Avalon » Serie komiksowe » Daredevil vol. 2 » Daredevil vol. 2 #53

Daredevil vol. 2 #53

Daredevil vol. 2 #53

"Echo" - part 3: "The vision quest"

Postacie
Streszczenie

W swojej celi Wilson Fisk wyjawia Echo, że nie ma do niej żalu o gniew, jaki teraz dziewczyna do niego czuje. Przyznaje, że zaopiekował się nią tylko przez wzgląd na dług wobec jej ojca. Nie ukrywa też faktu, że manipulował Mayą, aby wykorzystać ją do własnych celów. Cały czas ze spuszczoną głową, nie patrząc gościowi w oczy dodaje, że pokochał ją na swój sposób i nadal ją kocha.

Wyszłam bez słowa. Jakiekolwiek wdawanie się z nim w rozmowę nic by mi nie dało. Było coś dziwnego w jego sposobie mówienia. Czy on ciągle prowadził te swoje gierki? Bardzo możliwe. Wiem mimo to, że na swój spaczony sposób Fisk mówił szczerze. To jednak nie przywróci mi Matta. Nadal jestem wściekła. Nadal czuję się pusta. Muszę chyba zakończyć okres obwiniania innych. Moje problemy, to moja osobista sprawa. Oglądając swoje autoportrety zastanawiam się, czy właściwie wykorzystuję wszystkie swoje atomy. Muszę rozbić się na kawałki i połączyć na nowo w coś lepszego i większego niż tylko ja. Są na tym świecie bohaterowie, którzy codziennie skupiają się na pomocy potrzebującym. Walczą o idee ważniejsze, niż oni sami. Ci bojownicy o lepsze jutro przypominają mi bohaterów indiańskich opowieści, które słyszałam, gdy byłam mała. Przypomina mi się rezerwat. Myślę o wodzu i o tym, co mi kiedyś powiedział. Powiedział, że gdy ktoś chce poznać siebie, musi udać się na poszukiwanie wizji. Postanawiam spróbować.

Maya dociera do rezerwatu. Czuje się tu jak w domu. Dochodząc do domku wodza zastaje go siedzącego na ganku, tak jak dawniej. Przedstawia się jako córka Szalonego Konia. Starzec pamięta ją. Zawsze zadawała pytania w stylu "Jaki dźwięk wydaje merdanie ogonem?" Starzec słyszał, że nazwała siebie "Echo". Dziewczyna prostuje, że gazety ją tak nazwały. Jest to tytuł jej sztuki. Wódz zauważa, że Maya została gawędziarzem, tak jak przewidział. Dodaje, że słyszał, jaki los spotkał jej ojca i że zostało opowiedzianych mnóstwo historii ku jego pamięci. Gdy dostaje od przybyłej drobny podarunek, zabiera ją do tipi, gdzie zgadza się opowiedzieć jej o Szalonym Koniu i przygotować ją do poszukiwania wizji.

Wódz poucza Mayę, że w tej chwili poszukuje ona swojej przeszłości, jak i przyszłości. To, co powinna zrobić, to skupienie się na chwili obecnej. Rozpoczyna się ceremonia oczyszczenia. Do tipi zostają przyniesione rozgrzane w ognisku kamienie. Namiot zostaje szczelnie zamknięty, aby będąca na czczo dziewczyna wypociła z organizmu wszelkie toksyny. Starzec zaczyna opowieść. Kiedy Maya była małym dzieckiem, jej ojciec zabrał ją na wzgórze, aby przedstawić ją żywiołom. Najpierw czterem kierunkom, prosząc o równowagę w jej życiu i pomoc w odnalezieniu własnej drogi. Potem postawił małą stópkę córki na piasku i obiecując Matce Ziemi, że nauczy małą szanować ją, poprosił o jej wsparcie w życiu dziewczynki. Później przedstawił ją słońcu, wiatrowi, wodzie, ogniowi, księżycowi i gwiazdom prosząc, aby oczyściły jej drogę. Na koniec historii wódz zapewnia Mayę, że zawsze była kochana przez swojego ojca. Nawet, gdy biali lekarze nazywali ją powolną albo głupią. Nawet, gdy okazało się, że jest głucha. Indianin prosi, aby dziewczyna nie patrzyła na jego śmierć jak na odebranie jej czegoś ważnego. Powinna traktować czas, jaki z nim spędziła, jako dar. Wtedy jej życie też będzie darem.

W dalszej części ceremonii, skupiają się na poszukiwaniu przez Mayę wizji. Najpierw wódz tłumaczy, jak ogromne znaczenie dla jego plemienia miała ta tradycja, potem opowiada, że polega ona na spędzeniu kilku dni w lesie. Po pewnym czasie poszukujący może doświadczyć wizji zwierzęcia lub istoty ludzkiej. Podaje przykład starej indiańskiej historii, której bohaterowi - chłopcu poszukującemu wizji - objawił się Manitou i przekazał mu sekret uprawy kukurydzy. Na koniec starzec bierze w dłoń popiół i dotyka twarzy Mai, nakazując jej iść do lasu i siedzieć tam przez cztery dni.

