Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Captain America: Zimowy Żołnierz" - Undercik

W środę "Captain America: Zimowy Żołnierz" pojawi się w polskich kinach. Czy warto już zamawiać bilety? Na to pytanie postara się odpowiedzieć fan Eda Brubakera - twórcy historii na której oparty został najnowszy film Marvel Studios.

captain_america_winter_soldier_recenzja1.jpg


 

Lipiec 2012. Pamiętam to jak dziś. Ten czas, gdy siedziałem nad morzem, a szczególnie moment, w którym przeczytałem tą informację. Nie wiedziałem czym byłem bardziej podekscytowanym. "Guardians of the Galaxy", czy nowym Kapitanem. Kogo ja oszukuje, oczywiście, że Strażnikami, ponieważ fakt, że Marvel zdecydował się na tak odważny krok, kompletnie mnie zszokował. Kiedy jednak emocje opadły, na czoło wysunął się "Winter Soldier". Nic dziwnego, skoro to jedna z lepszych historii mojego ulubionego scenarzysty.


Chyba nie posunę się za daleko jeśli stwierdzę, że kształt i klimat tego filmu powstał dzięki Edowi Brubakerowi. "Zimowy Żołnierz" czerpie garściami z twórczości Amerykanina i nie mówię tutaj bynajmniej o tytule. Mamy to, co na nowo zdefiniowało przygody Captaina America. Marvel Studios stworzyło polityczny thriller i sprawiło, że ich najnowszy obraz zdecydowanie wyróżnia się na tle poprzednich. Uwielbiam, to co Brubaker zrobił z Captainem America, thriller polityczny, czy filmy w których bohater jest zdany tylko na siebie, zmuszony uciekać, aby ostatecznie stawić czoła przeciwnikowi. Cóż, Dom Pomysłów stworzył dzieło pode mnie. "Winter Soldier" powinien spodobać się także tym, którzy narzekają na wszędobylski humor w filmach Marvela. Najnowszy Captain America jest poważniejszy od pozostałych obrazów z Cinematic Universe i pokazuje, że Dom Pomysłów potrafi pójść w nowe rejony, co przede wszystkim nastraja mnie pozytywnie przed zbliżającą się wielkimi krokami premierą "Guardians of the Galaxy".


captain_america_winter_soldier_recenzja2.jpg

 

Jeśli myślicie, że znacie fabułę pierwowzoru i nic was nie zaskoczy, to jesteście w błędzie. Może nie jest to kaliber "Iron Mana 3", ale cały film trzymał mnie w niepewności i zaprezentował kilka niespodzianek. Z jednej strony to zasługa tego, że ograniczyłem się do dwóch pierwszych zwiastunów i sceny w windzie, z drugiej, jest to efekt działań Marvela, który starał się jak mógł, aby zachować jak najwięcej elementów w tajemnicy przed widzami. Sama zaś historia niesie za sobą o wiele więcej konsekwencji niż każda inna ekranizacja od Domu Pomysłów. Już po trzeciej części przygód Tony'ego Starka widać, że studio ma jaja do podejmowania ważnych, niespodziewanych i kontrowersyjnych decyzji. Tak właściwie jest to seans obowiązkowy przed przyszłorocznym "Avengers: Age of Ultron". Tak, dzieje się tu więcej niż w ostatnich przygodach Iron Mana i Thora razem wziętych. Mimo to nie widać zbyt wielkiego pośpiechu w prowadzeniu akcji. Wystarczył fakt, że już na samym początku filmu, większość pionków była już rozstawiona na szachownicy. Jedna połowa planszy to poprzednie wydarzenia z uniwersum, drugą połowę poznaje się wraz z tytułowym bohaterem. Sam Steve Rogers świetnie sprawdza się jako nośnik dla widza. Zagubienie w świecie i świeże wstąpienie do S.H.I.E.L.D. sprawiają, że osoba oglądająca film, ma podobną wiedzę o organizacji.


