Avalon » Serie komiksowe » Wolverine vol. 3 » Wolverine vol. 3 #49

Wolverine vol. 3 #49

Wolverine vol. 3 #49

"Better To Give..."

Postacie
  • * Wolverine
  • * Panna Touluse Lexington
    * Pinter
    * Banda krasnali/Black Christmess
Zapowiedź

W wigilijny wieczór, Wolvie utknie w centrum handlowym z bandą terrorystów przebranych za elfy i rozpuszczoną córką miliardera. Innymi słowy, szykuje się wesoła świąteczna rzeĽnia, bo przecież lepiej jest dawać.

Cytat

Wolverine, do Pintera: "Whatever, I'll have this place back to normal in a half-hour."
Krasnal, przez megafon: "My brothers have placed high explosives throughout the store. Soon, we will die. Together."
Wolverine: "Maybe longer."

Streszczenie

Nazywają go Wolverine i jest najlepszy w tym, co robi. Lecz z pewnością nie jest dobry w robieniu przedświątecznych zakupów.


Pucołowaty Mikołaj uśmiecha się z billboardu umieszczonego w centrum handlowym Lacy's. Wszędzie wiszą papierowe płatki śniegu. Wszystko mieni się kolorami. Słychać kolędy. Dookoła Tłumy uśmiechniętych ludzi kotłują się w poszukiwaniu prezentów dla bliskich.


Logan zaciska dłonie w pięści i zgrzyta zębami. Kitty Pride, która zaproponowała aby przy okazji wizyty w Nowym Jorku kupił "parę rzeczy z listy" trafia do czołówki ludzi, których żywot trzeba ukrócić. Podobnie jak ruda kobieta ubrana w strój Śnieżynki, która starała się wcisnąć mu perfumy "Sex Panther"... Starała, dopóki nie obrzucił jej morderczym spojrzeniem. Ktoś zderza się z nim. To niejaka panna Touluse Lexington, która oskarża go o to, że mógł ją oślepić. Logan chce się wytłumaczyć, lecz barczysty ochroniarz w idealnie skrojonym garniturze nakazuje mu odejść stąd. Kilku jego kolegów także nie wygląda zbyt przyjaźnie. Logan pyta, czy dobrze usłyszał. Ponawia pytanie. Ruda ekspedientka odciąga go po raz kolejny proponując zakup wody toaletowej. Wolverine odchodzi, by jak najszybciej zakończyć wizytę w centrum handlowym.


Panna Lexington zauważa, że wcale nie było powodu do aż tak ostrej reakcji. Słysząc komentarz jednego z ochroniarzy - Pintera, na temat płaconych mu pieniędzy za opiekę nad rozpuszczoną, anorektyczną córeczką tatusia, grozi wyrzuceniem z pracy. Ochroniarz nie widzi w tym nic złego, po chwili jednak docierają do niego wypowiedziane słowa i żałuje ich. Touluse prosi, by zapomniał o tym i razem poszli do Mikołaja. W końcu czas to pieniądz. Stojący za choinką, brodaty krasnoludek właśnie zobaczył to co chciałby dostać w prezencie.


Mikołaj siedzący na zdobionym tronie wita pannę Lexington w imieniu swoim, elfów, wszystkich pracowników i udziałowców ich firmy elektronicznej. Napis na jednej z tabliczek głosi "Zdjęcia 10$". Na drugiej - "Czas oczekiwania - 2 godziny". Mikołaj prosi, by siadła mu na kolanach i szepnęła na ucho, jakie prezenty chciała by dostać. Pinter, stojący na uboczu nie widzi jak za jego plecami krasnoludek kładzie na ziemi worek z napisem "Zabawki". Nie widzi jak krasnoludek wyciąga z worka dwa karabinki. Otwiera ogień. Tymczasem jego towarzysze szybko pozbywają się reszty ochrony, a Mikołaj chwyta Touluse i wydaje polecenia. Pinter rzuca się na najbliższego krasnala, powala go na ziemię, zabiera broń i unikając kul, przypadkowo wpada do fioletowej rury-zjeżdżalni.