Noc zmieniła się w świt, dzień w noc. Wiatr sprowadził deszcz. Przestało padać. Słyszałam opowieści o ludziach, którym objawiały się duchy wilków, kojotów czy jastrzębi. Słyszałam, że czasami pojawiał się Manitou, lub zmarli przodkowie pod postaciami zwierząt, którzy udzielali rad poszukującym wizji. Zaczęłam rozumieć, że moje zadanie polega na otwarciu się na naturę i dostrzeżeniu prawd, które miałam cały czas przed nosem. Pomyślałam o ojcu i zwierzęcych historiach, które zwykł mi opowiadać i które miały mnie czegoś nauczyć. Zawsze na koniec pytał mnie o to, czego się nauczyłam z tej opowieści. Po usłyszeniu mojej odpowiedzi uśmiechał się. Nie mówił, czy była poprawna, czy nie. Pozwalał mi wyciągnąć własne wnioski, nawet jeśli były odmienne od wniosków innych ludzi.

Zapadłam w dziwny stan pomiędzy jawą, a wspomnieniami. Gdy otworzyłam oczy, ujrzałam węszącego u mych stóp królika. Przypomniał mi pewną bajkę o dziewczynce, która wpada do króliczej nory. Po chwili zwierzak uciekł. Zamknęłam oczy. Gdy ponownie je otwarłam, pierwszym widokiem jaki zobaczyłam, było moje własne odbicie w oczach dzikiego psa obwąchującego mi twarz. Czułam jego gorący oddech na swojej twarzy, jego mokry nos przy moim nosie. Nie wiedziałam, co to oznacza, ale nie bałam się. "Ty pewnie jesteś psim duchem?"- powiedziałam. "Powiesz mi coś? Masz jakąś wiadomość od mojego ojca?" Zwierzę podeszło do pobliskiego drzewa, uniosło nogę i oddało na nie mocz. Potem odeszło. Próbowałam zrozumieć, co to mogło znaczyć. Potem zamknęłam oczy. Po jakimś czasie je otworzyłam i zobaczyłam walkę dwóch bestii, tuż przede mną. Pierwsza to pies, którego już widziałam. Druga, to inny dziki pies. Pojedynek był dziki i krwawy. Prawdopodobnie o teren. Zwierzęta szarpały się ze sobą i skakały sobie do gardeł. Żadne z nich nie wydawało się zmęczone. Scena ta trwała aż do zapadnięcia kompletnej ciemności. Dopiero gdy księżyc przesunął się trochę w moją stronę, rzucając trochę światła na podlane przez psa drzewo, zauważyłam wpatrzone we mnie żółte ślepia siedzącej na gałęzi sowy. Ktoś powiedział mi kiedyś, że ptaki te cały czas zadają pytanie "kto? kto?" [ang.- "who? who?"- przyp. DG]. Ciekawe, czy ten adresuje je do mnie. Przypomniałam sobie, że wódz powiedział mi, że jego poszukiwanie wizji pomogło mu odpowiedzieć na pytania - "kim jestem?", "w jaki sposób stałem się tym, kim jestem?" i "dlaczego tu jestem?". Zastanowiłam się nad tym, czy sowa przyleciała tu, aby mi o tym przypomnieć. Zdecydowałam, że tak i podziękowałam jej. Odleciała. Przy uderzeniu pioruna, przez moje ciało przeszedł dreszcz. Zaczęło lać. Od dłuższego czasu nie widziałam żadnego zwierzęcia, więc spodziewałam się zobaczyć coś wkrótce. Wiatr zmienił kierunek. Drzewa obróciły liście, aby złapać więcej wody. Zrobiło się całkowicie ciemno. Pomyślałam, że i tak nie zobaczę niczego aż do rana. Myśl, że miałabym nauczyć się czegoś od deszczu, wydała mi się zbyt abstrakcyjna. Gdy niebo rozświetliła błyskawica, dojrzałam jednak coś między drzewami. Skupiłam się na tym tak bardzo, że zapomniałam o grzmocie, który odzywa się kilka sekund po błysku pioruna. Przestraszyłam się, gdy moje ciało przeszedł kolejny dreszcz. Tam coś było. Coś dużego. Zbliżało się do mnie. Uderzenie gromu znowu mnie zaskoczyło. Zaczęłam drżeć. Obiecałam sobie, że następnym razem będę przygotowana. Postać stała tuż przede mną.


Wolverine patrzy na siedzącą przed nim, przemokniętą Mayę.

Autor: Don God

Galeria numeru

Daredevil vol. 2 #53

Imię i nazwisko:
Inne pseudonimy:
Opis:
Moce:
Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.