Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 13.12.17

avalonpulse0.png

W tym tygodniu mamy dla Was minirecenzje kolejnych numerów Jean Grey, All-New Wolverine, Cable oraz Runaways. Możecie przeczytać także o pierwszy zeszycie Black Panther: Long Live the King, które wydawane jest wyłącznie dla użytkowników ComiXology lub Kindle, a także o pierwszym numerze nowej historii w Unbeatable Squirrel Girl.

Scenariusz: Ed Brisson
Rysunki: Jon Malin

Krzycer: Te rysunki. Ała. Dotąd się podśmiewywałem, że Malin jest godnym spadkobiercą Liefelda, bo rysuje idiotyczne sylwetki, brzydkie twarze itepe. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że rysuje również liefeldowskie sceny akcji - chyba najlepiej prezentuje to kadr z X-23, która wysuwa pazury, a robot rozpada się na kawałki bo... um... X-23 emanuje taką pazurzastością? Spójrzcie na ten kadr - tam nie ma żadnego ciosu, X-23 jest ze dwa metry od robota, ale robot już rozpadł się na kawałki. 

Więc rysunki są koszmarne. A fabuła... whelp. Rzeczy się dzieją, wiemy w końcu kto jest mordercą, nie do końca wiemy czemu. Czy to jest ciekawe? Nie. Czy interakcje w drużynie to wynagradzają? Nie. Ale przynajmniej komiks ma jakąś fabułę, a to wciąż lepiej niż w poprzedniej historii. 


Scenariusz: Dennis Hopeless
Rysunki: Alberto Alburquerque

Krzycer: W tym numerze nie podoba mi się wykorzystanie Hope. Tak, rzucanie się z pistoletami na Feniksa jest absurdalnie cable'owskie, a Hopeless zdecydowanie prezentuje Hope jako nieodrodną córkę Cable'a... ale Hope ma też moce. I w tym momencie powinna się posługiwać skumulowaną telepatią sześciu przebywających w pobliżu telepatów. 
Ale poza tym? Poza tym to był bardzo dobry finał. Który kończy się tak, że po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy nie wiem, czy mam do czynienia ze zmyłką, czy nie. To jest komiks miniJean, nie? Więc to musi być zmyłka, nie? Ale za rogiem mamy Rezurekcję i starszą Jean w zapasie, więc może faktycznie mamy do czynienia z niemalże bezprecedensowym uprzątnięciem duplikatu przed powrotem oryginału? 
Nie mam pojęcia. Obie opcje wydają mi się równie wiarygodne. Jestem pozytywnie zaskoczony. 

Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Juan Cabal

Krzycer: ANW próbuje podobnego zabiegu w swoim finale co Jean Grey - i jest w tym kompletnie niewiarygodne. Gdyby Taylor ograniczył się do egzekucji samego Old Man Logana - byłoby to mocno niewiarygodne, że staruszek ginie tutaj, a nie w swojej serii. Ale gdzieś na marginesie czai się wskrzeszony Logan, więc może faktycznie sprzątają przed jego powrotem? Byłoby to cholernie dziwne, ale może miałbym jakieś wątpliwości. 
Ale sugerowanie, że połowa obsady "Weapon X" zostaje odstrzelona w nie swoim komiksie jest absolutnie niewiarygodne. A ponieważ w tej scenie nie ma Laury, Gabby ani Dakena, żeby ktoś mógł na to zareagować, nie ma tu również żadnych emocji. Tak, to jest ewidentna bzdura, ale gdyby ktoś w komiksie się na to nabrał, może przynajmniej moglibyśmy takiej postaci współczuć. Ale jej tu nie ma, więc zostaje tylko wydumana zmyłka w osobnym wątku. 
A tymczasem bohaterowie lecą pogadać z Muramasą, zatrzymując się po drodze na absurdalną przebierankę (...w kanałach?). Jest tu parę zabawnych interakcji, nadanie Gabby ksywy wypada bardzo fajnie, sekwencja z medytującym i regenerującym Dakenem wygląda ładnie. A mimo to miałem wrażenie, że to numer który istnieje tylko po to, by połączyć początek historii z jej finałem. 


