Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Moon Knight: Z martwych - Rodzyn


Egmont coraz śmielej zaczyna wybierać serie z okresu Marvel NOW!, i tak po prawie samych flagowych seriach, które często dają wiele do życzenia, pojawia się tytuł pod wieloma względami o wiele ciekawszy. Mowa tu o serii Moon Knight, a dokładniej o jej pierwszym tomie autorstwa Warrena Ellisa, Declana Shalvey'a i Jordie Bellaire. Zespół twórców w tym składzie był bowiem odpowiedzialny tylko za odświeżenie postaci i wyznaczenie pewnego kursu dla jej kolejnych przygód. I tom z pewnością spełnił to zadanie.

Dla wielu osób, nie tylko poskich fanów, ale i amerykańskich, postać Moon Knighta nie jest szczególnie znana i wielokrotnie pokazywaną ją jako kolejną wariację Batmana, choć to stwierdzenie dalekie od prawdy. Moon Knight to bohater, pod maską którego ukrywa się Mark Spector, psychopatyczny schizofrenik posiadający mnogą osobowością, do tego będący awatarem egipskiego boga Khonshu. Widzicie teraz różnicę? Mark posiada wiele osobowości i w zależności od sytuacji przyjmuje różne twarze, co i w tym tomie dobrze widać. 

Gdy pojawia się po raz pierwszy na kartach tego komiksu, porzuca swój kostium na rzecz białego garnituru, patrolując miasto w ekskluzywnej limuzynie, pojawiając się na miejscu zbrodni jako Pan Knight. Każdy z zawartych w tym tomie zeszytów, a jest ich sześć, to osobna historia. Tylko finałowy zeszyt zawiera odniesienia do pozostałych przygód Knighta, gdy skupia się na innej postaci. Mamy tu więc m.in. starcie z duchami, zanurzenie się w narkotykowy sen czy starcie z seryjnym mordercą. 

historie jakie są tu zaprezentowane nie byłyby tak wyjątkowe gdyby nie rysunki Declana Shalveya. Sekwencja pokazująca kolejne zabójstwa snajpera w drugim zeszycie, czy też narkotykowy odlot Knighta z czwartego to pokaz świetnych umiejętności artysty. Najlepszym w moim odczuciu jest jednak piąty numer gdzie śledzimy Moon Knighta w próbie odbicia zakładniczki. Mamy tu sekwencję akcji na wzór The Raid czy Dredda, gdzie Spector wdziera się na kolejne piętra budynku walcząc z przeróżnymi zbirami, by dostać się w docelowy punkt. 

Nie byłby to ten sam komiks, gdyby nie wkład Jordie Bellaire. Świetnie wyróżnia biel kostiumu Moon Knighta, do tego każdemu z zeszytów nadając pewien przewodni kolor. Pozostają one przy tym spójne wizualnie. Dzięki jej pracy i temu jak świetnie dogaduje się z Shalveyem, od momentu gdy pierwszy raz poznałem ten komiks śledzę karierę tego duetu, czy to we wspólnych pracach czy osobnych. Razem z Ellisem stworzyli ciekawe Injection dla Image (liczę że po sukcesie tego tomu i ta seria u nas znajdzie swego wydawcę), osobno zaś dostarczają równie interesujących rzeczy. 

Okładkę tego tomu zdobi cytat z recenzji portalu ComicVine: "nieważne, czy wcale nie znasz tego bohatera, czy od dawna go uwielbiasz - i tak musisz przeczytać ten komiks". Zdanie to świetnie podsumowuje to, co można powiedzieć o tym albumie. O ile kolejne dwa tomy autorstwa innych zespołów twórców nie są  aż tak chwalone, tak tym warto wzbogacić swoją kolekcję. Dla polskich fanów komiksów Marvela to też świetny wstęp do poznania tej postaci i mam nadzieję, że otrzymamy także inne komiksy z nim, jak chociażby późniejszy równie dobry run Jeffa Lemire (Czarny Młot, Green Arrow) czy też wcześniejsze klasyczne historie. 
 
Rodzyn

Moon Knight: Z Martwych, tom 1
scenariusz: Warren Ellis
rysunki: Declan Shalvey
kolory: Jordie Bellaire
tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Format:165x255 mm
Liczba stron:132

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.