Avalon » Publicystyka » Artykuł

It's Time to Assemble - komentarz do Captain America #25 i Secret Empire #8


Ostatnio obiecałem, że kolejny raz o Secret Empire napiszę już po wyjściu ostatniego numeru eventu, pisząc zbiorczo o 8,9 i 10 numerze. Ubiegły tydzień zmienił jednak moje plany, gdyż pojawił się kolejny istotny rozdział w tej historii, jaki pojawił się na łamach Captain America #25, numeru kontynuującego numerację serii Captain America: Sam Wilson, ale będącego w zamyśle dodatkowo także zwieńczeniem bliźniaczej serii o przygodach Steve'a Rogersa. W rzeczywistości numer ten ma niewiele z przedstawienia jakichś osobistych przeżyć tej dwójki, nie ma też ich bezpośredniej konfrontacji. Tak naprawdę to numer, który z łatwością mógłby być jedną z części głównej miniserii i prawdę mówiąc, w takim sensie spisałby się o wiele lepiej. W tym dwudziestym piątym numerze Captain America dostajemy na początku deklarację wojny ze strony Rogersa, wypowiedzianą zarówno Wakandzie jak i New Tian jako posiadaczom fragmentów Cosmic Cube. Mamy pokazane pokrótce starcia między armiami, które konczą się ostatecznym poddaniem się zarówno T'Chali jak i Emmy Frost, która na łamach tego numeru ujawnia się jako prawdziwa przywódczyni państwa mutantów (co też według tego co pisał Krzycer z redakcji Avalonu jest trochę niezgodne z tie-inami do eventu, gdzie Emma otwarcie działała jako władczyni New Tian). Następnie widzimy przemowę Sama Wilsona, który pod koniec ostatniego numeru Secret Empire wrócił do roli Kapitana Ameryki, by dać nadzieję pozostałym bohaterom. 

Najważniejsze wydarzenie numeru to jednak moment, w którym powraca pewien Inhuman poznany na początku całego eventu, a którego wprowadzenie widać było, że na tamten moment nie miało sensu, tutaj jednak nabrało znaczenia. Otóż posiada on moc wymiotowania przedmiotami, których zapragnienie, o ile przyczynią się one do czegoś dobrego. W ten oto sposób bohaterowie zdobywają fragment Cosmic Cube, która ma przesunąć szalę zwycięstwa na ich korzyść. Pod sam koniec zaś dowiadujemy się, że towarzyszący Namorowi strażnik, który pojawił się nawet gdy ten przekazywał swoją część kostki Rogersowi, to tak naprawdę Bucky Barnes. Winter Soldier był uznawany za zmarłego, gdyż został wystrzelony wraz z bombą przez Barona Zemo, władca wód wyłowił go jednak wśród szczątków i razem stworzyli plan pokonania Rogersa. Cieszy powrót Bucky'ego, choć nadal nie potrafię pojąć, na ile przekazanie fragmentu Cosmic Cube Steve'owi ma być pomocne.


Przejdźmy już do omówienia ósmego numeru Secret Empire, gdzie większość tych wydarzeń zostaje ukazana na kilku kadrach, co może być bardzo mylące dla osoby, która śledzi tylko główną historię. Do tej pory bowiem numery serii o przygodach obu Kapitanów był dla głównej fabuły mocno niestotne. To, co jest nowe tutaj, to wykonanie pewnego planu, jaki miał nowy Giant-Man. Wraz z A.I. Starka i nowym Patriotem opracowują wehikuł czasu, który ma przenieść w przeszłość pewną wiadomość, która zostanie aktywowana w ich teraźniejszości. Jest to trochę zagmatwane i bezsensowne, ale idźmy dalej. Tą wiadomością jest mowa Sama Wilsona, która trafia do wszystkich ludzi, w tym także bohaterów ukrytych pod kopułą w Nowym Jorku jak i na orbicie poza tarczą okołoziemską. Motywuje to ich do działania i widzimy Doctora Strange'a, który sprzedaje swoją posiadłość w zamian za czar, dzięki któremu z pomocą Cloak i Dagger ma znieść czarną kopułę, a także Rocketa i Star-Lorda, którzy przentują Carol Danvers potężną Nullifier Bomb, która zniszczyć ma tarczę. Oba plany jednak zawodzą.

