Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 10.01.18

avalonpulse0.png

W tym numerze Pulse'a: o początku 16-częściowej historii No Surrender rozgrywającej się w nowym tygodniku Avengers; o pierwszym numerze maxiserii Old Man Hawkeye będącej prequelem historii Old Man Logan; o Annualu serii X-Men Gold świętującym rocznicę powstania drużyny Excalubur; a także o kolejnych numerach takich serii jak Runaways, X-Men Blue i Phoenix Ressurection



scenariusz: Mark Waid, Al Ewing, Jim Zub
rysunki: Pepe Larraz 

Rodzyn: Marvel nieco uprządkował chaotyczną linię tytułów o Mścicielach i zamiast dotychczasowych trzech serii (choć jeszcze nie tak dawno temu było ich jeszcze więcej) dostajemy bezprzymiotnikowy tygodnik Avengers, gdzie rozegrać się ma wielka historia No Surrender, która ma na nowo ukształtować bohaterów wchodzących w skład różnych drużyn Mścicieli. Pierwszy numer ledwie zarysowuje całą sytuację: cała Ziemia zostaje przeniesiona w bliżej nieokreślone miejsce, a część z obecnych na niej bohaterów zostaje "zamrożona". Pozostali herosi, zarówno Ci obecni na skradzionej Ziemi jak i Ci będący w momencie porwania poza jej orbitą, muszą poradzić sobie z nową sytuacją i spróbować przywrócić wszystko do dawnego porządku. Na łamach historii do drużyny dołącza Lightning (dawniej Living Lightning), nieco zapomniany Avenger, który ma odegrać ważną rolę w całym evencie i kilka pierwszych stron zostaje poświęconych jego wprowadzeniu. Ostatnie strony zaś to pojawienie się Voyager, bohaterki, która wedle zapowiedzi ma być dawno zapomnianym jednym z oryginalnych członków Avengers. Szczegóły poznamy w kolejnych odsłonach i serii i jestem ciekaw, jak to wszystko wyjaśnią. Najbardziej jednak jestem zainteresowany tym, co dostaniemy pod koniec eventu i jaka przyszłość będzie czekać Mścicieli.



scenariusz: Ethan Sacks
rysunki: Marco Checchetto

Krzycer: Naciągam, ale od pierwszych zapowiedzi mówiłem tylko, że się obrażę, jeśli Madroxy wystąpią tu jako redneckowe, zdegenerowane mięso armatnie. No więc... guess what. 
Z pozytywów, rysunki Chechetto są świetne, aaale... Bardzo lubię tego rysownika, ale kurczę, on chyba nie umie rysować starych ludzi? Tutaj pada bardzo konkretna liczba, to ma się dziać 45 lat po powstaniu złoczyńców - sorry, Clint wygląda może na sześćdziesiąt lat. Claire nawet młodziej. 

scenariusz: Ed Brisson
rysunki: Matteo Buffagini

Krzycer: Na razie nie kupuję tego wskrzeszenia, ale zobaczymy, może następna historia mnie przekona. Natomiast ten numer jest... nie jest zły, sam w sobie. Jako pojedynczy zeszyt. Ale w kontekście historii, to jest idiotyczne, że to jest finał historii. Gorgon i Hand dają się strasznie zeszmacić. No i w ogóle Gorgon był debilnie prowadzony przez całą tę historię. Czemu on jest zafiksowany na punkcie Logana? Logana, który napatoczył się na tę aferę kompletnym przypadkiem? 
To wciąż nie jest dobry komiks - ale to mógł najlepszy jak dotąd zeszyt Brissona. 