Krasnale i Mikołaj są zadoweni z przebiegu akcji. Jeden spanikowany ochroniarz nie stwarza żadnego zagrożenia. Przywódca karzełków nakłada unieruchomionej Touluse kamizelkę, pełną kieszeni. Jeden z pomocników wydaje rozkazy pozostałej części oddziału. Reszta krasnali blokuje teraz wszystkie wejścia. Wszyscy klienci stali się właśnie zakładnikami - dodatkiem do kolejnej, wielkiej nowojorskiej historii. Jutro znajdą się na pierwszych stronach gazet. Oni - Black Christmess, specyficzny kult śmierci. Kilku członków stowarzyszenia przybywa z wózkiem wypełnionym materiałami wybuchowymi. Przywódca prawie o czymś zapomniał - kamizelka panny Lexington jest wypełniona plastikiem, a bezprzewodowy detonator będzie cały czas spoczywał w jego rękach.


Pinter puszcza się pędem w dół schodów. Osobnik z goniącej go grupy, nakazuje by reszta się zatrzymała. Przez krótkofalówkę informuje kompanów na parterze i sugeruje, by czekali przy drzwiach obsługi. Kilkudziesięciu karzełków celuje swe karabiny prosto w nie. Kilka pięter niżej Pinter zatrzymuje się i stara się zebrać myśli. Wie, że potrafi to zrobić. Płacą mu za ochronę. Potrafi. Powoli otwiera drzwi na parterze. Zszokowany staje jak wryty, widząc coś po drugiej stronie. Wolverine stoi z wysuniętymi szponami nad stertą ciał kilkudziesięciu karzełków. Czuje się dziwnie walcząc z maluchami. Jednak podoba mu się to.


Przywódca karzełków bierze do ręki mikrofon, podpięty do wszystkich głośników na terenie centrum handlowego. Wita się z kapitalistycznymi szumowinami i przechodzi do meritum - jest zniesmaczony klientami centrum, którzy zatracili pierwotne, prawdziwe znaczenie świąt Bożego Narodzenia i tracą czas na zakupy. Nazywają się Black Christmess i przypomną ludziom to o czym zapomnieli. Staną się świadectwem dla reszty ludzkości. Wtedy ludzie porzucą chciwość i zastąpią ją miłością do bliźnich.


Tymczasem, jeden z karzełków programuje czasowy zapalnik bomby. Ubezpieczający go kolega, mówi, żeby się pospieszył - są prawie pół minuty spóźnieni. Drugi nakazuje mu się zamknąć, gdyż potrzebuje chwili ciszy. Słyszy krótki dźwięk krztuszenia się, jednak nie zwraca na niego uwagi. Odwraca się dopiero, gdy ktoś nakazuje mu odłożyć bombę. Rozwścieczony Logan zabija krasnala pazurami. Pinter kuca przy bombie, zastanawiając się jak wiele może ich być rozmieszczonych w całym centrum handlowym. Powinni wezwać policyjnych - sami sobie nie poradzą. Logan węszy. Mówi, żeby mężczyzna odsunął się i wysuwa szpony. Uderza w bombę, wyrzucając ją na ścianę. Następuje malutka eksplozja i jeszcze tlące się resztki spadają na podłogę pod nogami ochroniarza. Logan tłumaczy, że to był zwykły straszak z odrobiną prochu. Teraz niech lepiej powie gdzie przetrzymują pannę Lexington.