Fabularnie jest naprawdę mocno. Szczególnie cieszy fakt, że film nie ogranicza się do jednej konkretnej historii, a śmiało czerpie wątki z kilku starszych, a przede wszystkim współczesnych komiksów. Po prostu cieszy, kiedy można powiedzieć sobie pod nosem: "o, to było w tym i tym". Jedyne rzeczy do których mógłbym się przyczepić, wynikają raczej z mojego przywiązania do komiksowych odpowiedników, przez co zabolał mnie fakt, że rola Agent 13 ograniczyła się może do 3-4 scen i na dobrą sprawę scenarzyści nie pozwolili zabłysnąć bohaterce. Jak najbardziej rozumiem to, gdyż nie miała praktycznie żadnego wprowadzenia, ale robi się trochę smutno. Szczególnie, że widać w filmie jej potencjał. Do tego ucierpiała także inna postać... spoilers! Tak właściwie ciężko napisać coś więcej o fabułę bez rzucenia większym lub mniejszym spoilerem, dlatego zakończę tutaj, a chętnych zapraszam do tematu Captain America: Winter Soldier [SPOILERY!!!!], gdzie napisze coś więcej, ale ostrzegam, lepiej nie wchodźcie tam przed wizytą w kinie.

 

captain_america_winter_soldier_recenzja3.jpeg


To skoro już zacząłem o tych postaciach to może pociągnę temat. Każdy z głównych bohaterów dostaje kolejną cegiełkę, a Black Widow nawet kamień milowy w rozwoju postaci. Steve Rogers poznaje nowy świat, uczy się w nim żyć, a jego przygoda to walka o zachowanie swoich wartości i pokazanie, że są one lepsze niż to co prezentuje obecna cywilizacja. Napędza to przede wszystkim jego relacje z Nickiem Fury i pozwala wynieść lekcje dla każdego z nich. Aktorsko nie ma większych fajerwerków jakie dostarczał Robert Downey Jr czy Tom Hiddleston, ale to nadal bardzo dobrze obsadzona produkcja, z bardzo porządnymi kreacjami. Najlepiej w tym wszystkim wypada Robert Redford, a jego gra wnosi o wiele więcej niż takiego Anthony'ego Hopkinsa w "Thorze". Chris Evans wpasowuje się bardzo dobrze w Captaina, a w szczególności momenty, kiedy jego wyraz twarzy pokazuje zagubienie. Samuel L. Jackson wypada znacznie lepiej niż w "Avengers" i widać, że przyłożył się tym razem o wiele bardziej do swojej roli. Scarlett Johansson zagrała mniej więcej na poziomie poprzednich swoich występów. Duży progres zaliczył natomiast Sebastian Stan, który wycisnął to co się dało z jego roli. Nie miał za dużo okazji do pokazania swojego telnetu, ponieważ w większości scen jego twarz była zasłonięta. Widać za to, że jest w nim potencjał i spokojnie będzie można wykorzystać w przyszłości. Anthony Mackie zalicza udany debiut jako Falcon. Co najważniejsze – widać chemię między nim a Evansem, a samego Sama Wilsona ciężko nie lubić. To naprawdę dobrze rozpisana i zagrana rola. Cała relacja pomiędzy nim a Kapitanem działa świetnie, mimo krótkiej znajomości. Czuć początek przyjaźni, która wypada bardziej przekonująco niż ta pomiędzy Starkiem a Rhodesem, . Zawodzi za to Robin... ekhm... Cobie Smulders. Jej rola ogranicza się do bycia popychadłem Fury'ego. Nie wiem tylko czy winić aktorkę za to, że scenarzyści nie postarali się z rozpisaniem roli Marii Hill, albo raczej tego czegoś, co miało być Marią Hill.

 

Czy zatem warto iść do kina? Oczywiście. "Captain America: Zimowy Żołnierz" kupił mnie swoją konwencja i pomysłem na fabułę. Na dobrą sprawę nie jestem w stanie napisać coś więcej o filmie, ponieważ musiałbym za bardzo zdradzać fabułę, a recenzja nie jest od tego. Po prostu pójdźcie do kina i sami przekonajcie się dlaczego warto, szczególnie jeśli lubicie komiksy z Rogersem, napisane przez Eda Brubakera.

 

Autor: Dominik "Undercik" Nowicki

 

Recenzja filmu "Captain America: Zimowy Żołnierz" - Kuba G

 

kapitanplakatm.jpeg

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.