scenariusz: Matthew Rosenberg 
rysunki: Joe Bennett

Krzycer: O, po poprzednim spowolnieniu, tutaj akcja przyspiesza, X-Men dochodzą do jakichś wniosków... a w White Hot Roomie czy gdziekolwiekbądź wydarzenia również nabierają tempa. 
Cieszy mnie wykorzystanie Emmy - zwłaszcza, że pozostaje antagonistycznie nastawioną, ale nie automatycznie wrogo nastawioną wobec X-Men. (Im więcej będzie pisana jak dawniej, tym szybciej będziemy mogli zapomnieć o tym syfie z IvX). A jednocześnie, jej występ tutaj jest... dziwny. Chyba ten jeden raz ktoś w Marvelu dopilnował, żeby tym komiksem nie zaspojlerować mającego się dopiero ukazać, ostatniego zeszytu "Jean Grey". A jednocześnie kwestie Emmy z PR#3 nie bardzo mi pasują do tego, czego była świadkiem w poprzednim numerze JG. 
Natomiast większym problemem jest dla mnie to, że po podkreślaniu w poprzednim numerze, jak to X-Men potrzebują telepaty, rola Emmy sprowadza się do powiedzenia X-Men "pamiętacie Dark Phoenix Saga i to, jak Jean i Scott kochali się na ostańcu w Nowym Meksyku?". Jest to tym głupsze, że opiera się na wspomnieniach Scotta, a nie Jean, jest tylko podszeptem intuicji a nie pewną informacją... No i ostatecznie jest to dość głupia rada. Znaczy, nieważne, jaki ten seks by nie był, trudno mi uwierzyć, by ta durna skała była najważniejszym wspólnym wspomnieniem Scotta i Jean. (To, że Emma okazuje się mieć rację, nic tu nie zmienia.) 


scenariusz: Rainbow Rowell
rysunki: Kris Anka

Misiael: cały zeszyt bohaterowie siedzą w jednym miejscu, rozmawiają ze sobą i fabuła wciąż jeszcze nie ruszyła... ale czyta się znakomicie, bo dialogi są dobrze napisane, służą rozwojowi relacji między postaciami i pogłębianiu ich osobowości. To leniwe, niespieszne tempo prowadzenia akcji (przypadłość wielu scenarzystów, którzy przywędrowali do komiksów ze świata literatury) Runaways akurat zdaje się służyć. Jest spoko.



scenariusz: Cullen Bunn
rysunki: R. B. Silva

Krzycer: Ech. Z jednej strony czapki z głów, bo Bunn znalazł bardzo logiczne wyjaśnienie, jak zignorować końcówkę runu Hopelessa (która próbowała zakończyć wątek "musimy wrócić do przeszłości" stwierdzeniem, że O5 są w przeszłości, rzeczywistość sama się zagoiła, a bohaterowie komiksu są duplikatami, którzy nie mogą wrócić do domu). Czy raczej - jak dopisać kontekst do tamtej sceny, by ponownie otworzyć ten wątek. Na dodatek znalazł idealnych kandydatów na złoczyńców, wybierając spośród nie takiej znowu licznej galerii przeciwników, z którymi All-New zdążyli się zmierzyć. Jest to wszystko bardzo zręczne, ma sens (choć zabij, nie wiem, jak to odkręci, bo przecież nie można tego wszystkiego tak zostawić). 
Z drugiej strony - nie cierpię tych gości i miałem szczerą nadzieję, że już nigdy ich nie zobaczę i że będziemy mogli o nich zapomnieć. 


scenariusz: Marc Guggenheim, Leah Williams
rysunki: Alitha Martinrz

Krzycer: O kurczę. To może być niespodzianka tygodnia, jeśli nie miesiąca. Guggenheim napisał historię, która... podobała mi się. Znaczy, historyjka jest pretekstowa, ale jest tu dużo ładnych, humorystycznych scenek (w tym kilka umiejętnie rozegranych w warstwie wizualnej). Nic nadzwyczajnego, ale montaże z samolotem i nie działającym planem Tego Złego, czy ukryte poza kadrem przebieranki, które miały rozbawić dziecko, są po prostu dobrze zrealizowane. I autentycznie zabawne. 

Nie będę udawał, że stanął mi przed oczyma stary, dobry "Excalibur" - nie czytałem starego, dobrego "Excalibura" poza "The Sword is Drawn" i runem Ellisa (ale to już chyba nie był "stary, dobry" Excalibur?), znam go co nieco z drugiej ręki. Ale była to sympatyczna superbohaterska komedia. A biorąc pod uwagę, jak nudny, nieciekawy, a miejscami żenujący jest run Guggiego w "X-Men Gold" - naprawdę się tego nie spodziewałem. 

Uzupełniającej historyjki nie oceniam, bo szczerze mówiąc znudziła mnie po pierwszych kilku kadrach, dalej ją tylko przekartkowałem. 

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.