Przywódca krasnali jest ubierany w strój Mikołaja. Touluse pyta, dlaczego po prostu nie przyzna, że jest to zwykłe porwanie dla okupu. Mężczyzna odpowiada - chce żeby uszło mu to na sucho. Wiedział, że w chwili gdy tylko padną strzały zleci się tutaj połowa oddziałów nowojorskiej policji, by ją ratować. Lecz teraz nikt nie przyjdzie jej uratować - jedyne co obchodzi ludzi w tej chwili to kwestia tego, co znajduje się w ich paczkach z prezentami. Ludzie to szuje. Teraz gdy wszystkie zegary są nastawione prosi, by nie robiła scen, gdy będą ją ubierać w czerwony strój świętego.


Pinter i Wolverine przedzierają się przez tłumek krasnali. Kilkanaście cięć pazurami i strzałów z pistoletu później biegną w stronę siedziby Mikołaja. Nagle kilka ładunków eksploduje naraz. Logan uspokaja ochroniarza mówiąc, że to straszak i nie wysadz... Eksplozja rozsadza wyższe piętra budynku. Służby porządkowe, dziennikarze i gapie przed budynkiem nie wiedzą co robić. Dwójka ludzi ubrana w stroje Mikołaja, otwiera drzwi i każe ludziom uciekać do domów. Policjanci otrzymują rozkaz wstrzymania ognia. Tłum ludzi zbiega w stronę głównego wyjścia po schodach. Schodach, na dole których stoją Logan wraz z Pinterem. Mutant rzuca się na ochroniarza, odsuwając go z drogi rozpędzonej tłuszczy. Policjanci przed budynkiem starają się uspokoić tłum - wiedzą jak łatwo zgubić terrorystów w takim chaosie. W opuszczonym centrum handlowym Pinter jest pewien, że stracili Touluse. Wolverine milczy.


Kilka przecznic od całego zgiełku, nie niepokojony przez nikogo przywódca Black Christmess prowadzi pannę Lexington do celu. Do gigantycznej, obładowanej światełkami choinki. Wie, że udało mu się. Nazywali go frajerem, lecz teraz udowodni im, jak bardzo się mylili. Udowodnił, że w mieście pełnym superherosów zwykły, szary facet może porwać kogoś dla okupu i uda mu się uciec. Podchodzi do panny Lexington i oznajmia, że teraz pozostaje tylko zadzwonić do przerażonego tatusia i patrzeć na dolary spływające na jego konto. Kobieta kopie go w krocze i zaczyna uciekać. Mężczyzna przypomina jej o detonatorze. Touluse zaczyna płakać - chce do swojego ojca. Łza spływa jej po policzku. Ktoś za nimi mówi, że wszystko będzie dobrze. To Pinter w towarzystwie Wolverine'a. Przywódca bandy jest przerażony. Mutant z uśmiechem na twarzy przyznaje, że pewne zapachy można wyczuć z daleka - zwłaszcza gdy ktoś został skropiony perfumem dla dziewczyn. Logan informuje krasnali, że jeżeli nie rzucą broni będzie zmuszony rozpruć siedmiu Mikołajów, a nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Dla obu stron. Broń z brzękiem upada na ziemię. Został tylko przywódca. Przeprasza Touluse, ale musi doprowadzić do końca to co rozpoczął i jak mówił wcześniej... Panna Lexington krzyczy, że on ma bombę. ... ludzie to szuje. Naciska przycisk. Detonator włącza się pokazując, że pozostało 10 sekund do wybuchu. Pinter strzela w przywódcę, zabijając go. Touluse zrzuca z siebie strój Mikołaja i zrozpaczona pada na ziemię. Po jej policzku spływa łza. 5 sekund. Logan rozcina szponami materiał kamizelki. Chwyta ją. Przyciska do brzucha. Pada na ziemię. Plastik eksploduje. Zaczyna padać śnieg. Tuż obok gigantycznych oświetlonych figur aniołów, grających na trąbach, na oczach Touluse i Pintera, Logan leżący na ziemi z rozerwanym brzuchem, z wnętrznościami na wierzchu życzy wszystkim wesołych świąt.

Autor: Spence

Galeria numeru

Wolverine vol. 3 #49 Wolverine vol. 3 #49

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.