Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Spider-Man i Czarna Kotka: Zło, które ludzie czynią - Dengar


„Piekło jest na ziemi, jest w każdym człowieku i każdy z nas może stanąć przed jakimś wewnętrznym sądem ostatecznym. I zmartwychwstać z niego innym, nowym człowiekiem.” - Maria Dąbrowska 

Muszę przyznać, że do tej pory nie byłem świadom istnienia tego komiksu i tym chętniej zabrałem się za lekturę. Nie chcąc psuć sobie frajdy z czytania, nie szukałem recenzji czy jakichkolwiek informacji na temat tej pozycji i muszę przyznać, że był to dobry pomysł. Dlaczego? Jest to komiks trudny do ocenienia, by w tekście nie zawrzeć kluczowych informacji zdradzających fabułę, ale z drugiej strony to właśnie pewne fabularne szczegóły sprawiają, że ta historia wyróżnia się spośród innych tytułów. 

No właśnie, co tu można napisać o tym komiksie? Zło, które ludzie czynią jest komiksem może nie trudnym, co poniekąd ciężkim, chociaż początkowo nic tego nie zapowiada. Cała historia składa się z sześciu zeszytów i ciężki klimat pojawia się już w trzecim z nich. Ale zacznijmy od początku. Motywem przewodnim tej historii – na pierwszy rzut oka – wydają się poszukiwania. Zarówno Black Cat jak i Spider-Man szukają kogoś, co oczywiście musi doprowadzić do ich spotkania. Nie za bardzo potrafiłem umiejscowić ten komiks w czasie i nie do końca byłem pewny czy spotkanie Spidera i Kotki będzie pełne przytulasków i uśmiechów czy raczej – jak to teraz jest w amerykańskim Amazing Spider-Man – będzie to darcie kotów. Jak się okazało, jest sympatycznie, a nawet nie tylko są to przytulasy ale i nasi milusińscy posuwają się o drobny kroczek na przód. I tu przypominam, Peter nadal jest żonaty z Mary Jane! Ale nie oceniajmy naszego drogiego Pajączka zbyt surowo. W końcu spotkanie z byłą dziewczyną zawsze porusza jakąś strunę wewnątrz nas, prawda? No chyba, że tylko Peter tak ma.

Jak już zostało powiedziane, Black Cat i Spider spotykają się i łączą swoje siły, gdy odkrywaja, że prawdopodobnie szukają tej samej osoby. Ci, co spodziewają się jakiejś skomplikowanej fabuły, intrygi w stylu Doktora Octopusa lub Normana Osborna, to niestety się rozczarują. Nie ma tu nawet stricte wojny gangów czy superzłoczyńców z prawdziwego zdarzenia (sorry, Scorpia, ty się według mnie do nich nie zaliczasz). Historia jest niezwykle prosta: nasi herosi wpadają na trop handlu narkotykami... chociaż nie... to nie chodzi o handel narkotykami co zgony za sprawą narkotyków, których zażycia nie sugerują żadne ślady na ciałach zmarłych. Jest tajemniczo i dość ciekawie, ale lata śledzenia przygód Spider-Mana nauczyły nas, że miewał ciekawsze przygody. Ale nie przekreślajmy jej bo nie ma tu laserów, furkoczących na wietrze peleryn, mocnego mordobicia i plucia zębami. Komiks raczej koncentruje się na relacji, lub raczej, byłej relacji łączącej Petera i Felicję. Dowiadujemy się kilku faktów na temat tego, co tę dwójkę kiedyś łączyło, i co być może mogłoby ich dalej łączyć, gdyby Peter nie poślubił Mary Jane. 

W sumie to odnoszę wrażenie, że Kevin Smith (jakby ktoś nie wiedział, to scenarzysta i reżyser takich filmów jak Dogma, Clerks – Sprzedawcy) pisząc ten komiks bardziej chciał pokazać Felicię niż samego Spidera, a wrzucenie Ścianołaza do komiksu miało skłonić większe grono czytelników do sięgnięcia po tę historię. Mogę się mylić, mogę mieć rację, nie mnie to oceniać. Podczas lektury poznajemy sporo rzeczy o Black Cat, których mogliśmy nie wiedzieć wcześniej. Ja osobiście byłem w lekkim szoku, gdy przeczytałem że jest ona biseksualna (nie żebym miał coś przeciwko! ale do tej pory, jeśli mnie pamięć nie myli, nie pokazywano jej w związku z jakąkolwiek kobietą). Panna Hardy została tu pokazana jako postać złożona, skomplikowana i poniekąd tragiczna. Nigdy nie zastanawiałem się dokładnie, co ją pchnęło w stronę przestępczej działalności, do tej pory sądziłem, że wynika to z faktu, iż jej ojciec był złodziejem. A tu proszę, jednak ta historia ma drugie dno. Takiej genezy się nie spodziewałem. Jestem zaskoczony i to pozytywnie, mimo że poruszany w komiksie temat jest przerażający. 

