Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu animowanego "Invincible Iron Man" - GrayFox

Tony Stark to bezsprzecznie najpopularniejszy superbohater Marvela ostatnich lat. Sytuacja ta zaistniała oczywiście dzięki filmom z Robertem Downey Jr. w tytułowej roli. Zanim jednak do kin wszedł pierwszy "Iron Man", animowany oddział Domu Pomysłów wypuścił film pod tytułem "The Invincible Iron Man". Film, który został skazany na słuszne zapomnienie.


invincibleironman2007d.jpg



Tony Stark to bezsprzecznie najpopularniejszy superbohater Marvela ostatnich lat. Sytuacja ta zaistniała oczywiście dzięki filmom z Robertem Downey Jr. w tytułowej roli. Zanim jednak do kin wszedł pierwszy "Iron Man", animowany oddział Domu Pomysłów wypuścił film pod tytułem "The Invincible Iron Man". Film, który został skazany na słuszne zapomnienie.

Historia zawarta w tym filmie skupia się na początkach Iron Mana, choć w zupełnie nowym wydaniu. Tony zleca swojej firmie prace wykopaliskowe w Chinach, których przedmiotem jest pałac Mandaryna, niegdysiejszego cesarza. Niestety, okoliczna grupa terrorystyczna o nazwie Nefrytowe Smoki wierzy, że wykopanie świątyni będzie pierwszym krokiem do zmartwychwstania najbardziej krwawego spośród władców starożytnych Chin. Po kilku akcjach zaczepnych Nefrytowe Smoki decydują się na odważny ruch - zabijają wszystkich robotników, a przewodniczącego samych wykopalisk, nikogo innego jak samego Jima Rhodesa, uprowadzają. Na wieść o tym Tony postanawia zareagować.

invincibleironman2007b.jpg

Co by nie mówić o historii i mieszaniu w mitologii postaci jak w kubku z herbatą, trzeba twórcom przyklasnąć, że spróbowali odświeżyć markę. Z drugiej strony, czy marka potrzebuje tak drastycznych zabiegów? Cała opowieść jest wywrócona do góry nogami, zawiera masę niezbyt fajnych rozwiązań, co niejednokrotnie odbija się negatywnie na odbiorze. Nie chcę wchodzić w szczegóły by uniknąć szerszego spoilerowania, jednak twórcy bardzo się zamotali w swoim koncepcie, w wyniku czego historia przedstawiona w filmie jest najnormalniej w świecie zła i zawiera sporo nieprawdopodobnych zwrotów akcji, przy których jedyną reakcją może być uśmiech politowania. Są w tym wszystkim pozytywne elementy, jak utrata stanowiska w firmie przez Tony'ego, czy zupełnie nowe wydanie Pepper, ale to tylko pojedyncze aspekty, które nijak nie ratują całości.

Właśnie, postaci. Jest tu sporo bałaganu, którym widzowie znający Iron Mana jedynie z kinowych adaptacji mogą być delikatnie mówiąc zdziwieni. I tak w Stark Enterpreises mamy na stołku Howarda Starka, który zawsze wyobrażał sobie ten biznes jako spółkę ojca z synem. Mamy Rhodey'a, który jest zatrudniony jako inżynier w Stark Enterprises, a w wojsku zamiast pilotem był medykiem polowym. Mamy Pepper, która nie jest uśmiechniętą, wiecznie pogodną Gwyneth Paltrow, tylko wredotą, niezmiennie jednak oddaną swojemu pracodawcy. Wreszcie mamy Tony'ego Starka, który uwielbia alkohol, kobiety, majsterkowanie i absolutnie nie można na nim polegać. W sumie Tony się za bardzo nie zmienił. Czy nowe inkarnacje tych postaci są dobre, czy nie - to całkowicie subiektywna opinia. Mnie się osobiście takie wariacje nie podobały, zwłaszcza ta dotycząca Rhodey'a, bo mimo że z powyższego streszczenia może na to nie wygląda, totalnie wywraca na plecy genezę Iron Mana.

invincibleironman2007c.jpg

Na osobny akapit zasługuje animacja, która do spółki z historią męczyła mnie niemiłosiernie podczas seansu. Jestem pewnie nieco przewrażliwiony na tym punkcie, bo sam hobbystycznie siedzę w temacie grafiki komputerowej, a przez to czepiam się wielu rzeczy, które dla kogoś mogą wcale nie być wadą. Ale jak już zacząłem, to skończę - animacja hybrydowa z użyciem modeli trójwymiarowych przeplatana z całymi sekwencjami rysowanymi to fatalny pomysł. Pomijając już niechlujność wykonania (w pewnym momencie widać kiedy rysowanego Iron Mana zastępuje trójwymiarowy model...) wyglądało na to, że większość scen walki Iron Mana z awatarami żywiołów była animowana w 3D, co cechowało się mechaniczną wręcz płynnością ruchu, której nijak nie dało się osiągnąć przy elementach animacji tradycyjnej. To z kolei powodowało ogromny dysonans. Same walki natomiast były strasznie wolne i bez życia i zdecydowanie bardziej wolę oglądać oszczędnie zrealizowane potyczki w "Doctor Strange". 

Podsumowując ten króciutki tekst, chciałbym powiedzieć, że nigdy nie zmęczyłem się tak żadnym filmem animowanym jak omawianą tutaj produkcją. Jeśli ktoś pragnie zobaczyć animowanego Iron Mana w dobrym wydaniu to polecam serial "Avengers: Earth Mightiest Heroes", a "The Invincible Iron Man" sugeruję zostawić w spokoju, w tym sarkofagu zapomnienia, z którego go nieumyślnie wyciągnąłem.

Autor: GrayFox

invincibleironman2007a.jpg
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.