Scenariusz: Rainbow Rowell
Rysunki: Kris Anka

Misiael: nadal dobre. Z jednej strony podoba mi się spokojna podbudowa postaci, redefiniowanie relacji między nimi i wprowadzanie ich pojedynczo, by uniknąć chaosu. Z drugiej strony... mamy już czwarty zeszyt i nadal nie wiadomo, w którą stronę pójdzie fabuła. Bohaterowie nie mają żadnych motywacji do ucieczki od swoich dotychczasowych żyć (u Karoliny jest to szczególnie naciągane) i ten fakt jest nawet zasygnalizowany w dialogach. Jasne, Chase chce naprawić Victora, Gert chce odzyskać przyjaciół, a Molly zaraz dostanie złą babcię, ale trochę to wszystko nie składa się na spójny ciąg wydarzeń. 
Ale to w zasadzie czepialstwo. To jest bardzo dobry komiks, dokładnie taki, na jaki Runaways od dawna zasługiwali. Posunę się nawet do twierdzenia, że to najlepszy run Runaways od czasu vol.1

Scenariusz: Ryan North
Rysunki: Erica Henderson

Rodzyn: Nie tak dawno pisałem na Avalonie o pierwszych dwóch tomach tej serii i byłem nimi zachwycony. Nim jednak zapoznałem się z ich bezpośrednim dalszym ciągiem, postanowiłem sięgnąć po najnowszy numer serii, głównie z czystej ciekawości, co się będzie działo dużo później i czy nadal jest tak dobrze. Poszczęściło mi się z jednego powodu: nowa historia nawiązuje do tego, co wydarzyło się w pierwszy tomie nowych przygód Squirrel Girl, więc przynajmniej orientowałem się, wokół czego kręci się to wszystko. Poza tym, nie potrzebowałem więcej informacji, by cieszyć się z lektury. Dorren czy też jej towarzysze są wciąż bardzo sympatyczni, a masa gościnnych występów innych bohaterów uniwersum nie przytłacza, tylko pasuje idealnie do klimatu serii. Liczyłem trochę na to, że w historii pojawią się wszyscy bohaterowie widoczni na okładce, niestety tak nie jest (może pojawią się później), ale mamy za to wystep Lokiego już w jego nowej roli Sorcerer Supreme. Jeżeli ktoś do tej pory unikał tej serii, niech da jej szanse, to chyba najlepsza humorystyczna seria w ofercie Marvela, a przy tym prezentująca wciągające historie, przy których nie da się nudzić. 
 


Scenariusz: Cullen Bunn
Rysunki: R.B. Silva

Krzycer: To z kolei jest... bendisowskie. "Bohaterowie lądują w x, zanim mogą się połapać w sytuacji przerzuca ich do y". Wciąż było tu trochę więcej treści niż w takiej typowej bendisowskiej historii (serio, ile razy Bendis pisał swoim postaciom takie przypadkowe ciągi? Bo mam wrażenie, że czytałem to kilkanaście razy w różnych seriach), no i w odróżnieniu od typowej bendisowskiej historii tutaj powinno to zmierzać do jakiegoś celu (w końcu Magneto, Polaris i Danger zostali wymazani z teraźniejszości, bohaterowie muszą więc w finale zrobić coś, by to cofnąć), ale i tak... nie wiem, Bunn rzucił tu pewne tropy odnośnie tego, czym ta wersja 2099 różni się od poprzednich i tak sobie myślę, że gdyby poświęcił ze dwa numery na tę przygodę bohaterowie mogliby coś w tej epoce osiągnąć. A tak nie osiągnęli nic, bo od razu przerzuciło ich w lata 90. 
Na marginesie - Bunn musi być fanem Generation X. Nie widzę innego powodu, by już drugi raz wrzucać Mondo do tej serii.



Black Panther: Long Live the King #1
scenariusz: Nnedi Okorafor
rysunki: Andre Araujo 

Rodzyn: To już trzecia miniseria od Marvela i ComiXology i o ile dwa poprzednie nie były czymś wybitnym, to dostarczył dobrej rozrywki przy lekturze i tego samego oczekiwałem po tym tytule. Marvel im bliżej premiery filmu o Czarnej Panterze, tym więcej tytułów z nim związanych publikuje. Po części próbują też zarobić na sukcesie jego obecnej serii autorstwa Ta Nehisi Coatesa, jednak dwie serie, które miały jej towarzyszyć szybko zmieniły się w miniserie. Tym razem z góry wiadomo, że mamy do czynienia z miniserią, i ponownie pisze ją ktoś, kto z komiksem nie miał do tej pory wiele wspólnego. Nnedi Okorafor to nagradzana pisarka, która napisała już dla Marvela krótką historię przy okazji jednej z antologii, tym razem jednak dostała większe pole do popisu. I muszę przyznać, że to co stworzyła jest intrygujące i ciekawi mnie, dokąd nas to zaprowadzi. Na pewno nie jest to tytuł, który wpłynie znacząco na T'Challę, ale może pokaże go z interesującej perspektywy. Mam tu więc nieco wyżej postawione oczekiwania niż wobec dwóch wcześniejszych miniserii od ComiXology. Rysunki zaś są po prostu poprawne. Araujo nie należy do rysowników, których bym bardziej doceniał, ale lubię jego prace i był dobrym wyborem do tej miniserii.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.