Równie ciekawą co i tragiczną postacią w tym komiksie jest Francis Klum. Postaci tej w ogóle nie skojarzyłem, ale z biegiem czasu przypomniałem sobie, że już ją kiedyś widziałem, tylko że wtedy nosił kostium.... A w sumie nie ważne czyj kostium, nosił go i tyle. Przeczytacie to się dowiecie. Myślę, że jej tragizm przewyższa traumatyczną historię, którą przedstawia nam Felicia. Jest to człowiek niezwykle nieszczęśliwy, który mimo niezwykłych umiejętności czyni zło, choć nie jest ono jego wyborem. Do tej pory na kartach pajęczych komiksów nie spotkaliśmy takiego „złoczyńcy”. Nie nazywam go tak wprost, bo nim nie jest, on nie pragnął takiego życia. Ciekawe jest to, jaką drogę przechodzi Klum przez te kilka zeszytów: jest ofiarą, później panem swojego życia, by w końcu stać się tym, kim nie chciał być. Na skutek działań Spider-Mana i towarzyszącego mu Daredevila, Francis decyduje się świadomie kroczyć drogą przestępczości aby się zemścić na swoich oprawcach. 

No właśnie, tragizm postaci zarówno Kluma jak i Black Cat przybliża nam niezwykle drażliwy temat, ale jest on niestety życiowy. To z czym musieli się zmagać przez te wszystkie lata niewątpliwie odcisnęło na nich piętno. Ciężko pisać o tym temacie, aby nie spoilerować, jednak mogę powiedzieć tyle, że poruszona przez Smitha tematyka dotyka wiele osób na całym świecie, niezależnie od rasy, płci, wieku czy stanu społecznego. Jest to coś niezwykle trudnego do zwalczenia i zaakceptowania. O tym świadczą słowa Kluma, który sam jest ofiarą: „Nie mogę! Wszyscy się będą śmiali! Powiedzą, że to moja wina! Że na to zasłużyłem! Że sam to na siebie ściągnąłem!”. Nie jestem ekspertem, ale chyba sporo ofiar myśli w ten sposób, obwiniają się za zło innych, boją się, że nie otrzymają pomocy jeśli się po nią zgłoszą. Scenarzysta naświetla drażliwy temat i jakby daje nam do zrozumienia, że obliczu takiej tragedii nie powinno się tego dusić w sobie, tylko poszukać pomocy, pozwolić sobie pomóc aby z biegiem czasu wyjść na prosto. Wiem, łatwo się o tym mówi, bo proces wychodzenia na prosto zapewne jest długi i mozolny, ale trzeba coś z tym zrobić. Felicia w pewnym sensie uporała się ze swoimi demonami, poszła na przód i sama kształtowała swoją osobę, mimo wszystko, wciąż pamiętając o tragedii. Klum z kolei zaakceptował swoją przeszłość, lecz pomimo upływu lat wciąż tkwił w tym wszystkim, raz po raz wszystko przeżywał na nowo i to tragedia i jego oprawca ukształtowali jego osobę, a nie on sam. 

Jeśli chodzi o komiks pod innymi względami, to na pewno przykuwają oko rysunki Terry'ego Dodsona. Zastanawiałem się, skąd znam tę kreskę i dopiero po chwili szukania z wujkiem Google zorientowałem się, że widziałem je w Daredevilu i serii Marvel Knights Spider-Man. Nie są to może wybitne rysunki, które powalają na kolana, styl Dodsona można lubić, tolerować lub nienawidzić. W tym przypadku wyszło mu to całkiem dobrze. Strona graficzna jest ładnie zrobiona i miło się ogląda wszystkie rysunki. Jedynie co, to można się zastanowić nad tym, czy Felicia nie ma przypadkiem aż za dużych „walorów” umożliwiających jej oddychanie. Ogólnie, wszystko ładnie i przyjemnie, oczy nie męczą się po kilku minutach czytania. 

Komiks nie jest pozbawiony rzecz jasna minusów, ale nie będę ich wymieniać bo komuś może się podobać to, co akurat ja bym skrytykował. Wspomnę tylko, że może razić w oczy przetłumaczenie Black Cat jako Czarnej Kotki. Pamiętam, że w kreskówce Spider-Man The Animated Series była ona właśnie Czarną Kotką, jednak chyba bardziej swojsko bym się czuł gdyby Black Cat pozostała Black Cat. Ale to drobna kwestia, nie umniejszająca ani trochę frajdy z czytania. 

Jeśli Drogi Czytelniku, jesteś ciekaw co też spotkało Black Cat, jak potoczyło się śledztwo Felici i Petera oraz jak narodził się nowy złoczyńca, to koniecznie musisz sięgnąć po ten komiks. 

Dengar

Spider-Man i Czarna Kotka: Zło, któe ludzie czynią
Scenariusz: Kevin Smith 
Rysunki: Terry Dodson 
Wydawnictwo: Egmont 
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski 
Liczba stron: 174 
Cena: 69,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.