Wciąż uważam, że dopisanie Proteusa do konfliktu Xaviera i Shadow Kinga jest mocno przypadkowe i nie bardzo ma sens (wyjaśnienie jest takie, że Proteus został uwolniony po zniszczeniu SK, bo SK był w posiadaniu duszy Proteusa, co... eh... jasne, czemu nie). Ale wykonanie pozostaje zaskakująco dobre. Podoba mi się cięty, wyzłośliwiający się na otoczeniu X. Bardzo podoba mi się monolog Kevina, wyjaśniającego swoją wersję wydarzeń - nawet jeśli łże w żywe oczy. A może nie łże? Kto wie? 
Przeżyłbym bez iksa z dwoma telepatycznymi giwerami, ale przez Aarona pewnie już nigdy nie uwolnimy się od telepatycznych shotgunów, kałasznikowów i czego tam jeszcze. 
I to jest serio mój jedyny zarzut do tego zeszytu. No, jeszcze rysunki - choć ogólnie są spoko - wykładają się na dwóch elementach. Jednym jest to, że Siqueira nie umie rysować starych ludzi, więc Old Man Logan wygląda po prostu jak Logan z inną fryzurą i zarostem. Drugim jest to, że ni cholery nie rysuje Psylocke jak Azjatki, co jest problemem, gdy Kevin pokazuje jej wizję jak wyglądała kiedyś - i jasne, kostium i fryzura są inne, karnacja trochę też. I to wciąż jest absurdalnie mała różnica. 
Ale cała reszta? Cała reszta jest super. Dobrze wychodzą też małe scenki - sekwencja z Proteusem i karabinem czy złośliwie antagonistyczny być może flirt Logana i Raven. Ostatni kadr jest odpowiednio obrzydliwy. 
Przy każdym numerze dziwię się na nowo, jak podoba mi się ta seria. Wciąż się obawiam, że Soule coś zrąbie w finale, wciąż wolałbym, by którykolwiek z tego tuzina rysowników narysował całą serię, bo nie podoba mi się ta sztafeta... ale 2/3 serii za nami, a to wciąż jest bardzo przyjemna superbohaterszczyzna. A przy okazji najlepsza iksmenowa drużynówka, jaka się obecnie ukazuje. Wiążę duże nadzieje z X-Men Red, ale w tym momencie Blue, Gold, Sun, Moon i Crystal nie mogą się równać z Astonishing. 


Black Panther Annual
scenariusz: Don McGregor, Christopher Priest, Reginald Hudlin
rysunki: Mike Perkins, Ken Lashley, Daniel Acuna

Rodzyn: Idealnie w okolicach premiery filmu Marvel wydał specjalny zeszyt serii Black Panther. Z takimi numerami różnie bywa, jednak tutaj udało się stworzyć bardzo dobry hołd dla całej historii postaci. Marvel zaprosił do stworzenia historii trzech scenarzystów, którzy na różny sposób reinterpretowali postać i tutaj dołożyli kolejną cegiełkę do swoich runów. Otwierająca zeszyt historia Christophera Priesta znów w znany dla niego sposób opowiedziana jest z perspektywy agenta Everetta Rossa. Fanom jego runu na pewno przypadnie do gustu taki dodatek. Jest na swój sposób zabawnie, ale też podkreśla pewne ważne wątki tamtych przygód Pantery. 
Kolejna historia od Dona McGregora również utrzymana jest w charakterystycznym dla niego stylu. Mamy tu więc dużo narracji, mało dialogów i nawiązanie do jego wcześniejszych opowieści. Rysunki Acuny wpisują się w styl tamtych historii i jest to smutne, choć dobre domknięcie kolejnych wątków.
Finałowa historia Hudlina to powrót do przyszłości jaką zarysował kilka lat temu na łamach poprzedniego Annuala. Nie czytałem jeszcze jego runu, z racji tego że nie jest polecany aż tak jak inne komiksy z Panterą. Ciężko mi jest więc ocenić tę historię bez większego kontekstu, ale nie wypada w moim odczuciu źle.
Myślę, że nie było to zamysłem twórców, ale komiks utrzymany jest w nieco przygnębiającym tonie. Każda z historii przypomina nam o utracie przez T'Challę kogoś mu w jakiś sposób bliskiego, pokazuje, jak świat wokół niego się zmienia, a on w tym świecie wciąż trwa. Komiks wypada bardzo dobrze dla osób znających wczesniejsze przygody bohatera i cieszy mnie, że Marvelowi udało się namówić tych scenarzystów do powrotu. To celebracja bogatej historii T'Challi, którą naprawdę warto poznać. 



