Avalon » Publicystyka » Artykuł

Avalon Pulse - minirecenzje komiksów z 06.12.17

avalonpulse0.png

Choć dziś premierę miały już kolejne komiksy, pora na chwilę wrócić do zeszłego tygodnia i sprawdzić, co interesującego się wtedy ukazało. W środku nowego Pulse'a znajdziecie m.in. opinie o nowych numerach serii Captain America, Astonishing X-Men czy Hawkeye.



Astonishing X-Men vol. 4 #6
Scenariusz:
Charles Soule
Rysunki: Mike Del Mundo

Krzycer: Wracamy na wyższy poziom. Co prawda pokonanie Shadow Kinga na jednym kadrze było dla mnie nieco za szybkie... ale z drugiej strony mamy ładnie wyłożone, na czym polegał cały plan Xaviera, a to była tylko jego kulminacja. Więc spoko. (Na marginesie, rysunki del Mundo to najlepsze, co się tej serii dotąd trafiło.) 
A potem przychodzą ostatnie strony, no i... jest tryumfalnie, oczywiście, ale i całkiem złowrogo. Nawet bez czarnych dymków "X" pozostawałoby podskórne przeczucie, że coś tu nie gra. 


Scenariusz: Saladin Ahmed
Rysunki: Christian Ward

Rodzyn: Historia jaką zaprezentowano na łamach pierwszych zeszytów serii wydawała się pasować idealnie do roli miniserii. Saladin Ahmed kontynuuje jednak swoją historię, można więc przypuszczać, że sprzedaż tytułu póki co jest dla Marvela zadowalająca. Trafiamy na Ziemię, gdzie wydawałoby się, że skończy się kosmiczna przygoda króla Inhumans. Powitanie jakie go czeka nie jest chyba jednak tym, jakiego się spodziewał. Ponownie Ahmed ciekawie rozpoczyna swoją historię, pytanie tylko, czy uda mu się utrzymać moje zainteresowanie. Pierwsza historia również dobrze się zaczęła, by później stać się zbyt przegdaną, przez co kilka numerów odpuściłem, by wrócić dopiero wraz z nową historią. Rysunki Warda wciąż są dobre i tworzą własny ciekawy klimat, widać niedociągnięcia, ale ciężko się ich nie spodziewać, gdy praktycznie bez przerwy rysuje on kolejne numery. 

Bla-Bolt: Bałem się, że ten specyficzny rysownik nie poradzi sobie w nowym otoczeniu, że scenarzysta miał pomysł tylko na jedną historię, jak to ostatnio w Marvelu często bywa. Ale na szczęście wciąż jest ślicznie i intrygująco. Wysypało nowymi Inhumanami, których nikt nie zna i nikogo nie obchodzą, ale stanowią oni tylko tło i nie przeszkadzają na razie, więc wciąż śmiało mogę każdemu polecić. 
A Blinky nadaje się na kolejną żonę BB. Wiem, że nieletnia (choć zrobili już aluzję, że niekoniecznie), ale po koniach i kalmarach, co mu szkodzi.


Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Chris Samnee

Rodzyn: Waid i Samnee prezentują nam zeszyt, które w swojej konstrukcji jest bardzo podobny do poprzedniego, a mimo to czyta się go z dużą przyjemnością. To prosta, przyjemna historyjka, która jest miłą odskocznią od całego Secret Empire i drogi do niego. Nie spodziewałem się, że tyle radości przyniesie mi lektura tych numerów i czekam z niecierpliwością na kolejne. Czy Waid zacznie w końcu budować nieco bardzo skomplikowane fabuły? Pewnie tak, ale póki co tyle wystarczy, tym bardziej gdy klimat historii zostaje idealnie oddany w rysunkach Chrisa Samnee.

Bla-Bolt: Wciąż lekkie i przyjemne. Wciąż udają, że to prawdziwy Cap, a nie podróbka. Ale wyraźnie widać miejsca, w których rysownik sobie odpuszczał. A to dopiero jego drugi numer. Źle to wróży na przyszłość. Ale, jakbym mieszkał w USA, to już dawno miałbym takiego Kapitana na motorze na plakacie na ścianie. 


