Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Amazing Spider-Man: Szczęście Parkera - Dengar

Po wydarzeniach z finału serii The Superior Spider-Man Peter Parker znów zamieszkuje swoje ciało, lecz czy poradzi sobie z problemami, które odziedziczył po swoim największym wrogu? Co gorsza, dawni nieprzyjaciele powrócili i wygląda na to, że pająk, któremu Peter zawdzięcza swoje moce, ukąsił jeszcze kogoś...


Umarł król, niech żyje król. 

Po burzliwej dla jednych i interesującej dla drugij serii Superior Spider-Man, w czerwono-niebieski trykot Człowieka Pająka wskakuje dobrze nam znany Piotruś. Tak jak w poprzedniej serii Amazing Spider-Man, gdzie Otto i Peter zamienili się ciałami, tak i w tej Dan Slott postanowił namieszać w życiu naszego ulubionego ścianołaza... a także w głowach czytelników. Do tej pory, czyli od 1962 roku, czytelnik był święcie przekonany, że pająk przekazał Peterowi swoje moce na skutek promieniowania. W 2001 roku za sprawą J. Michaela Straczynskiego czytelnikami wstrząsnęła wiadomość, że pająk mógł przekazać Peterowi moce a promieniowanie go po prostu zabiło. I tak oto w 2014 roku Slott łapie czytelnika za ramiona, potrząsa z siłą niemałego trzęsienia ziemi i krzyczy mu prosto w twarz, że ów feralny pająk przed śmiercią dziabnął kogoś jeszcze. I to na dodatek kobietę. 

Tak w telegraficznym skrócie można by było podsumować najistotniejszy element omawianego przeze mnie tomu. Jednak to zaledwie kropla w morzu tego, czego jesteśmy świadkami przez ponad sto stron komiksu. 

Mimo że nie byłem początkowo zwolennikiem zamiany ciał Petera i Octopusa, dojrzałem do tego pomysłu i nawet kibicowałem Superiorowi, lecz gdzieś z tyłu mojej głowy krążyła myśl, że przecież taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie. No i miałem rację. Peter stał się na powrót Peterem. Ale jego życie nie może być przecież kolorowe i radosne, prawda? Musi zmierzyć się z tym co Otto nawywijał. Osobiście czytanie o problemach w Parker Industries – bo teraz Peter stał się kimś pokroju Tony'ego Starka – niezbyt mnie interesowało, ale to podkreśla że Peter to nie tylko pajęczyny i latanie w kostiumie ale także inne, równie istotne kwestie. Na szczęście ten tom kradną inne, moim zdaniem istotniejsze wątki. 

Otwierając pierwszy zeszyt wchodzący w skład tego tomu, zastanawiałem się: Czym też Slott nas zaskoczy tym razem? No i na odpowiedź długo nie musiałem czekać, bo już pierwsze dwie strony w całym komiksie niemal fizycznie walą nas ogromną piąchą w brzuch lub środek czoła. Pająk ugryzł kogoś jeszcze? Dziewczynę? Ciekawe, nie powiem, jednak z drugiej strony, mało było przedstawicielek płci pięknej które mniej więcej potrafiły to co Peter? Mieliśmy Ultimate Spider-Woman, mieliśmy Julię Carpenter, była Anya Sofia Corazon a także Mattie Franklin, jeśli kogoś pominąłem, proszę wybaczyć. Więc czy Slott wymyślił coś nowego, świeżego i powalajacego czy też raczej znalazł za kuchenną szafką zakurzonego i zimnego kotleta i wrzucił go na patelnię licząc, że jeszcze da się coś z nim zrobić? 

Podchodząc do takiego zabiegu z dystansem, z góry założyłem, że pomysł prędzej czy później wyjdzie z tego klapa. No i co... No nawet się nie rozczarowałem, zwłaszcza, że na jednej ze stron widzimy postać... no właśnie, kogo? To nasz znajomy z historii Straczynskiego, którego imienia nie zdradzę aby nie psuć nikomu zabawy. Bardzo mnie to zaskoczyło oraz zadowoliło, bo bałem się że historie pisane przez wyżej wymienionego jegomościa przepadły i zostały zapomniane. A tu proszę, taka niespodzianka. Dowiadujemy się, że kobieta o pajęczych mocach ma na imię Cindy i została zamknięta w bunkrze nie tylko dla swojego bezpieczeństwa. Brzmi tajemniczo, prawda? No i w tym momencie Slott przyciągnął moją uwagę. Na tyle przyciągnął moją uwagę, że nawet nieco skrzywiony przez eksperymenty Superiora Elektro przestał być ciekawy. Na tyle przyciągnął moją uwagę, że rozzłoszczona i spragniona zemsty Black Cat jakoś nie wydała mi się bardzo interesująca. W tym tomie znajdziemy kilka smaczków, które bez wątpienia zaostrzą nasz apetyt na kolejny tom. 

To tyle jeśli chodzi o zarys fabularny tego tomu, pora więc przejść do oprawy graficznej. Cały album narysował Humberto Ramos i do jego kreski przyczepić się nie mogę. Mogliśmy widzieć już wcześniej jego rysunki, chociażby w tomach Ostatnie życzenie, Kłopoty z głową, Nie ma ucieczki czy Superior Venom. Mówiąc ogólnie, album cieszy zarówno pod względem literackim jak i wizualnym i powinien zaspokoić gust czytelnika a także zachęcić go do sięgnięcia po kolejny. 

Jeśli o mnie, chodzi: jestem jak najbardziej na tak. Slott mnie zaskoczył, nie zanudził ani tym bardziej nie zniechęcił. Oczywiście znajdą się tacy co będą narzekać, że mało się dzieje, że mordobicia mało, że co to za przeciwnik z tej Black Cat i tak dalej, jednak mimo że komiks siłą rzeczy nie powala na kolana jeśli chodzi o zwroty akcji czy intrygę, to zasługuje na pełną uwagę. Z niecierpliwością czekam na kolejny album aby poznać dalsze niesamowite przygody naszego przyjacielskiego Spider-Mana. 

4/5

Dengar

Amazing Spider-Man: Szczęście Parkera
Scenariusz: Dan Slott
Rysunek: Humberto Ramos
Tłumaczenie: Piotr Cholewa
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginalny: Marvel Comics
Liczba stron: 144
Format: 170x260 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: kolor
ISBN-13: 9788328119475
Cena z okładki: 39,99 zł

Dziękujemy wydawnictwu egmont za egzemplarz do recenzji

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2017 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.