Generation X #87 
scenariusz: Christina Strain
rysunki: Amilcar Pinna
 
Krzycer: Bardzo ładny finał. Imponujący, bo Strain bardzo dużo w nim upchnęła - w jednym zeszycie mamy jednocześnie Jubilee popisującą się powrotem do dawnej formy, zbieraninę głównych młodych bohaterów ratujących sytuację jak na bohaterów serii przystało, gromadę weteranów klasycznego "Generation X" dokładających swoją cegiełkę do uratowania sytuacji siłą nostalgii, a także więcej epilogów i zakończeń niż w "Powrocie króla". I bardzo fajnie się to wszystko czyta, i żałuję, że właśnie żegnamy się z serią. Mam nadzieję, że Strain dostanie wkrótce jakiś inny mutanci tytuł - i że wkrótce pojawi się inna seria o młodych mutantach i nie będziemy musieli czekać na nią parę lat, tak jak ostatnio. Choć, oczywiście, zamknięcie Gen X po garści numerów pewnie oznacza, że Marvel nie zdecyduje się szybko na kolejny taki tytuł. Szkoda. 


Infinity Countdown Prime 
scenariusz: Gerry Duggan
rysunki: Mike Deodato Jr.

Krzycer: Muszę powiedzieć, że kończyłem lekturę całkiem podjarany perspektywą zbliżającej się historii. Duggan zaoferował coś niezłego w swoich "Guardians of the Galaxy", a zaprezentowana tutaj sytuacja na szachownicy jakoś tak miło kojarzy się z eventami DnA. Jestem zainteresowany tym, co z tego wszystkiego wyniknie. 
A tak kompletnie obok. Czy ktoś może mi wyjaśnić, czemu Deodato szatkuje swoje rysunki tymi siateczkami? Jeszcze rozumiem, co to daje na stronie z kebabem z Lokiego, gdzie ta siateczka sprawia, że dziura zasłaniająca najbardziej brutalny element rysunku wypada naturalnie. Ale całe to szatkowanie w finale, na stronach z Magusem i *spojlerem* - co to daje? Jaki to ma mieć efekt? Po co to jest? Wydaje mi się, że wiem odrobinę o komiksach, kadrowaniu, kompozycji i innych słowach na k, ale serio, myślę o tym od jakiegoś czasu (zacząłem przy ostatniej historii w "Old Man Loganie" rysowanej przez Deodato, gdzie było to samo) i nie znajduję żadnego uzasadnienia dla tego zabiegu. 

więcej o tym numerze przeczytacie tutaj:
Who holds the Stones? - komentarz do Infinity Countdown Prime



Luke Cage #170
scenariusz: David Walker
rysunki: Guilermo Sanna, Marcio Menyz

Rodzyn: Powyższa okładka może być nieco myląca, gdyż historia zawarta w tym zeszycie nie jest już częścią historii "Caged!". Ta zakończyła się na łamach poprzedniego numeru i w ostatecznym rozrachunku była o wiele lepsza niż zapowiadała jej pierwsza część. Z racji tego, iż numer ten okazał się być ostatnim w serii, David Walker zdecydował się poświęcić go na historię, którą chciało opowiedzieć praktycznie od momentu, w którym zabrał się za pisanie przygód Luke'a. Po piętnastu numerach Power Man & Iron Fist i jedenastu z solowymi przygodami Luke'a, Walker żegna się niestety z postacią. I robi w najlepszy możliwy sposób: Cage decyduje się opowiedzieć swojej córce Danielle bajkę. Po tym, jak dziewczynka jest wyśmiewana w szkole za to, że rodzice nie poświęcają jej wiele czasu, ojciec chce to jakoś naprawić. Jego historia szybko schodzi jednak z drogi jąką sobie wyobraził i narracja trafia w ręce Danielle, która w zabawny i mądry sposób tworzy bajkę pełną tego co nauczyli ją rodzice, ale też zawierającą lęki z jakimi się teraz mierzy. To wartościowa historia, pełna uroku i szkoda, że Walker nie dostał szansy na większy rozwój Luke'a. Mam tylko jedną uwagę do tego zeszytu: w aktualnych przygodach Jessiki Jones jej córka ledwo mówi, a tutaj jest naprawdę rozgadana. Ewidentne niedopatrzenie edytorów, ale dla tak dobrej historii jestem w stanie przymknąć oko.