Scenariusz: Gerry Duggan
Rysunki: Marcus To

Rodzyn: Historia ta rozwija się lepiej niż początkowo mi się wydawało. Wątek Draxa jest interesujący, podoba mi się kolejne powiązanie wydarzeń z Ultronem, ciekawi mnie tylko, czy coś z tego większego później wyniknie. W nie mniej interesującym kierunku zmierzają pozostałe wątki, chociażby odnaleziony przez Star-Lorda Kamień Nieskończoności. Szkoda tylko, że seria ma być skasowana za dwa numery, a ma ją zastąpić nie wiadomo tak do końca co. Zamiast 151. numeru dostaniemy one-shot o Adamie Warlocku, który powraca do życia. Chciałbym, by Marvel ukontretnił swoje plany co do tej wersji drużyny, bo Duggan naprawdę ciekawie to wszystko prowadzi, a nie chciałbym przeskakiwać między różnymi one-shotami czy miniseriami i zastanawiać się, czy są ważne dla fabuły. Mimo to, jak do tej pory polecam każdy numer tej historii i oby to się nie zmieniło.



Hawkeye #13
Scenariusz: Kelly Thompson
Rysunki: Leonardo Romero

Rodzyn: Długo wyczekiwane ponowne spotkanie jest takie, jakiego oczekiwałem. Relacje Kate i Clinta w rękach Kelly Thompson są równie dobre w czytaniu co autorstwa Fractiona czy Lemire. Dla osób, które nie sięgnęły po one-shot Generations o tej dwójce łóczników pewne sytuacje mogą okazać się niezrozumiałe, chociażby to, kim jest ich nowa przeciwniczka (a zapewniam, że zeszyt ten był jednym z lepszych w całej tej serii one-shotów). Sam miałem pewne wątpliwości w trakcie lektury, gdyż to co działo się we wspomnianej historii miało być tylko pewną wizualizacją wydarzeń, a tutaj są one całkowicie obecne w przeszłości. Nie jest to niemożliwe, ale nieco inaczej było początkowo przedstawiane. Nie wpływa to jednak na odbiór historii, która jest interesująca, a dynamika Kate i Clinta jest świetna. Oby jeszcze trochę wspólnie ze sobą pobyli. 


Scenariusz: Sina Grace
Rysunki: Robert Gill;

Krzycer: Pomysł, by rodzice Bobby'ego potraktowali minibobby'ego jako "drugą szansę" jest super. Jest odrażający, ale Mamusia Icemana i Tatuś Icemana są w tym wiarygodni i zwyczajnie ludzcy. To jest spoko. Natomiast pozostałe wątki... no, są. Zapychają miejsce i przepychają wątki, by w przyszłości coś z tego wyszło. 
Ostatecznie to chyba to chyba taki numer, gdzie doceniam pomysł, ale wykonanie mi nie leży. 
Bla-Bolt: Eeeee, to było, nie wiem. Myślałem, że niczym słabszym mnie już nie zaskoczą, a jednak. Czułem się jakby autor wylewał tu jakieś swoje osobiste kompleksy związane z rodzicami. Dziwne i niesmaczne, tego szukałem. 

Scenariusz: Marc Guggenheim
Rysunki: Ken Lashley

Krzycer: Normalnie lubię, gdy mutanci z drugiego i trzeciego planu dostają szansę, by zabłysnąć. Ale ja pierniczę. Ink leci w kosmos. Po pierwsze, Ink nie obchodzi nikogo poza Guggenheimem. Ale mniejsza o to, kto wie, może gdzieś są tysiące fanów... Inka. (Sorry, nie pamiętam jego imienia.) Ale myśl, że z całego Instytutu wybierają akurat jego na pomoc... To jest tak durne. Armor? Ok, jest równie przypadkowa, ale należała do głównej drużyny X-Men przez pewien czas (pal sześć, że nikt już o tym chyba nie pamięta). Ale Ink? Nawet w tym numerze widzimy, że w Instytucie jest Magma. Nie mówiąc o kilkunastu innych nieaktywnych X-Men, którzy gdzieś tam krążą po okolicy. 
Ale nie. Ink wraca. Hurra. 
Gdyby to był mój jedyny problem z tym numerem to byłoby jeszcze super, ale reszta jest po prostu... no, taka jak większość tego runu. Miałka, złożona z samych klisz, nieudolnie naśladująca lepsze historie.
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.