Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja filmu "Iron Man 3" - Sc0agar4k

Nadszedł ten dzień, w którym ponownie rozsiadłem się wygodnie w kinowym fotelu, by kolejny raz z przyjemnością spędzić czas przy nowej produkcji Marvel Studios. Tym razem przyszła pora na trzecią część przygód Iron Mana.

Recenzja filmu "Iron Man 3" - Sc0agar4k


Iron Man 3 logo


Nadszedł ten dzień, w którym ponownie rozsiadłem się wygodnie w kinowym fotelu, by kolejny raz z przyjemnością spędzić czas przy nowej produkcji Marvel Studios. Tym razem przyszła pora na trzecią część przygód Iron Mana.

Hype na ten film od dawna był duży (podsycany jest cały czas) i udzielił się również mnie. Zawsze wybieram się na projekcję po pierwszym weekendzie wyświetlania, kiedy właśnie największe zainteresowanie już mija. Postanowiłem jednak, że tym razem będzie inaczej, dlatego do kina wybrałem się już w dniu premiery i to na pierwszy seans (a to wszystko dzięki temu, że premiera została przesunięta na czwartek, a sam, specjalnie w tym celu, wziąłem wolne w pracy).

Film zaczyna się od wspomnień Tony'ego i tak cofamy się do Sylwestra roku 1999, gdzie wita nas największy hit grupy Eiffel 65 i już można być pewnym, że będzie wesoło. Tutaj pragnę przerwać na chwilę i przestrzec tych wszystkich, którzy filmu jeszcze nie widzieli. Choć będę się starać, to więcej niż prawdopodobne, że jakieś spoilery się pojawią. Dlatego czytacie na własną odpowiedzialność.

image12%20res.jpg

Robert Downey Jr. po raz kolejny udowadnia, że jest klasą samą w sobie. Od pierwszego "Iron Mana" urzeka swoja kreacją Tony'ego Starka. Nie inaczej jest i tym razem. Charyzmatyczny, zabawny, z ogromnym pokładem docinek - takiego go pokochali fani. Downey jest również znakomitym aktorem, co mogliśmy zaobserwować, gdy Tony'ego dopadały stany lękowe, z którymi nie mógł sobie poradzić. To już nie jest ten sam bohater, którego znaliśmy wcześniej, który każdą sytuację starał się zamienić w żart. Wydarzenia z Nowego Jorku (które miały miejsce w filmie "Avengers") wypaliły na nim swoje piętno i dają o sobie znać. Owszem, nie raz ratuje się dowcipem, ale widać, że zaszły w nim pewne zmiany. A Downey Junior idealnie je przedstawia.

Gwyneth Paltrow, czyli ekranowa Pepper Potts, wypada zdecydowanie lepiej niż w poprzednich częściach. Jest to przede wszystkim zasługa tego, co się dzieje na ekranie. Jest jej więcej i ma większe znaczenie dla fabuły. Szczególnie w końcowej fazie filmu. To duża zaleta, bowiem zasługiwała na to. I dobrze się stało, że filmowcy pokazali, że ona też potrafi skopać komuś tyłek.

Don Cheadle, który ponownie wciela się w postać Jamesa Rhodesa udowadnia, że pasuje do roli War Machine'a lub raczej Iron Patriota. Choć pojawiały się kontrowersje, że w komiksach ktoś zupełnie inny przyjął tą nazwę, to uzasadnienie takiego stanu rzeczy jest jak dla mnie odpowiednie. Duet Rhodes/Stark bawi za każdym razem, gdy pojawiają się razem na ekranie - już sam ich dialog sprawia widzowi frajdę. Chemia między aktorami jest jak najbardziej widoczna.

Pora przyjrzeć się teraz czarnym charakterom najnowszej produkcji Marvel Studios. Aldrich Killian pojawił się w komiksie Extremis zaledwie na kilku planszach. W filmie oczywiście wygląda to zupełnie inaczej. Jest on pełnokrwistą postacią, a grający go Guy Pearce pokazuje się z najlepszej strony. To prawdziwy czarny charakter, który zrobi wiele, by osiągnąć swój cel. Nawet, gdy trzeba posłużyć się pewnym podstępem.

image13%20res.jpg

Mandaryn to postać, w którą w filmie wciela się znakomity sir Ben Kingsley. I robi dokładnie to, co powinien. Odgrywa ją znakomicie. Jego bohater sieje strach, jest bezwzględny i mroczny. Sam jego wygląd budzi w człowieku uczucie, że zdecydowanie powinien być w innym miejscu. Wszystko to zasługa właśnie Kingsleya. Oczywiście, poznajemy też tę postać z innej strony, a wtedy okazuje się, że jest jeszcze lepiej zagrana, niż wydawało się na pierwszy rzut oka.

Słów kilka o jeszcze paru postaciach. Maya Hansen (gra ją Rebecca Hall) to trochę postać tragiczna. Chce dobrze, wychodzi źle. Chce odpokutować to co zrobiła, wychodzi na tym jeszcze gorzej. Hall odgrywa ją poprawnie i tyle. Jon Favreau, który zrezygnował ze stołka reżyserskiego ponownie wciela się w Happy Hogana i jak zwykle sceny z jego udziałem potrafią rozbawić do łez. Dla mnie największe zaskoczenie w tym filmie (oczywiście pod względem obsady) to młody Ty Simpkins, który gra Harleya Keenera. Dzieciak jest przezabawny, gdy przekomarza się z Tonym. I choć humoru w filmie nie brakuje, to dobrze, że znalazło się również miejsce dla niego.

Co do wizualnej części filmu, to jest ona wysokich lotów. Wszystko ze sobą współgra i jest jak najbardziej na miejscu. Walki są widowiskowe. Wykorzystanie efektów specjalnych robi wrażenie. Oczywiście jedynym minusem jest to nieszczęsne 3D, bez którego film mógłby się w pełni obejść. Ale też nie razi jego wykorzystanie.

Podsumowując mogę jedynie powiedzieć, że ponownie nie zawiodłem się na produkcji od Marvel Studios. Poziom został zachowany (pamiętajmy, że Mściciele wysoko ustawili poprzeczkę). Ja bawiłem się świetnie (podobnie jak pewna panna K., która siedziała obok) i zachęcam każdego, by wybrał się również i zobaczył na własne oczy zamknięcie trylogii Iron Mana. Naprawdę warto.

Autor: Łukasz "Sc0agar4k" Kuźniarek

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2018 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.