Mighty Thor #704
"Death of Mighty Thor" part 5
scenariusz: Jason Aaron
rysunki: Russell Dauterman

Rodzyn: Epicka walka Odyna i Odinsona z Mangogiem trwa. W tle Freya konfrontuje się z Lokim, przez którego na kilka miesięcy nie miała wpływu na los Asgardii. Na Ziemi zaś Jane przypomina sobie momenty ze swojego życia, w których musiała zmierzyć się ze śmiercią bliskich i tego, jakie miejsce w jej życiu mają bogowie. Kobieta otoczona przez przyjaciół stara się wrócić do zdrowia, odkładając obowiązki boga na bok. 
Aaron dostarcza kolejny emocjonujący epizod swojej sagi o Thorze i nie ma co ukrywać, że to wciąż najlepiej rozplanowana seria w Marvelu. Do tego wciąż świetne rysunki Dautermana. Czy w ogóle jest potrzeba omawiać kolejne numery?
Jako że mniej więcej w tym samym czasie czytałem Doctor Strange: Damnation #1, które powinno rozgrywać się po wydarzeniach z tej historii (bo nie mam pojęcia jak mogłoby w trakcie, a tym bardziej przed), mam obawy, że ten numer zaspilerował mi finał tej serii. Jeżeli nie, edytorzy po raz kolejny zawinili. 


Star Wars: Doctor Aphra #17
"Remastered" part 4
scenariusz: Kieron Gillen, Simon Spurrier
rysunki: Emilio Laiso

Rodzyn: Gillen i Spurrier włączają do gry postać bliskom fanom Star Wars: Rebels i zdecydowanie polecam im lekturę tej serii, jeżeli jeszcze tego nie zrobili. Podoba mi się, do jakiego punktu zaprowadził postać Kieron i co będzie mógł zrobić z nią Simon w przyszłości. Udaje im się stworzyć ciekawy drugi plan dla Aphry, który w charakterystyczny już dla tej serii sposób dostarcza sporo zabawy. Świetnie wypada też Tolvan i mam nadzieję, że jej relacja z Chelli mocniej rozwinie się w kolejnych numerach. To ciekawy duet, a seria nabiera większego potencjału z każdym kolejnym numerem. 



Tales of Suspense #102
"Red Ledger" part 3
scenariusz: Matthew Rosenberg
rysunki: Travel Foreman

Rodzyn: Historia powoli przestaje mieć tutaj większe znaczenie i szczególnie nie ciekawi. To co ciągnie tą historię do przodu to dynamika między Clintem i Buckym. Tak dwie różne postaci związane jedną zagadką oferują relację, którą świetnie się śledzi. Dialogi Rosenberga i to w jakich sytuacjach każe bohaterom współpracować po prostu prosi się o coś więcej dla tych postaci. Po cichu liczę, że "Red Ledger" nie będzie ostatnim razem, w którym widzimy ich razem. Nieco dziwi mnie śmierć kolejnej już nie aż tak anonimowej bohaterki na kartach tego komiksu, ale jak to w komiksach, każdy kiedyś w jakiś sposób wróci. Polecam nadrobić! Fani przygód Clinta z ostatnich paru lat powinni docenić jego duet z Winter Soldierem.



Venom #162 
"Poison X" part 3
scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: Edgar Salazar

Krzycer: Wciąż nie widzę sensu w pomyśle, by symbiont miał coś dawać takiemu np Icemanowi. Cyclopsowi niemal dosłownie daje lasery z tyłka, co też jest durne, ale powiedzmy, że potrafię to sobie jakoś wytłumaczyć. Ale ten Iceman mnie frapuje. Co powiedziawszy, nie mogę nie dodać, że jestem pod wrażeniem tych designów zvenomizowanych X-Men. Naprawdę wyglądają zaskakująco dobrze. Sama historia pozostaje błaha, ale wciąż przyjemnie się to czyta jako popcorn dla mózgu. 



X-Men Gold #22
"Brotherhood" part 2 
scenariusz: Marc Guggenheim
rysunki: Diego Bernard

Krzycer: Ech. Narzekałem na cliffhanger z poprzedniego zeszytu, że trójka błaznów pokonała X-Men. Siurpryza! X-Men tylko udawali. Spoko. Ok. Powiedzmy, że Guggi odkupił grzeszek. Po czym wpisuje bohaterów w jeszcze głupszy scenariusz, w którym dają się nabrać na tak obrzydliwie oczywistą iluzję, że głowa mała. I jeszcze ten durny scenariusz będzie przyczynkiem do całej następnej historii... Argh. 
A i tak chyba najgłupiej wypada Kitty, która w finale zamartwia się, co się stanie z Nowym Jorkiem skoro ich grupka idzie do pierdla (tyle dobrego, że She-Hulk przypomina jej o istnieniu innych superbohaterów) i, co gorsza, ze szkołą. Szkołą, w której - co widzieliśmy w Generation X, ale nie tylko - jest drugie tyle byłych X-Men opiekujących się uczniami. 
Czyli - standardowy Guggi. Może chce dobrze, ale nic mu nie wychodzi.


Sprawdź także:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.