Również Sam Wilson walczy z oddziałami HYDRY, jednak zostaje postrzelony i wszyscy myślą, że to już koniec. Okazuje się jednak, że jest w posiadaniu Cosmic Cube, który, jak zostało to tutaj wyjaśnione, jest w stanie zmienić odrobnię rzeczywistość popychając pewne zdarzenia na korzyść jego posiadacza - w ten oto sposób tłumaczy się przeżyce Rogersa przy starciu z Milesem Moralesem, gdyż był on wtedy w posiadaniu jednego z fragmentów. Sam Wilson okazuje się być więc znów pełen sił, Quasar budzi się ze śpiączki i niczy tarczę, a Maria Hill zabija Blackouta, który stworzył kopułę nad Nowym Jorkiem i był gdzieś przetrzymywany w bezpiecznym miejscu przez HYDRĘ. 

Dzięki temu Carol Danvers jest w stanie zniszczyć jaja z królową Chitauri, która przyzywała do siebie kolejne fale obcych, a pozostali bohaterowie łączą siły by stworzyć armię gotową przeciwstawić się Rogersowi. Dodatkowo członkom Podziemia w towarzystwie Namora ujawnia się Bucky Barnes, który ma jakiś plan. Na tym urywa się historia, zaś czytelnik znów poznaje przygody tego drugiego, brodatego Steve'a Rogersa, co prawdopodobnie rozgrywa się w głowie HydraCapa, bo innego wytłumaczenia na ten moment nie widzę. Mężczyzna podąża za widmem Sharon, by ostatecznie trafić na zagubioną płaczącą Kobik.


Gdybym miał oceniać ósmy numer bez uzupełnienia w postaci Captain America #25, to byłbym nieźle poirytowany. Wiele elementów bardzo ważnych dla głównej fabuły zostaje tu tylko pokrótce przedstawione, choć to tutaj powinno być miejsce na ich pełne rozwinięcie. Finałowy numer dotychczasowych losów obu Kapitanów to tak naprawdę Secret Empire #7,5 i szkoda, że nie jest pełnoprawnym numerem głównej serii, tym bardziej, że dopiero po premierze okazało się, że jest aż tak istotny. Oczywiście, można go pominąć, ale główne numery eventu nie powinny służyć jako streszczeni innych wydarzeń. Razem jednak te dwa zeszyty tworzą dobre rozwinięcie dla tego co już dostaliśmy i pod takim kątem wypada dobrze. Nie zmienia to faktu, że utrzymuje nadal poziom dość przeciętny, a potencjał historii zostaje zmarnowany. Odbija się to także na dwudziestym piątym numerze Captain America, który przez potrzebę upchnięcia do niego pewnych wydarzeń przestał być czymś co w konkretny sposób przeciwstawia sobie obu bohaterów, choć widzimy ich postawy w tym konflikcie, co jednak wynika z samej fabuły.

Rysunki w zeszycie o Kapitanach przypadły wykonaniu Jesusowi Saizowi, Joe Bennettowi i Joe Pimentelowi, którzy stworzyli grafikę zgodnie ze stylem przyjętym dotychczas dla serii o Stevie Rogersie. W zeszycie głównego eventu zaś możemy podziwiać rysunki Daniela Acuny, który stworzył kilkanaście numerów serii o przygodach Sama Wilsona, tutaj ponownie udowadniając jak dobrym jest artystą tworząc kadry, które uzupełnione przez kolory wyglądają naprawdę widowiskowo. Wspomaga go Sean Izaakse, którego styl kompletnie nie pasuje do tego co tworzy Acuna, jednak dane mu było przedstawić tylko sam początek numeru o przemowie Sama Wilsona. Standardowo także możemy zobaczyć jak Rod Reis radzi sobie z wizjami z brodatym Rogersem.

Podsumowując: trochę się wydarzyło, a ostateczna konfrontacja już naprawdę blisko. Szkoda tylko, że potrzebny był do tego dodatkowy numer, który sam stracił swój pierwotny sens. 

Rodzyn


Captain America #25
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Jesus Saiz, Joe Bennett, Joe Pimentel

Secret Empire #7
scenariusz: Nick Spencer
rysunki: Daniel Acuna, Rod Reis, Sean Izaakse




Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.